• facebook
  • rss
  • Jak zmartwychwstawał na Kresach?

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 15/2017

    dodane 15.04.2017 18:01

    Kiedy wspominają swoją Wielkanoc w dzieciństwie, widzą w tych obrządkach i obyczajach coś więcej. To było święto na cześć Chrystusa Odkupiciela i rodziny.

    Święta Wielkanocne na Kresach Wschodnich Polacy przeżywali w duchu religijności, pewnego ustalonego i uzasadnionego porządku, silnych tradycji przekazywanych z dziada pradziada i współżycia z otaczającą ich piękną przyrodą. Dziś, po wielu latach od repatriacji na Dolny Śląsk, wspominają ten czas z rozrzewnieniem i błogim uśmiechem.

    Jak sami mówią, część obyczajów zachowano, innych nie udało się przenieść wraz z przymusową przeprowadzką. Co uderza człowieka wsłuchującego się w ich wspominki? Niepowtarzalna atmosfera, którą budowano wokół Nocy Zmartwychwstania Chrystusa. Wszystko, co robili, miało głęboki sens. Przy całej palecie ludowych obrządków nigdy nie zapominano, co tak naprawdę należy świętować i na czyją cześć.

    Ujmują także ich opowiadania o niesamowitej scenerii tego okresu na pięknych dziewiczych terenach kresowych. Chodzi o budzącą się do życia przyrodę. Przylatywały bociany, na łąkach kwitły kaczeńce, skrzeczały żaby, koncertowały ptaki. Jakby znienacka pojawiały wielobarwne pąki roślin, a w lesie, który zieleniał w oczach, kwitły przylaszczki i wilcze łyko. Zmartwychwstał Bóg, a wraz z Nim człowiek i natura.

    Ryszard Filipowicz ur. 1929 r.

    Wspomnienie wileńskich Świąt Wielkanocnych wiąże się z zapachem ciasta wyjmowanego z pieca chlebowego, który wypełniał cały dom. W dniu, w którym szykowano baby wielkanocne, dzieciom nie wolno było wchodzić do kuchni. Tam królowała mama. Miała specjalny obrządek, długo miesiła ciasto, wszystkiego pilnowała. Na stole potem pojawiało się dużo różnych mazurków i bab. A my jako dzieci, no cóż… buszowaliśmy. Ja byłem najmłodszy spośród czworga rodzeństwa: dwóch chłopców i dwóch dziewczynek. W Wielką Sobotę przyjeżdżał ksiądz proboszcz i z namaszczeniem, odmawiając odpowiednią modlitwę, suto kropił pożywienie święconą wodą. Oprócz ciast i mazurków stół wielkanocny zastawiony był mięsiwem.

    Pamiętam szynkę gotowaną w całości z wieprza, razem z kością, białe kiełbasy układane w spirale. A szczytem świątecznego posiłku, choć nie co roku, były indyki. Kupowało się żywego na targu i kilka tygodni przed świętami tuczyło go specjalnie. W naszym domu w Kolonii Wileńskiej (obecnie część Wilna), w pomieszczeniu nazywanym salonikiem, stał wielkanocny stół, który pięknie dekorowaliśmy. Zawsze musiały być jakieś kwiaty, krawędzie zdobiliśmy gałązkami borówek leśnych albo widłakiem, który nazbieraliśmy w lesie. Nie opalaliśmy tego pokoju, żeby jedzenie się nie psuło. W sąsiedniej sypialni, która także przez to była zimna, kładliśmy się z gorącą butelką pod kołdrą, żeby nie zmarznąć. Jajka miały niską cenę, dlatego mieliśmy ich dość dużo. Obowiązkowo tworzono pisanki, zdobiono różnymi metodami, np. woskiem czy farbkami.

    Bawiliśmy się m.in. w „kaczanie jajek” – inaczej toczenie ich. To tradycyjna świąteczna gra z terenów Wileńszczyzny. Zwyczajowo odbywa się pierwszego dnia Świąt Wielkanocnych na świeżym powietrzu. Jeżeli zaś pogoda nie dopisuje – w domu. Zabawa polega na toczeniu jaj z niewielkiej pochylni i trafianiu nimi w inne, znajdujące się już na „placu boju”. Dawniej do „kaczania” służyło korytko z kory drzewa lub dachówka, obecnie pochylnię może stanowić nawet zwykła deseczka. Zwycięzcą jest ten, kto trafi najwięcej jaj. Sprawdzano także, czyje jajko ma mocniejszą skorupkę, przez wzajemne tłuczenie jajek jednym o drugie według ustalonych ścisłych reguł: „nosek” jajka musiał precyzyjnie trafiać w „nosek” drugiego. Wygrywał ten, którego kraszanka wytrzymała tę próbę. Stłuczone jajko należało oddać zwycięzcy. Ksiądz pilnował, by liturgie w kościele były celebrowane bardzo uroczyście. Śpiewały trzy chóry: dziewcząt, dorosłych i chłopców. Śpiewaliśmy po łacinie. Do dziś dnia pamiętam niektóre fragmenty. Kościół miał duży wpływ na życie społeczne. Wielkanoc obchodzona była bardzo rodzinnie. Człowiek nie mógł się nagadać z bliskimi i znajomymi.

    Przeczytaj relacje innych Kresowian! Na następnej stronie:

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół