• facebook
  • rss
  • Z całym szacunkiem

    Maciej Rajfur Maciej Rajfur

    dodane 23.05.2017 16:33

    To apel, który powinien także wyostrzyć zmysły społeczeństwa na to, jakiemu dziennikarzowi można ufać, a jakiemu raczej nie.

    Trwa dyskusja nad dokumentem biskupów "Chrześcijański kształt patriotyzmu". Także dziennikarze znajdą tam mocne "coś" dla siebie.

    Polscy biskupi bardzo jasno komunikują przez swój dokument, że na każdej płaszczyźnie powinniśmy dążyć do społecznego pojednania. To nie znaczy, że wszyscy mają się ze wszystkimi i we wszystkim zgadzać.

    Ale nietrudno zauważyć, że w politycznych sporach na łamach mediów poziom dyskusji regularnie spada. Język, jaki wkrada się do opinii publicznej, a co za tym idzie, do debaty medialnej również, staje się coraz bardziej ordynarny, arogancki, agresywny, wręcz chamski.

    Granica przyzwoitości przesuwa się w niewłaściwą stronę. Rozmowy zamieniają się w starcia, gdzie argumenty przybierają formę ciosów poniżej pasa.

    Komisja Episkopatu Polski, a dokładniej Rada ds. Społecznych z abp Józefem Kupnym na czele, pisze słowa, które warto przypominać na każdym kroku ludziom mediów, kształtującym opinie i poglądy:

    W sytuacji głębokiego sporu politycznego, jaki dzieli dziś naszą ojczyznę, patriotycznym obowiązkiem wydaje się też angażowanie się w dzieło społecznego pojednania poprzez przypominanie prawdy o godności każdego człowieka, łagodzenie nadmiernych politycznych emocji.

    Później natrafiamy na kluczowe, moim zdaniem, stwierdzenia, które każdy dziennikarz, od prawa do lewa, powinien sobie wziąć do serca:

    A pierwszym krokiem, który w tej patriotycznej posłudze trzeba uczynić, jest refleksja nad językiem, jakim opisujemy naszą ojczyznę, współobywateli i nas samych. Wszędzie bowiem, w rozmowach prywatnych, w wystąpieniach oficjalnych, w debatach, w mediach tradycyjnych i społecznościowych obowiązuje nas przykazanie miłości bliźniego. Dlatego miarą chrześcijańskiej i patriotycznej wrażliwości staje się dziś wyrażanie własnych opinii oraz przekonań z szacunkiem dla - także inaczej myślących - współobywateli, w duchu życzliwości i odpowiedzialności, bez uproszczeń i krzywdzących porównań.

    W przekrzykujących się nagłówkach, tytułach, kontrowersyjnych okładkach czy nieeleganckich wypowiedziach szacunku to można ze świecą szukać. Mam wrażenie, że w Polsce z maja 2017 roku problemem nie są różnice (bo te jako takie zawsze istniały), ale sposób komunikowania ich sobie nawzajem.

    Momentami w tym wypominaniu sobie błędów, w zażartych sporach o bezwzględną rację, nie mamy żadnych hamulców. Tu już nie chodzi o przekonanie rozmówcy, o wyrażenie swojego zdania, o intelektualny spór, lecz o kompromitację drugiej strony, poniżenie, wyśmianie jej. Dopiero wtedy cel zostanie osiągnięty.

    Cieszę się niezmiernie, że biskupi poruszają jeszcze jedną, bardzo ważną kwestię odnośnie do korzystania z różnych źródeł informacji, szczególnie w erze internetu i portali społecznościowych:

    Dziś jednak, w dobie tak zwanego społeczeństwa informacyjnego, które zalewa nas coraz większą falą rozmaitych, czasem niesprawdzonych lub uproszczonych wiadomości, wyzwaniem staje się nie tylko dostarczenie informacji, ale także, a może przede wszystkim, umiejętność ich sprawdzania, porządkowania i rozumienia.

    I tu możemy uderzyć się w pierś. Czy nie zdarza nam się udostępniać, przekazywać, powielać czegoś bezwiednie? Bo pasuje nam do światopoglądu, tezy, opinii? Oczywiście, trudno jest wszystko wiedzieć na 100 procent, przecież od tego są dziennikarze - autorzy informacji. Oni powinni czuć się w obowiązku, żeby sprawdzać fakty. Ale dzisiaj, kiedy w internecie każdy może stworzyć tzw. „breaking news”, podstawowa weryfikacja wydaje się konieczna. 

    Warto czasem wstrzymać się z kliknięciem "Udostępnij" albo "Podaj dalej".

    Namnożyło się portali internetowych, rozwija się dziennikarstwo obywatelskie. Ile to już razy widziałem choćby na Facebooku, jak ktoś rozpowszechniał kompletne bzdury, święcie w nie wierząc. A wystarczyło kilka chwil poszperać w wyszukiwarce, żeby obalić te „gorące informacje”. Zapewniam, że łatwiej zrobić to, niż potem przyznać się, że wpadliśmy w pułapkę i byliśmy naiwni.

    Przed ludźmi ze świata mediów stoi zatem kolejne wielkie zadanie. Nie tylko informować, czy kształtować opinię, ale wyrabiać w społeczeństwie nawyk sprawdzania, weryfikowania tego, co każdy dostaje pod nos. Uczmy logicznego, krytycznego myślenia oraz zachęcajmy do szukania wartościowych źródeł i rozpoznawania prawdziwych autorytetów.

    Z całym szacunkiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      20.09.2017 13:01
      To jest przykład totalitarnego podejścia lewactwa do inaczej myślących a szczególnie tych którzy traktują wiarę poważnie. Jak już jesteś takim ciemnogrodem to sobie wierz ale broń Boże publicznie a zwłaszcza nie stosuj się do zasad wiary. Jest to jawna dyskryminacja!
    • Louie
      20.09.2017 15:15
      (BTW - coś nie tak działa z komentowaniem, bo komentarze pojawiają się pod innym artykułem, niż powinien).

      Wyborcza i tak już dawno przekroczyła wszelkie granice w tworzeniu kłamliwego przekazu - że wspomnimy tu choćby redaktora Jacka Hugo-Badera, który wysmarowany pastą na buty poszedł na Marsz Niepodległości, aby złowić przejawy "nienawiści rasowej" (bo żaden czarnoskóry nie zgłosił nigdy, żeby na MN doznał jakichś nieprzyjemności), a że spotkało go rozczarowanie, to pisał o tym, jaka to "atmosfera" nienawiści wisiała w powietrzu (bo nikt nie chciał jak na złość niczego rasistowskiego powiedzieć ani pana redaktora zaczepić). Czy też wysyłane do redakcji GW fałszywki o brutalnym pobiciu przez kibiców, które GW bez jakiejkolwiek weryfikacji wykorzystywała (bo były "po linii" ideologicznej GW) - o sprawie wiemy, bo autorzy fałszywek później publikowali swoją korespondencję mailową z GW, ujawniając, że owego "pobicia" nigdy nie było.

      Wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby ci "anonimowi oburzeni" istnieli tylko w głowie redaktora GW (niekoniecznie to musi być przejaw szaleństwa, IMO to po prostu wyrachowane działanie, żeby nie daj Boże (a nie, przepraszam, to GW, więc powinno być coś w stylu "Nie daj Leninie") ktoś nie doszedł do konkluzji, że nikomu wśród pracowników nie przeszkadzała ta sytuacja i nie było żadnej presji na uczestniczenie (bądź nieuczestniczenie) we Mszy.
    • E
      20.09.2017 19:46
      Przede wszystkim należałoby skończyć z określeniem " neutralny światopoglàdowo". To jest sprytny zabieg językowy, ale wprowadza uprzywilejowanie dla ateistów. A ateista nie jest neutralny, bo ma pewien poglàd np wierzy że Boga nie ma. Więc co to za neutralność??
    • Pracownik skarbowy
      20.09.2017 20:05
      A czy komentującym przyszło do głowy jak mógłby się poczuć pracownik skarbówki, który nie wierzy w boga, albo wyznaje inną religię? Urząd skarbowy to nie korporacja, gdzie na "dzień dobry" padają pytania o tematy drażliwe. Nie bardzo rozumiem dlaczego nagle taka zmiana ? Tyle lat było neutralnie i nagle hop, ktoś "królika wyciąga z kapelusza". Nie podoba się "królik"? Oj nieładnie, będziemy o tym pamiętać dzieląc kolejne jałmużne premie, czy podwyżki. Jestem pracownikiem skarbówki od 20 lat, czułem niesmak tym co się działo. Zero transparentności, zero neutralności. Przykre to.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół