• facebook
  • rss
  • Ślązak, co Filomenę chciał poznać bliżej

    Maciej Rajfur Maciej Rajfur

    dodane 05.08.2017 17:27

    Hubert Jokiel przyjechał do podwrocławskich Gniechowic aż spod Raciborza. Zafascynowany historią świętej męczennicy z pierwszych wieków.

    - W tym roku pierwszy raz uczestniczyłem w odpuście w Gniechowicach. Parę lat temu w moje ręce wpadł artykuł o św. Filomenie. Wtedy poznałem jej bardzo ciekawą historię. I można jechać do Rzymu lub do Mugnano - miejsc związanych z tą świętą dziewicą, ale nie zawsze jest możliwość. To dalekie podróże. Dlatego na początek wybrałem się właśnie do Gniechowic - opowiada Hubert Jokiel.

    Sam modlił się i wypraszał potrzebnych łaski dla siebie, dla rodziny i dla znajomych. O parafii w niewielkich Gniechowicach dowiedział się z internetu. Niedawno, 3 tygodnie temu otworzył parafialną stronę internetową i tam zobaczyłem informację o przygotowaniach do odpustu. Wtedy postanowił, że musi udać się na pielgrzymkę z miejscowości Pawłów k. Raciborza, gdzie mieszka.

    - Udało się wygospodarować wolny czas, więc wyruszyłem te ok. 180 km w jedną stronę - mówi H. Jokiel

    Jeśli zdrowie i obowiązki pozwolą, chciałby przyjeżdżać co roku, regularnie i oczywiście przywozić kolejnych pielgrzymów ze swoich rodzinnych śląskich stron. Bo taki jest fenomen odpustu gniechowickiego, kto w nim uczestniczy raz, przyjeżdża potem kolejny i zabiera swoich bliskich oraz znajomych.

    - W moim środowisku nikt nie słyszał o św. Filomenie, ale ja im opowiadam, rozdaję foldery i materiały informacyjne ludziom z okolicy. Niestety, ta wspaniała kobieta była ujęta w kalendarzu liturgicznym do czasu wprowadzenia reformy przez papieża Pawła VI. Później ją usunięto i zastąpiono innym świętym, a jej kult zmalał - wyjaśnia Hubert Jokiel.

    Patronka naszych czasów, jak określają chrześcijańską męczennicę, jest wzorem dla Ślązaka. Jak sam tłumaczy, dzisiaj świat oferuje nam różne niemoralne propozycje, zarzuca nas reklamami, wygodami, które dają pozorne szczęście, natomiast św. Filomena pokazuje nam inną, lepszą drogę.

    - Mimo, że często nie usłaną różami, ale kamieniami, to bardzo chwalebną. Taką, na której końcu Bóg przygotował wielką nagrodę, czyli zbawienie. Jednak żeby je osiągnąć, trzeba się wyrzec pokus tego świata - oświadcza Hubert Jokiel.

    Co w historii św. Filomeny najbardziej urzekło 52-letniego Ślązaka?

    - Jej odwaga i to, że nie poddała się mimo wielkich tortur ze strony cesarza. Żadne groźby i przeciwności nie były dla niej straszne. Młoda dziewczyna daje mi przykład, żeby na pierwszym miejscu stoi zawsze Pan Bóg, a nie świecidełka tego świata. Filomena była święta od najmłodszych lat. Kiedy zginęła, miała 13 lat! - opowiada Hubert Jokiel.

    I rozmyśla o tym, jak czasami człowiekowi wydaje się, że jest pobożny, że chodzi do kościoła, uczęszcza na pielgrzymki tu i ówdzie, modli się na różańcu, może nawet czyta Pismo Święte. Ale gdy zobaczy życiorysy świętych, pojmuje szybko, ile mu jeszcze brakuje, jak jest mały, jak jeszcze nie dorasta do pewnych wartości.

    - Ale to dobrze, bo nie unosi się pychą. Trzeba zawsze bić się w pierś, modlić się i korzystać z sakramentów. Św. Filomena dała najlepsze świadectwo miłości do Boga i Jego Ewangelii - kwituje pielgrzym ze Śląska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół