• facebook
  • rss
  • Ewwwangelizacja

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    Wirtualne żniwo wielkie, ale robotników… No właśnie, coraz więcej! I dobrze. Wyraźna aktywność księży w internecie to obecność w sieci samego Pana Boga.

    By zdać sobie sprawę z tego, o jak istotnej sferze w życiu ludzi mówimy, postawmy sobie pytania: Kto dzisiaj nie ma dostępu do internetu? Jaki procent społeczeństwa korzysta z niego po kilka godzin dziennie? Ile osób ma już internet w telefonie komórkowym, czyli praktycznie zawsze przy sobie? Nie potrzebujemy dokładnych odpowiedzi, by dojść do prostego wniosku: internetowa rzeczywistość coraz bardziej wchodzi w tę realną. Skoro dzisiaj nawet studiów nie skończysz bez internetu (i nie chodzi tu o ściąganie materiałów edukacyjnych, ale proste formalności, jak zapisy na zajęcia) i możesz zrobić online praktycznie każde zakupy (od pasztetu po mieszkanie), to dlaczego nie możesz w nim lepiej poznać Chrystusa? To pytanie retoryczne.

    Teobańkologia

    Nowa dziedzina nauki? Nie, po prostu ogromna pasja ks. Teodora Sawielewicza, która wzięła się z… mycia naczyń. Neoprezbiter z archidiecezji wrocławskiej zafascynował się bańkami mydlanymi jeszcze przed wstąpieniem do seminarium. Odkrywał tę pasję poprzez odtwarzanie sztuczek, które zobaczył w internecie. Potem, już jako kleryk, zaczął robić niewielkie pokazy dla różnych osób i… łączył to z Ewangelią. Tak, naprawdę się da. – Nie chodzi tylko o to, by na coś popatrzeć, ale by przez to ewangelizować. Byłem zapraszany do szkół i prowadziłem rekolekcje z bańkami mydlanymi – wspomina ks. Teodor. Jak opisuje, jego zamiłowanie wymaga kreatywności i pomysłowości. Bańki służą bowiem kapłanowi do zobrazowania prawd wiary chrześcijańskiej. Przywołują najprostsze skojarzenia, stymulują wyobraźnię. Dobitnie pokazują np. iluzje naszego życia, kruchość naszych pomysłów. – Ewangelia i bańki mydlane to naprawdę świetne połączenie. Doskonale się uzupełniają w głoszeniu prawd wiary – kwituje ks. T. Sawielewicz. Młody kapłan ma pasję i chce ze swoim talentem wyjść do szerszej publiczności, dlatego jest aktywny w internecie. – Pan Bóg wlał w moje serce takie pragnienie, aby działać w rzeczywistości wirtualnej. Widzę, że są tam ludzie, którzy inaczej Ewangelii nie usłyszą, nie pójdą do kościoła, nie posłuchają nawet takich nazwisk, jak choćby o. Szustak – tłumaczy neoprezbiter. Bańki mydlane stały się dla internautów ciekawym zjawiskiem, więc zatrzymują się w tym oceanie wirtualnych informacji na przekazie ks. Teodora. – Nie możemy jako kapłani zamykać się na plebaniach jak w warowniach. Musimy brać na poważnie rzeczywistość wirtualną. Oczywiście nie chodzi o to, że każdy ksiądz ma teraz mieć konto czy fanpage na portalach społecznościowych, ale jako duszpasterze nie możemy zlekceważyć tej przestrzeni – wyjaśnia ks. Teodor. Sam prowadzi profile na Facebooku i YouTubie pod hasłem: „Teobańkologia”. Podkreśla, że wirtualna ewangelizacja to dodatek do głównego nurtu duszpasterskiego w realnym świecie, ale odpowiedzmy sobie na pytanie: jeśli księża nie będą głosić Chrystusa w internecie, to jaki ten internet będzie?

    Cybermisjonarze potrzebni

    Oprócz transportowania Ewangelii w bańkach mydlanych ks. Teodor Sawielewicz chętnie też odpowiada na pytania internautów podczas specjalnych transmisji na Facebooku. Choć zaczął tę inicjatywę niedawno, dotarł już do kilkudziesięciu tysięcy ludzi, a liczba ta wciąż rośnie. – Internet to nie cel sam w sobie, ale może stać się początkiem nawiązywania dobrej relacji z Panem Bogiem. Wirtualna sieć jest miejscem na pogłębienie wiary, czyli np. poszukanie odpowiedzi na trudne pytania, ale nie powinna zastąpić nam praktyk religijnych „w realu” – ostrzega neoprezbiter. Po swojej aktywności w internecie dostrzegł jednak, że ludzie czują wielki głód poznania Pana Boga i Jego miłości. – Spotkałem się z wielkim entuzjazmem związanym z moją obecnością w sieci. Ksiądz ma okazję pewne rzeczy wyprostować w myśleniu wiernych. Czasami trudno niektórym zapukać na plebanię i po prostu zapytać. Przy spowiedzi nie zawsze jest czas, a internet stwarza dodatkową okazję. Wychodzę w ten sposób do człowieka, który może mieć trudności z otwarciem się – wyjaśnia młody kapłan. O co najczęściej pytają go internauci, czyli w zdecydowanej większości młodzi ludzie? – O czystość, np. dlaczego Kościół nie pozwala na mieszkanie ze sobą przed ślubem, o sferę myśli – gdzie zaczyna się grzech, o spowiedź, o dobrych autorów chrześcijańskich książek – wymienia ks. Teodor. Oczywiście w ramach swojej aktywności spotyka się również z tzw. hejtem, czyli nieprzyjemnymi, obraźliwymi komentarzami. – Myślałem, że będzie tego więcej, ale nie jest tak źle. Padają oczywiście prowokacyjne, pseudopodchwytliwe pytania, które mają mnie postawić pod ścianą. Wtedy trzeba inteligentnie wybrnąć, wybronić się. Przykład? Czy Adam i Ewa mieli pępki? – uśmiecha się młody kapłan. W czasie jednej transmisji ks. Teodor odpowiada na ok. 30 proc. wszystkich zadanych pytań. Zawsze brakuje czasu na resztę. To pokazuje, ile spraw związanych z wiarą, Kościołem i Panem Bogiem nurtuje internetowe społeczeństwo. – Wirtualny świat też potrzebuje misjonarzy, ale trzeba taką posługę odpowiednio wyważyć. Nie można przegiąć w drugą stronę. Dlatego kluczowe jest ciągłe szukanie złotego środka. Jesteśmy dla ludzi także w internecie, ale mamy ich zachęcać, by poznawali Boga w świecie realnym. A jako kapłani powołani zostaliśmy do spotkania z człowiekiem twarzą w twarz, nie przez ekran komputera – i o tym trzeba pamiętać – podsumowuje ks. Teodor Sawielewicz.

    Tam też idźcie i głoście

    Ks. Michała Olszańskiego z Milicza na rekolekcjach ignacjańskich uderzył fragment z Pisma Świętego: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”. Postanowił zatem głosić także w internecie. – On przecież również należy do świata. Wcześniej podpatrywałem, jak inni to robią. Szukałem inspiracji, dowiadywałem się, jak najlepiej dotrzeć do ludzi – mówi ks. Michał. Ze swoją wirtualną inicjatywą ruszył w listopadzie 2016 roku. – Na początku tworzyłem prezentacje ze swoimi myślami, potem zacząłem nagrywać swoje rozważania do Ewangelii i łączyłem to z obrazami. Chcę, żeby ludzie lepiej rozumieli słowo, które kieruje do nich sam Bóg – dodaje kapłan. Swoją działalność internetową określa jako spontaniczną, w ciągłej ewolucji, bez jakiegoś konkretnego wzorca. – Kiedyś usłyszałem słowa, że wirtualna sieć to kolejny kontynent do ewangelizacji. One mnie zmotywowały. Jeżeli szatan tam działa, a widzimy na co dzień, jak mocno, tym bardziej my, jako powołani przez Boga, powinniśmy – stwierdza ks. M. Olszański. Jego profile na Facebooku obserwuje kilka tysięcy ludzi. Prowadzi też kanał na YouTubie pod nazwą Dzieci Najwyższego. Potwierdza, że ludzie poszukują w internecie Bożych śladów i jeden impuls może w nich obudzić wielkie pragnienie Bożej miłości. – Wielu odbiorców zachęca mnie do dalszej ewangelizacji w wirtualnej rzeczywistości. Kiedyś uważałem, że to tylko dodatek do naszej duszpasterskiej pracy – analizuje kapłan. Sam kibicuje swoim współbraciom w kapłaństwie we wszelkich internetowych Bożych działaniach i zachęca do otwartego i śmiałego dawania świadectwa w wirtualnym świecie. – Dziś wiem, że internet ma ogromną moc oddziaływania i – czy chcemy, czy nie chcemy – ludzie spędzają w nim ogrom czasu. Ważne, żeby i tam spotkali się z Dobrą Nowiną o Jezusie Chrystusie – kwituje wikariusz z parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Miliczu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół