• facebook
  • rss
  • Co wybierasz? Czarny parasol czy różaniec?

    Maciej Rajfur Maciej Rajfur

    dodane 09.10.2017 15:44

    Wiem, że walka dobra ze złem trwa od początków i będzie trwała do końca świata. Niektórzy jednak zapominają, że zwycięstwo jest już dawno przesądzone.

    W ostatnich dniach w Polsce starły się wyraźnie dwie zupełnie różne rzeczywistości. Akcja „Różaniec do granic” przerosła oczekiwania nie tylko organizatorów, ale i uczestników czy obserwatorów. Niestety, jak to zwykle bywa, przeciwnicy na siłę próbuje kreować swoją rzeczywistość i albo udają, że nic się nie wydarzyło  (manipulacja liczbami, zupełne milczenie), albo robią z katolików ciemnogród, co modli się, zamiast wziąć się do roboty, albo też wykładają swoją teologię, chociaż nie mają wiele wspólnego z Kościołem.

    Może najpierw o liczbach, bo to zawsze wychodzi na pierwszy plan. "Gazeta Wyborcza" wysłała dziennikarkę na granicę, by napisała z modlitewnej inicjatywy reportaż. Już w tytule dowiadujemy się, że na Dolnym Śląsku różaniec w sobotę o 14 na granicy państwa odmówiło 6 tysięcy ludzi. Jak pisze Magdalena Kozioł: „Frekwencja aż tak duża nie była. Na granicy z Czechami i Niemcami na Dolnym Śląsku oszacowano ją na 6,5 tysiąca.”

    Pani Redaktor, kto ją oszacował? Nie ma informacji. Na jakiej podstawie? Też brak danych. Skąd zatem ta liczba? I co to znaczy "nie aż tak duża"? To Pani Redaktor komentarz prywatny, czy linia gazety? Jak maszeruje 4 czy 6 tysięcy czarnych parasolek, to piszecie, że są tłumy.

    Sam zadzwoniłem do kilku miejsc, żeby dowiedzieć się orientacyjnie, ilu wiernych zgromadziło się w naszym województwie na granicach Polski, by modlić się na różańcu.

    Zapisy internetowe, które można w każdej chwili sprawdzić, wskazują, że było ich ponad 14 tysięcy. Nawet zakładając, że nie wszyscy, co się zapisali, przyjechali, to wiemy, że mnóstwo ludzi uczestniczyło, a nie rejestrowało się wirtualnie. I myślę, że to nie tylko może równoważyć, ale i zwiększać ten wynik czternastotysięczny.

    Dla przykładu, do Zgorzelca przybyło ok. 1400 osób, a zapisało się niewiele poniżej 1000. Rzecznik diecezji świdnickiej informuje natomiast, że według ich szacunków w samej diecezji świdnickiej (a do granicy państwa na Dolnym Śląsku przylega jeszcze diecezja legnicka) zgromadziło się 21 tysięcy ludzi. Psikus, bo mamy sporą rozbieżność.

    Dalej, jeśli nawet spojrzymy na liczbę dolnośląskich parafii przygranicznych, które uczestniczyły w akcji różańcowej, wychodzi nam 27 punktów. Przyjmując te „gazetowowyborcze” szacunki 6 tysięcy, oznaczałoby to ok. 220 osób na jeden ośrodek. Zupełnie nie chce tak wyjść. Zajrzałem na zdjęcia z kilkunastu miejsc m.in. z Polany Jakuszyckiej, Lądka Zdrój - ponad 400-500 osób.

    Nawet w malutkim Pieńsku, jak mówi p. Jadwiga, modliło się około 300 osób, nie mówiąc już o Szklarskiej Porębie (2 tys.) czy Bardzie (2 tys.). Po wirtualnej sieci krążą zdjęcia ogólnodostępne. Wszystko widać. Tylko trzeba zadać sobie trochę trudu.

    Jakby tego było mało, nawet w kościołach leżących z dala od granicy ludzie, którzy nie mogli pojechać, zbierali się modlitwie różańcowej. Ale dobra, ich nie wliczajmy, z korzyścią dla drugiej strony.

    I wielka szkoda, bo nijak te 6 tysięcy nie chce wyjść…. A tą liczbą Gazeta Wyborcza już w tytule reportażu się pochwaliła. Natomiast frekwencji na Marszach Równości, Czarnych Marszach i innych tego typu manifestacjach pilnuje z godną podziwu dokładnością. Tutaj chyba zabrakło jednak motywacji do uczciwości.

    Zostawiając liczby, a przechodząc do ludzi. To niesamowite, że bez względu na wiek, Polacy stanęli do apelu różańcowego.

    - Z Pieńska do Lasowa szliśmy ok. 4 kilometry Na całej trasie ludzie udekorowali bukietami kwiatów ogrodowych drzewa i słupy. Piękny widok. Kapłan czytał miejscowości, z których przyjechali ludzie. Było ich ponad 30. Modlili się z nami także Polacy mieszkający na stałe w Niemczech. Przyjechali trzema autokarami. Podróż jednego z nich trwała całą noc, żeby mogli dotrzeć rano do kościoła franciszkanów w Pieńsku - relacjonuje p. Jadwiga.

    Dodaje, że grupę gości z Niemiec tworzyli w przeważającej części młodzi ludzie - licealiści i studenci. To bardzo budujące i zaprzeczające śmiesznym stereotypom, że za różaniec to chwytają tylko starsze panie w moherowych beretach. Na zdjęciach z innych miejsc także widać młodzież. 

    Przemówił do mnie jeszcze fakt bliskich terminów Różańca do Granic i „Czarnego wtorku” (manifestacji w rocznicę Czarnego Strajku).

    Kobiety walczące o aborcję z transparentami typu „Macice wyklęte” są dla mnie idealnym kontrastem dla grup modlących się na różańcu. To Polska dwóch światów, która jednak przede wszystkim potrzebuje wzajemnego szacunku.

    Dlatego dziwi mnie, jak media (np. Newsweek) piórem swoich dziennikarzy określają akcję typu Różaniec do Granic jako szkodliwą manifestację wiary, jakieś obnoszenie się, narzucanie, już o staroświeckości nie wspominając. Ale pod tymi samymi tytułami prasowymi, czy internetowymi czytam jednocześnie o pełnym prawie obywatelskim do wyrażania swojego zdania dla kobiet zbulwersowanych tym, że ktoś nie zgadza się na zabijanie bezbronnych dziec nienarodzonych. Jedni mogą mówić co myślą, inni nie, bo to już obnoszenie się. Kiedy Natalia Przybysz (wokalistka zespołu Sistars) przyznała się publicznie do swojej aborcji (bo miała za małe mieszkanie), liberalno-lewicowe media okrzyknęły ją najodważniejszą kobietą. Gdy Cezary Pazura mówi o sile modlitwy różańcowej, spada na niego fala hejtu.

    Podwójne standardy? Nie tylko dotyczące obliczania frekwencji, ale także opisywania społeczeństwa. Z jednej strony pokrzywdzone bohaterki, które heroicznie walczą przecież o swoje prawo do nieograniczonej wolności z czarnymi parasolkami nad głowami. A po drugiej stronie ciemni, naiwni ludzie „klepiący zdrowaśki” i przesuwający paciorki różańca do niewidzialnego Boga.

    Sukcesu frekwencyjnego „Różańca do granic” w dobie mediów społecznościowych i internetu nie da się zakryć czy przekłamać. Można jedynie udawać i manipulować. A kto ufa mediom, czy ludziom, o których wiemy że udają i manipulują?

    I jeszcze jeden obrazek mi się przypomina: Wczoraj podczas akademickiej Mszy św. w parafii św. Antoniego na wrocławskich Karłowicach ponad 30 młodych ludzi, głównie studentów, podjęło modlitewne wyzwanie "Duchowej Adopcja Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą”.

    Przez 9 miesięcy codziennie będą oni modlić się dziesiątką różańca za życie poczęte, które może być zagrożone aborcją. A takich ludzi w całym kraju są tysiące, o ile nie więcej. Ale kto by o tym pisał. Jak garstka aktywistów LGBT manifestuje, kamer i dyktafonów nie brakuje.

    W sumie nic dziwnego. Jezus jasno to zapowiadał w Ewangelii: "Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi".

    Niektórzy jednak zapominają, że zwycięstwo jest już przesądzone: "Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat". 

    A my mamy o tym pamiętać i robić swoje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół