Nowy numer 16/2018 Archiwum

Okno na tajemnicę

Jak otworzyć świat ekranu na sacrum, na transcendencję? Jak wciągnąć widza w historię zbawienia? Międzynarodowy Festiwal Filmów „Niepokalanów” budził głód naprawdę dobrego kina.

I nie proponował łatwych „dań”. – Na chrześcijaństwo spoglądam jako na odsłanianie się prawdy. Jezus powiedział „jestem prawdą”, ale też „jestem drogą”. Po drodze się idzie, a prawda to rzeczywistość, do której się dochodzi. Cenię filmy, które stawiają pytania – mówił Arnaldo Casali, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Terni, jeden z gości specjalnych odbywającego się po raz drugi we Wrocławiu MFF „Niepokalanów”.

Pytania i klęski

Festiwal organizowany przez franciszkański klasztor w Niepokalanowie oraz Fundację Vide et Crede, przy współpracy z Narodowym Centrum Kultury, miał swój wymiar konkursowy, ale niezwykle ważne były również debaty oraz wieczorne pokazy. Ludzie reprezentujący świat filmu zapraszali wówczas widzów na projekcje, które uznali za szczególnie cenne. Pierwszy z takich pokazów w Dolnośląskim Centrum Filmowym we Wrocławiu zaskoczył część widowni. Arnaldo Casali zaproponował „Habemus papam – mamy papieża” w reżyserii Nanniego Morettiego. Film, będący dziełem zadeklarowanego ateisty, zafascynowanego jednak rzeczywistością Kościoła, budził refleksje choćby nad postrzeganiem go przez ludzi niewierzących. – Mój przyjaciel, „artysta niezależny”, wolny duch, choć uznawał się za ateistę, udał się na uroczystość inaugurującą pontyfikat Jana Pawła II – wspominał A. Casali. – Tłumaczył, że spodziewa się interesującego pod względem artystycznym przedstawienia. Gdy usłyszał papieskie „Nie lękajcie się!”, zaczął szlochać. Nawrócił się i… został księdzem. Film Morettiego jest w pewnym sensie wyrazem „głodu Boga”. Kolejny dzień przyniósł spotkanie z „Misją” w reżyserii Rolanda Joffé – zaproponowaną przez Adama Woronowicza. Goście spektaklu wyruszyli w podróż do Ameryki Południowej, gdzie jezuici prowadzili misję wśród Indian Guarani. – Ten film wrócił do mnie po latach, gdy stawiałem pierwsze kroki jako aktor. Uświadomiłem sobie wtedy, jak trudno jest „zagrać dobro” – wspominał A. Woronowicz. – Jeremy Irons jako o. Gabriel potrafił oddać coś z tej tajemnicy, która towarzyszy dobru. Bo to jest gigantyczna tajemnica. W „Misji” dobro zdaje się ponosić klęskę. Podobnie jak w życiorysach ks. Jerzego Popiełuszki i Maksymiliana Kolbego, w których wcielił się Adam Woronowicz. – Maksymilian chciał zdobyć świat dla Niepokalanej, a w ostatnim etapie życia został pozbawiony wszystkiego, ogołocony – mówi aktor (grający o. Kolbego w filmie „Dwie korony” Michała Kondrata), wspominając o śmierci w bunkrze głodowym. – To było potworne cierpienie. Ale z bunkra zamiast przekleństw płynęły modlitwy. Cud w samym środku piekła. Gdzieś tam walczyły armie, a tu zwyciężało dobro – pośród bezsilności, w ogromnym bólu. Tak działa Pan Bóg. Dobro niby przegrywa, ale tak naprawdę ta klęska jest początkiem czegoś nowego.

Szaleniec Niepokalanej

Postać św. Maksymiliana Kolbego wpisana jest głęboko w festiwalowe wydarzenia. – Uświadomiłem sobie, jak niewiele o nim wiedziałem – mówi A. Woronowicz. – Dla mnie był „człowiekiem w pasiaku”, poważnym, wychudzonym więźniem z Auschwitz. W takim „opakowaniu” go trzymałem. W związku z filmem odkryłem na przykład ze zdumieniem, jak dużo zachowało się zdjęć Maksymiliana uśmiechniętego. Zrozumiałem, jak wielkim był mistykiem, człowiekiem nieprawdopodobnie głębokiej modlitwy, jak niesamowita była jego relacja z Maryją… Charakterystyczne, że święci – także o. Kolbe – nie starali się „coś robić”, ale oddawali się Bogu, by to On robił z nimi, co zechce. Goście festiwalu mogli spotkać się również z Radosławem Pazurą, który zaprosił ich na film „Gdy budzą się demony” Rolanda Joffé i podzielił się świadectwem swego nawrócenia, Dominiką Figurską – filmową mamą św. Maksymiliana Kolbego w „Dwóch koronach” (wybrała „Dekalog I” Kieślowskiego) i Krzysztofem Zanussim (zaproponował „Siódmą pieczęć” I. Bergmana). O niezwykłym życiorysie św. Maksymiliana opowiedział chętnym Tomasz Terlikowski – autor biografii świętego. Podkreślił, że bez o. Kolbego nie byłoby takiego Kościoła, jaki znamy. „Szaleniec Niepokalanej” miał potężny wpływ na ks. Blachnickiego, na ks. Jerzego Popiełuszkę, Prymasa Tysiąclecia czy franciszkańskich męczenników z Peru. – Maksymilian przypomina nam, że ewangelizacja jest czymś fundamentalnym. On spalał się w głoszeniu miłosierdzia, głoszeniu chwały Niepokalanej. Kolejny rys jego przesłania to: nie ma rzeczy niemożliwych – mówił prelegent. – Pozostawia nam także dziś wezwanie do otwarcia się na Ducha Świętego poprzez Maryję.

Współczesne ikony

Z wielkim zainteresowaniem spotkała się dyskusja panelowa o „prawdzie na ekranie”. – Czym ona jest dla filmowca? – pytał prowadzący spotkanie Krzysztof Kunert z „Radia Rodzina”. Krzysztof Zanussi wspomniał najpierw o tzw. prawdzie rzeczowej. – Źle, gdy pokazuje się rzeczy nieprawdziwe, przedstawiając je jako realne. Zdarza się, że ludzie wierzą w coś fałszywego, bo zobaczyli to w filmie – stwierdził. – Jest też inna prawda, ta artystyczna, tożsama z pięknem i dobrem, z mądrością. Sztuka świadoma, odpowiedzialna, do tej prawdy zmierza, ale ona jest niewymierna, nieuchwytna. – Kino to właściwie sztuka iluzji. Jednak za iluzją, za „nieprawdą kina” możemy znaleźć narrację, która prowadzi do wyjaśnienia rzeczywistości, do prawdy – zauważa ks. Marek Lis, filmoznawca. – Prowadzi do niej, nawet jeśli to jest kino, które „nie wie”, które poszukuje, stawia pytania. Wolę filmy, w których czegoś szukamy. Tomasz Terlikowski podkreślił, że pytając o prawdę, w chrześcijaństwie ostatecznie pytamy o „Słowo, które było na początku”. – Pytanie, które postawili sobie w pewnym momencie chrześcijanie, brzmi: Czy słowo może stać się ikoną, obrazem? Odpowiedziano: tak, ale ów obraz musi być wierny pewnemu kanonowi – mówi publicysta. Zauważa jednocześnie, że nieodzowne są filmy metafizyczne, ale też tzw. christian movies. – Potrzebujemy głębokich pytań, ale czasem potrzebujemy też po prostu utwierdzić się w tym, w co wierzymy – twierdzi. – Christian movies nie pokazują prawdy! One mówią o nawróceniu jak o czymś łatwym, bezproblemowym… Tak w życiu nie jest! Żeby nastąpiło nawrócenie, trzeba na ekranie pokazać prawdziwe chrześcijaństwo – twierdzi o. Michał Legan, paulin i filmoznawca. Również ks. Marek Lis sceptycznie odnosi się do tego typu twórczości. – Jestem przeciw kiczowi, kicz jest kłamstwem – mówi. Zanussi podkreśla, że to wysoka kultura „ciągnie w górę”. – Sztuka popularna nie dopuszcza istnienia tajemnicy, próbuje ją zawsze wyjaśniać. A istotą chrześcijaństwa jest przeżycie tajemnicy – twierdzi.

Wierność człowiekowi

Tomasz Terlikowski zauważa jednak, że można rozumieć christian movies jako element kaznodziejstwa. Kaznodzieje starali się wywołać silne emocje i poprzez prosty, jednoznaczny przekaz skłonić ludzi do nawrócenia. Podkreśla, że osobą, która przed II wojną światową miała największy wpływ na kulturę w Polsce był św. Maksymilian Kolbe. To właśnie jemu zarzucano przede wszystkim, że proponuje kulturę niską, prostą. W Niepokalanowie znaleźć można było byle jakie gipsowe figury, w „Rycerzu Niepokalanej” – niedoskonale napisane teksty i prymitywne obrazki. I to one przemieniały ludzi. – Nie ma chrześcijaństwa bez kultury wysokiej, ale nie ma chrześcijaństwa także bez kultury niskiej – twierdzi publicysta. – Dokonała się globalna popkulturyzacja i wszyscy, chcemy czy nie, korzystamy z jej schematów. Poza popkulturą nie ma powszechnie zrozumiałej komunikacji. Argumenty za obroną christian movies przywołał także Łukasz Adamski – dziennikarz i publicysta: – Trzeba dotrzeć również do tych, którzy zrozumieją prosty chrześcijański przekaz dostosowany do świata Facebooka, SMS-ów, Twittera – zauważa. Ks. M. Lis podkreśla, że kino to komunikacja. Ważne są w nim tekst, kanon, ale i odbiorca – a dziś jest nim człowiek, dla którego podstawowym ekranem nie jest ten kinowy czy telewizyjny, ale ekran smartfona. – Uważam, że trzeba w ogóle znieść podział na kulturę wysoką i niską. Lepiej mówić o kulturze, która sprawia, że wzrastamy, jak i takiej, która usypia nasze mózgi – mówi A. Casali. Prelegenci podkreślili, że najlepsze filmy o tematyce religijnej robili często ludzie niewierzący. Może wystarczy pokazywać na ekranie rzeczywistego człowieka, z jego nadziejami, dylematami? Wtedy „prawda na ekranie”, wraz z pytaniami o Prawdę przez duże „P”, będzie obecna.

Nagrodzeni

Na uroczystej gali kończącej festiwal przyznano następujące nagrody: Nagroda Główna w Konkursie na Najlepszy Film Fabularny – „Rozdzieleni” w reżyserii Michela Hazanaviciusa; Nagroda dla filmu, który ZMIENIA ŻYCIE – „Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego; Nagroda Honorowa – dla aktora Medarda Plewackiego; Nagroda Publiczności dla Najlepszego Filmu Fabularnego –„Wyklęty” w reżyserii Konrada Łęckiego; Nagroda Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – „Wyklęty” w reżyserii Konrada Łęckiego. Nagroda Główna w Konkursie Młodych nie została przyznana.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma