Nowy numer 21/2018 Archiwum

Spowiadamy się różnie

Nie ma jakichś specyficznych grzechów, które popełniają tylko mężczyźni albo tylko kobiety. Jednak zupełnie inaczej przeżywamy swoją duchowość.

Jak mówi o. Hieronim Stypa OFM, generalnie jako ludzie popełniamy grzechy w tych samych kategoriach moralnych, tylko z różną częstotliwością. Doktor teologii moralnej zaznacza przy tym, że inaczej podchodzimy do problemów moralnych, bo inaczej funkcjonuje psychika męska i kobieca. Ona ma wpływ na to, jak przeżywamy spowiedź.

Jak to jest u kobiet?

Zespolenie umysłu, serca i zmysłów. To specyfika kobiety, dlatego nadrzędną sferą w jej charakterze jest uczuciowość. Gdy kobiety przychodzą do konfesjonału, to dzięki swojej intuicji mają lepsze poznanie siebie, mogą łatwiej nazwać okoliczności grzechu, patrzą głębiej, od korzenia do problemu. – Mężczyźni patrzą bardziej punktowo: „To, to i tamto, amen”. Kobiety zaś potrafią dobrze przeanalizować swoje postępowanie. Są bogatsze w uczucia, w empatię oraz bardziej otwarte na świat religii i duchowość – oświadcza franciszkanin. Penitentki na problemy duchowe patrzą w sposób bardziej delikatny, wysublimowany. Potrafią dostrzec subtelności, rozpoznają głębsze motywacje, ponieważ ich świat jest bogatszy w przeżycia. – Kobieta ma większą zdolność do kontemplacji i długiej modlitwy niż mężczyzna. Dlatego częściej szuka stałego dobrego spowiednika. Pragnie wchodzić na wyższy poziom rozwoju duchowego. Oczekuje konkretnych rad dostosowanych do ich indywidualnej sytuacji – i to jest piękne. Nie chce sztampowych pouczeń – informuje kapłan. Tłumaczy, że równowaga nerwowa u kobiet podlega ciągłym wahaniom. Zupełnie inaczej niż u mężczyzny. – Wanda Półtawska powiedziała kiedyś, że kobiecie trudniej jest być człowiekiem, ponieważ nosi w sobie mnóstwo burzliwych nastrojów – mówi o. Hieronim Stypa. Dodaje, że zmienność uczuć staje się motorem wielu wad kobiety: złośliwości, krytykanctwa, gadulstwa, kierowania się sympatią i antypatią. Nie wszystko jest więc powodowane złą wolą, część także fizjologią. – Często kobiety przynoszą swoje zranienia do konfesjonału i użalają się nad sobą. Nie zawsze są to rzeczywiste trudności. Penitentka chce pocieszenia. I to nie jest złe, bo w konfesjonale możemy wymagać pocieszenia. To jedna z ról spowiednika. Kapłan powinien jednak w takich momentach nakierowywać ją na pracę nad sobą w dziedzinie cierpliwości, wytrwałości w trudnościach – podkreśla zakonnik. Bywa niestety tak, że kobieta, zanim dojdzie do sedna swojego wyznania, nakreśla całą strukturę grzeszności swojej rodziny: a to mąż, a to dzieci, a to teściowa.

Spowiedź męska – konkret

Mężczyźni mają tendencję do większego bagatelizowania swoich grzechów. I z czasem to przeradza się w mniejszą na nie wrażliwość. – Przestają zwracać uwagę na przykład, że zabrali śrubkę z zakładu pracy albo że kogoś obmówili w myślach. Skupiają się w konfesjonale jedynie na „grubych” grzechach – mówi o. Stypa. W konsekwencji te małe niezauważalne rzeczy nawarstwiają się i przeradzają potem w wielkie problemy. Jak opowiada franciszkanin, dynamizm duchowości u mężczyzn bardzo mocno wiąże się z wzorcami wyniesionymi domu. Jeżeli mężczyzna miał ojca modlącego się, pobożnego, uważającego, że relacja z Bogiem jest czymś ważnym, to łatwiej mu potem wrócić na dobrą drogę, łatwiej mu prowadzić życie duchowe. Współcześnie na mężczyzn bardzo mocno wpływa szeroko lansowany typ mężczyzny „macho”, czyli twardziela, który z wszystkim sobie radzi i wszystkich rozkłada na łopatki. Kultura masowa, głównie filmy (np. „Rambo”) powodują, że powszechnym ideałem jest mężczyzna brutalny, umięśniony, silny duchowo. – Wiemy, że to po prostu nieprawda. Propagowany typ męskości wykształca w społeczeństwie nierealny ideał i potem mężczyna ma trudności, by połączyć w sobie siłę z delikatnością. Jeśli przyjmuje postawę „macho”, będzie wypierał świadomość swojej słabości i to jest szczególnie widoczne w konfesjonale. „A wie ksiądz, nikogo się nie zabiło, nic się nie ukradło, trochę się tylko popiło, a więcej nie pamiętam” – mówi zakonnik. Dodaje, że mężczyźni nie umieją przyznać się do błędu, bo czują presję, że muszą być zawsze zaradni. Dlatego trudniej poddać im się kierownictwu duchowemu. – No bo jak? On ma się podporządkować innemu mężczyźnie, słuchać jego rad? Mężczyźni boją się swoich uczuć, rzadziej je wyrażają i trudno im się przyznać w konfesjonale do swoich bolesnych przeżyć – konstatuje o. Hieronim. Jak wyjaśnia, mężczyźni bardziej niż kobiety zrzucają odpowiedzialność na innych: „No, wie ksiądz, wpadłem do kumpla, zaproponował kieliszek, a potem wiadomo: jeden, drugi, trzeci i tak poszło”. Nie mówią: „to ja zgrzeszyłem”, ale „zrobiło się”, „zdarzyło się”, „kolega mnie wciągnął”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma