• facebook
  • rss
    • artik389
      24.02.2017 15:30
      Nie odnoszę się do opisanej sytuacji bo jej nie znam, wiem ze rodzice często nie pilnują dzieci, a nie pilnują bo wychowują je bezstresowo (czyli nie wychowują). Kościół i księża mają też zadanie wychowywać społeczeństwo na bazie nauk Chrystusa a tego nie robią. Kazania są wydumane i filozoficzne. Nic o życiu, nic o relacjach międzyludzkich, nic o szatanie i karze za grzechy. Jednak to jak ksiądz napisał o problemie świadczy o wielkiej niechęci do małych dzieci na mszy św. Dziwne, ja opisane przypadki (koziołki, fikołki, traktowanie kościoła jak mcdonalds) w zasadzie nie widziałem. Jeżeli księdzu przeszkadzają dzieci w sprawowaniu eucharystii to może być oznaka słabej więzi z Bogiem, braku oddania się Jego woli. To raczej chęć bycia poważnym kapłanem (wszystko jedno jakiej religii) niż bycie pasterzem, przewodnikiem duchowym. Kapłaństwo jako zawód. Zaśpiewać, napisać i powiedzieć kazanie, zebrać tacę, dać ślub...itd. Może w tym jest problem a nie w dzieciach. Odsyłam do pisma św. co mówił Jezus o niesfornych dzieciakach.
      doceń 29
    • krut00
      24.02.2017 16:28
      Piętnaście lat temu myślałem bardzo podobnie do księdza redaktora. Ksiądz proboszcz, Michalita ! w owym czasie jednak zabronił siostrom zabierania dzieci w trakcie kazania w osobne miejsce. Moja, mała wówczas, córeczka szybko znalazła sobie koleżankę i razem w najlepsze rozrabiały w kościele, ku uciesze jednych i zgorszeniu drugich. Wszelkie interwencje rodziców przynosiły jedynie chwilowe efekty. Nawet pewnego razu przyniosły małą piłeczkę, którą zaczęły bawić się w głównym przejściu... Zabawka ta została na czas mszy wreszcie skonfiskowana przez jednego z wiernych. Przyznam szczerze że zupełnie nie rozumiałem wtedy polityki księdza Stasia. Tymczasem pewnego dnia w czasie mszy wielkanocnej, po słowach Chrystus umarł, moja mała pociecha odłożyła kredki i zaczęła mnie ciągnąć za rękaw mówiąc: Tata! Bozia nie żyje. Nie słyszałeś? Tracimy czas! Chodź już do piaskownicy. Wtedy dopiero zrozumiałem że małe dzieci są często bardziej obecne w kościele od niejednego dorosłego, czego każdemu (sobie też) gorąco życzę.
      doceń 23
    • ledziu
      27.02.2017 09:34
      Przytoczę mój przykład. Małżeństwo z 3 letnią córka. Dopóki córka nie mówiła nie chodziliśmy razem do kościoła. Gdy zaczęła mówić siadaliśmy z tyłu ale to też zaczęło przeszkadzać ale tylko tym osobą, które nigdy dzieci nie miały. Postanowiliśmy, żeby nikomu przeszkadzać nie będziemy. Zaczęliśmy chodzić na mszę święto osobno i tak oto z żoną raz na pół roku idziemy razem do kościoła. Każde dziecko jest inne i nie każde wysiedzi godzinę lub zabawi się książeczką i nie chodzi tu wcale o wychowanie. Jeśli do starszych dzieci jeszcze coś w kościele można znaleźć do dla maluchów tyle co nic. Tyle kościół mówi o rodzinie, że w niedziele rodzina ma być razem. Może zamiast się oburzać na dzieci ksiądz spróbuje zrobić mszę dla rodziny.
    • Cristoforo
      28.02.2017 09:20
      Ja przytoczę nasz przykład - nasz starszy syn, gdy był całkiem mały chodził z nami na msze czesto także w tygodniu, wiadomo - czasem biegał (oczywiscie staralismy sie trzymac w jakis ryzach, ale bez przesady - ktoś kto twierdzi, ze się da roczne dziecko usadzić na 45-60 minut - nie wie co mówi), czesto cos jadl (bo np. czasem to jedyna metoda, zeby je uspokoic albo wczesnije myslal, ze nie jest glodny, a teraz z glodu umiera), ksiezom to nie przeszkadzalo, a nawet wszyscy sie z nim chetnie witali, na czele z ks. proboszczem. Teraz ma 3,5 roku, spokojnie siedzi na calej mszy, a nawet caly czas prosi, zeby tlumaczyc mu co jest w czytaniach, Ewangelii, kazaniu, calej liturgii (to i dal nas czesto wzbogacające, zeby sobie wszystko na prostszy jezyk przelozyc). Mamy mozliwosc zostawic go z babcia, ale on czesto sam chce isc, a w ostatnią sobote, gdy poszlismy byla ewangelia "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie", utwierdzilismy sie, ze to dobre podejscie. I jeszcze jedna rzecz: kilka razy bylem na mszach calkiem dla dzieci - milo bylo patrzec, jak dzieci są zaangazowane - czy to tak duzo, zeby pozwolic dzieciom niesc dary, albo czy to tak duzo, zeby zapewnic siostre do poprowadzenia katechezy dla dzieci w trakcie kazania? Dzieci chca rozumiec co sie dzieje i aktywnie uczestniczyc. Dorosli tez, tylko jesli nie rozumiejuą kazania nie zaczną krzyczec czy biegac, bo to ciekawsze - tylko czy to tylko o to chodzi?
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół