Uroczystej Mszy św. w niedzielne popołudnie przewodniczył ks. dr Marcin Kołodziej, asystent kościelny Dolnośląskiego Oddziału Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich we Wrocławiu, proboszcz z Wierzbic.
- Od dzisiaj będziemy gościć w kaplicy relikwie lekarki s. Ewy Nojszewskiej oraz pielęgniarki Marty Wieckiej, dwóch błogosławionych kobiet, których życie było głębokim świadectwem miłości, odwagi i bezgranicznego oddania drugiemu człowiekowi. Obecność ich relikwii w naszej kaplicy jubileuszowej jest nie tylko duchowym wyróżnieniem, ale także zaproszeniem do refleksji nad własną drogą wiary - mówi ks. Krzysztof Jankowski, kapelan szpitalny z parafii pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu.
Przypomniał historię dwóch błogosławionych. S. Ewa Nojszewska to zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, która w czasie II wojny światowej niosła pomoc Żydom, ryzykując własne życie. Zginęła z rąk niemieckich okupantów, stając się symbolem heroicznej miłości bliźniego i niezłomnej wiary.
- Jej postawa jest dziś przypomnieniem, że nadzieja rodzi się tam, gdzie człowiek nie zostaje obojętny na cierpienie innych - dodaje ks. Jankowski.
S. Nojszewska była osobą głęboko duchową, oddaną modlitwie i służbie. Wierzyła, że każda praca może być modlitwą, jeśli żyje się z Panem Jezusem. Wychowanki wspominały jako pełną ciepła, ofiarności i miłości. W czasie okupacji sowieckiej i niemieckiej pomagała rannym, chorym, więźniom i Żydom. Ukrywała potrzebujących, przekazywała leki, chrzciła umierające dzieci i organizowała pomoc duchową. Nie zważała na ryzyko, liczyło się dla niej tylko zbawienie drugiego człowieka. 19 grudnia 1942 roku została rozstrzelana przez Niemców za pomoc Żydom. Beatyfikowana przez św. Jana Pawła II w 1999 roku w gronie 108 męczenników II wojny światowej.
Drugą z błogosławionych jest s. Marta Wiecka, siostra ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, pielęgniarka, która służyła chorym i potrzebującym. W każdym cierpiącym człowieku, bez względu na wyznanie, narodowość, kulturę czy rasę, widziała w obliczach Chrystusa. Jej życie było cichym, ale potężnym świadectwem miłosierdzia i duchowej obecności Boga w codzienności. Zasłynęła z odwagi, pokory i głębokiej wiary. Rabin, którego leczyła, nazwał ją świętą Siostrą Martą.
- W 1904 roku dobrowolnie podjęła się dezynfekcji pomieszczenia po chorej na tyfus, zastępując ojca rodziny. Sama zaraziła się i zmarła 30 maja 1904 roku. Jej pogrzeb był wyrazem wdzięczności dla wszystkich sióstr, służących Chrystusowi w ubogich - opowiada ks. Krzysztof. Przypomina, że grób Siostry Marty w Śniadynie stał się miejscem modlitwy i symbolem ekumenizmu. Wierni różnych wyznań proszą o łaski za jej stawiennictwem, beatyfikowana 24 maja 2008 roku we Lwowie przez papieża Benedykta XVI.
- Te relikwie w kaplicy szpitalnej są nie tylko duchowym wsparciem dla chorych i personelu, ale także zaproszeniem dla nas wszystkich do zastanowienia się nad naszą drogą wiary, naszą drogą powołania, do niesienia nadziei tam, gdzie jej najbardziej brakuje - podsumowuje kapelan szpitalny.
Podczas Mszy Świętej sprawowanej w kaplicy szpitalnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego ks. dr Marcin Kołodziej skierował do zgromadzonych homilię, w której zaprosił do refleksji nad perspektywą nieba, dojrzewaniem wiary oraz znaczeniem Eucharystii w codziennym życiu, szczególnie naznaczonym cierpieniem i chorobą.
Kapłan rozpoczął od przypomnienia, że Słowo Boże zachęca człowieka, by od czasu do czasu świadomie kierował swoje myśli ku niebu. Odwołał się przy tym do postaci św. Jana Chrzciciela, wskazując na paradoks ewangeliczny: - Jan Chrzciciel, taki wielki i szczególny święty, jest największy ze wszystkich dzieci niewiast, a jednocześnie najmniejszy w niebie większy jest od niego. To zdanie pomaga zrozumieć, jak wielką rzeczywistością jest niebo i jak zupełnie inną miarą posługuje się Bóg niż ta, do której przywykliśmy na ziemi - mówił kaznodzieja.
W dalszej części homilii ks. Kołodziej zwrócił uwagę na to, że człowiek nie jest pozostawiony sam sobie w drodze do nieba, ponieważ otrzymał konkretne narzędzia przygotowujące do życia wiecznego. Jednym z nich jest Eucharystia. Kapłan wyraźnie zaznaczył, że nie powinna być ona postrzegana jedynie w kategoriach obowiązku religijnego:
- Eucharystia to nie tylko obowiązek, ale przywilej. Spróbujmy na to tak spojrzeć - zachęcał kapłan.
Zauważył, że często mówimy: „musimy być na Mszy Świętej”, podczas gdy właściwsze byłoby odkrycie, że „my możemy być na Mszy” - możemy spotkać się z Chrystusem i złączyć z Nim całe swoje życie.
- My możemy swoje cierpienia, smutki i radości złączyć z Jezusem Chrystusem - podkreślił ks. Kołodziej, co w szczególny sposób wybrzmiało w przestrzeni szpitalnej kaplicy.
Kapłan zachęcał, aby myśleć o niebie „ciepło”, nie z lękiem, lecz z nadzieją, oraz aby świadomie przygotowywać się do pójścia tam. Wskazywał, że wiara nie jest czymś statycznym, ale rzeczywistością, która musi się rozwijać i dojrzewać:
Podkreślił, że człowiek nieustannie jest zaproszony do wzrostu duchowego, niezależnie od etapu życia, na którym się znajduje. Posłużył się przy tym obrazowym porównaniem:
- Jakbyśmy wyglądali, gdybyśmy ubrali strój dziecka pierwszokomunijnego? On już nie pasuje - oznajmił ks. Kołodziej.
To porównanie stało się punktem wyjścia do refleksji nad zmiennością doświadczenia wiary. Jak zaznaczył kaznodzieja, inna jest wiara w dzieciństwie, inna w czasie choroby, a jeszcze inna w okresie pełni sił, jednak każda z nich ma prowadzić ku coraz głębszemu zjednoczeniu z Bogiem.
Na zakończenie homilii ks. dr Marcin Kołodziej przypomniał, że nawet jeśli bardzo kochamy życie na ziemi, nie powinniśmy tracić z oczu jego ostatecznego celu. Wyjaśnił przy tym, że niebo nie jest jedynie miejscem, ale przede wszystkim stanem bycia blisko Boga, pełnią relacji z Nim.
Homilia, osadzona w realiach szpitalnej codzienności, była pełna nadziei i delikatnego zaproszenia do pogłębienia wiary, która dojrzewa wraz z życiem i prowadzi ku spotkaniu z Bogiem twarzą w twarz.
