Szukasz w Piśmie św. światła czy potwierdzenia własnych pomysłów? A może broni do walki z oponentami? O tym, jak otwierać się na życiodajną moc słowa Bożego rozmawiali we Wrocławiu biblista ks. prof. Marcin Rosik i red. Marcin Jakimowicz w wigilię Niedzieli Słowa Bożego.
Dyskusja panelowa „Słowo, które żyje – jak Biblia kształtuje nasze życie osobiste i wspólnotowe?” była częścią spotkania zorganizowanego przez Instytut Nauk Biblijnych PWT we Wrocławiu i Inicjatywę Biblijną „Lumen Vitae”.
– W seminarium często mówiono nam, że teolog potrafi sobie wszystko wytłumaczyć; znajdzie jakieś argumenty przemawiające za każdą tezą – wspominał ks. Rosik. – Ja z kolei studiowałem prawo i słyszałem, że dobry prawnik jest w stanie skazać na śmierć nawet bułkę z masłem – dodał Marcin Jakimowicz.
Zauważyli, że – gdy ktoś chce – znaleźć może zawsze odpowiedni cytat z Pisma św. na potwierdzenie z góry przyjętych założeń. Jest to widoczne choćby w „przerzucaniu się słowem Bożym” w mediach społecznościowych. Bywa ono traktowane bardzo instrumentalnie.
Jak tego uniknąć? Ks. Mariusz Rosik przywołał refleksję Benedykta XVI, zamieszczoną we wstępie książki „Jezus z Nazaretu”. Papież podpowiada tzw. metodę kanoniczną czytania Pisma św. Badając dany fragment, trzeba czynić to przez pryzmat kanonu całej Biblii, wszystkich ksiąg. Należy patrzeć na konkretny tekst biblijny przez pryzmat innych tekstów, w których pojawia się interesująca nas idea. Wtedy jest szansa na uniknięcie manipulacji słowem Bożym.
Paneliści zwrócili uwagę na „lękowy” sposób podejścia do Pisma św. – czy w ogóle przeżywania religijności. Bywa, że ktoś usiłuje „wymusić” na księdzu szczegółowe rozstrzygnięcie kwestii typu „jechać na wakacje w góry czy nad morze”.
Biblia czasem pełni rolę straszaka. Zatrzymujemy się choćby na frazie „Oto Bóg, oto pomsta…”, nie czytając dalszej części: „On sam przychodzi, aby nas zbawić”. Mówimy o Bogu, który „objawi moc swego ramienia” w kontekście kar. – Tymczasem On objawił swoje ramię. Było ono zakrwawione. Objawił je na Golgocie – zauważył M. Jakimowicz.
– Czemu lubimy łatwe, proste odpowiedzi? Czemu konferencja o świetle paschalnym ma 10-krotnie mniejszą klikalność niż konferencja o tym, co demon mówił podczas egzorcyzmów? – pytał.
Dlaczego, zastanawiali się prelegenci, mówiąc o Apokalipsie, nie zauważamy perspektywy Godów Baranka, nie myślimy o powrocie Jezusa w kontekście tęsknoty, radosnego spotkania, ale przede wszystkim katastrof? – Apokalipsa to księga o miłości Boga do nas, a nie straszak – podkreślał ks. Rosik.
Rozmowa dotyczyła między innymi ludzkiej tęsknoty za tym, co spektakularne. Tak już jest, że post ze zdjęciem biblisty robiącego fikołka będzie miał wielokrotnie większą „klikalność” niż post o książce, nad którą on pracował wiele lat...
Marcin Jakimowicz zwrócił uwagę, że czasem wydaje się, jakby przeżywanie bólu było chrześcijanom bliższe niż radość ze zmartwychwstania. – „Ciesz się, ciesz, wieczorem będziesz płakał” – powtarzają u nas na Śląsku. Radość wydaje się jakaś podejrzana – zauważył.
Wspominał o różnych zjawiskach w życiu wspólnot – którym grozi ślepe zapatrzenie w charyzmatycznego lidera, cenionego czasem bardziej niż nauczanie Kościoła, o podziałach w Kościele. – Dlaczego mamy na przykład podział „charyzmatycy” kontra „tradycjonaliści”? Czemu nie może być „i”? To moja ulubiona litera – twierdził Marcin. Zauważył, że w Kościele potrzeba i apostołów (urzędu, struktur), i proroków; że funkcjonować w nim mogą obok siebie ludzie o różnych wrażliwościach, nawet nie darzący się sympatią (przykładowo prymas Wyszyński nie przepadał ponoć za ks. Sopoćką, a obaj zostali beatyfikowani).
Prelegenci dzielili się tekstami Pisma św., które w szczególny sposób dotknęły ich serc, stały się osobistym „odkryciem”. Ks. Rosik wspomniał np. o tym, że polskie słowo „mieszkanie” to semityzm – pochodzący od „szakan” – mieszkać, powiązany ze słowem „szekinah” („Boża obecność”). Czy to nie zaproszenie, by nasze domy były przestrzenią Bożej obecności?
Rozmówcy dzielili się własnym rytmem spotkania ze słowem Bożym, (np. lektura jednego rozdziału dziennie, łączenie tej praktyki z liturgią godzin). – Codziennie można przychodzić po wodę ze źródła, ale woda płynie, każdego dnia jest to inna woda. Tak samo jest z lekturą Pisma św. – przekonywał ks. Mariusz.
Spotkanie zakończyła modlitwa prowadzona przez wspólnotę Lew Judy i agapa. Można było usłyszeć o Koronkach Biblijnych, o biblijnych Dniach Pustyni. „Na każdej stronie Pisma św. bije kochające serce Boga” – mówili prowadzący. Już dziś zapraszająca kwietniowe obchody Tygodnia Biblijnego.