W Bazylice pw. św. Elżbiety we Wrocławiu odbyła się uroczysta ceremonia pogrzebowa szczątków ofiar zbrodni katyńskiej. Mszy Świętej przewodniczył metropolita wrocławski Józef Kupny, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. - W oczach Boga nie byli anonimowi. To Jego umiłowani synowie - mówił abp Kupny.
Uroczystość miała charakter zarówno religijny, jak i państwowy. Jej centralnym punktem była Msza Święta w intencji wszystkich ofiar zbrodni katyńskiej oraz pochówek szczątków polskich oficerów w sarkofagu Kaplicy Katyńskiej znajdującej się w świątyni.
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie prowadzi śledztwo o sygnaturze S 38.2004.Zk w sprawie tej zbrodni. W toku tego postępowania zabezpieczono szczątki ofiar znajdujące się w Katedrze Medycyny Sądowej Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Pierwotnie w zbiorach znajdowało się siedem czaszek oraz inny materiał kostny należący do zamordowanych Polaków. Jedna z czaszek została w 2005 roku złożona w grobie rodziny Dowbor-Muśnickich w Lusowie. Trzy kolejne pochowano w 2015 roku w Kaplicy Katyńskiej w Kościele Garnizonowym pw. św. Elżbiety we Wrocławiu.
Pozostałe trzy czaszki były przechowywane w Katedrze Medycyny Sądowej Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego. Na wniosek IPN w 2019 roku przekazano je do Zakładu Genetyki Sądowej Katedry Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, gdzie przeprowadzono szczegółowe badania genetyczne. Po zakończeniu analiz możliwe stało się dokonanie godnego pochówku tych szczątków.
Metropolita wrocławski w homilii przypomniał o wszystkich ofiarach sowieckiego terroru, zarówno tych znanych z imienia i nazwiska, jak i tych, których tożsamość pozostaje nieznana. Przybliżył tło historyczne tragedii. Po agresji Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 roku do niewoli dostało się około 240 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego, w tym około 10 tysięcy oficerów zawodowych. Trafili oni pod nadzór NKWD i zostali osadzeni w obozach specjalnych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.
Abp Kupny mówił, że zostali oni uznani przez władze sowieckie za „element kontrrewolucyjny”. Przywołał także decyzję władz Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 roku, kiedy Biuro Polityczne Komitetu Centralnego zatwierdziło propozycję szefa NKWD dotyczącą rozstrzelania polskich jeńców oraz więźniów przetrzymywanych na terenach wschodnich II Rzeczypospolitej zajętych przez Związek Sowiecki.
- Według historyków w wyniku tej decyzji w Katyniu, Charkowie i Kalininie zamordowano strzałem w tył głowy 14 552 osoby. Kolejne 7 305 osób zostało zamordowanych w więzieniach w Kijowie, Charkowie, Chersoniu i Mińsku. Łączna liczba ofiar zbrodni katyńskiej wynosi co najmniej 21 857 osób - informował abp Kupny.
Metropolita przypomniał również o deportacjach rodzin oficerów. - W tym samym czasie, kiedy mordowano polskich oficerów, w nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 roku NKWD przeprowadziło bowiem drugą masową deportację Polaków do Kazachstanu. Objęła ona w zdecydowanej większości rodziny jeńców i więźniów, które w ramach zbiorowej odpowiedzialności zostały uznane za wrogów władzy sowieckiej.
Arcybiskup podkreślił, że zbrodni nie udało się ostatecznie ukryć. Przypomniał, że prace ekshumacyjne w Lesie Katyńskim rozpoczęły się na przełomie marca i kwietnia 1943 roku, kiedy Niemcy - chcąc udowodnić odpowiedzialność Związku Sowieckiego - zaprosili do Katynia czternastu specjalistów medycyny sądowej z różnych krajów Europy.
Jednocześnie zaznaczył, że po wojnie prawda została na wiele lat wyciszona.
- Po tej ekshumacji zapadła na długi czas cisza, która miała na celu wymazać z pamięci okrutne zbrodnie Sowietów. Nie można było o tym mówić. Nie uczono o tym w szkołach. Nie pisano o tym w podręcznikach historii. Dlatego dla wielu, także z mojego pokolenia, zbrodnia katyńska była czymś, o czym dowiadywaliśmy się jedynie z rodzinnych przekazów - mówił kaznodzieja.
Dopiero po upadku komunizmu możliwe stało się publiczne mówienie o tragedii i przywracanie pamięci o ofiarach. Arcybiskup przypomniał także historię wcześniejszych pochówków odnalezionych szczątków.
W dalszej części homilii arcybiskup zastanawiał się nad duchowym wymiarem tej tragedii. Odwołał się do słów proroka Jeremiasza, który mówi o człowieku pokładającym nadzieję w Bogu.
Według metropolity zbrodnia była owocem systemu opartego na odrzuceniu Boga i pogardzie dla ludzkiej godności.
- Była owocem systemu zbudowanego na odwróceniu serca od Boga, na zaprzeczeniu Jego istnienia i na pogardzie dla Jego przykazań. Była owocem ideologii, która człowieka postawiła w miejsce Boga. Tam, gdzie usuwa się Go z ludzkiego sumienia, bardzo szybko usuwa się także człowieka z pola widzenia - ostrzegał abp Kupny.
Nawiązał do przypowieści ewangelicznej o bogaczu i Łazarzu. W jego interpretacji ofiary Katynia można porównać do ewangelicznego Łazarza - człowieka odrzuconego i pozbawionego sprawiedliwości.
- Jakby leżeli u bram historii, przemilczani. Ale w oczach Boga nie byli anonimowi. W Jego oczach byli umiłowanymi synami. Dziś, gdy dokonuje się ich godny pochówek, Kościół mówi jasno: każdy człowiek ma niezbywalną godność - apelował abp Kupny.
Podkreślił, że prawdy historycznej nie da się na zawsze ukryć.
- Nawet jeśli świat odmówił im sprawiedliwości, Bóg jej nie odmówił. Nawet jeśli historia próbowała wymazać prawdę - prawda powraca. My jesteśmy tego świadkami. Prawda powraca. Prawda zwycięży - mówił metropolita wrocławski.
Zwrócił uwagę, że uroczystość nie jest jedynie wydarzeniem historycznym czy narodowym, ale także aktem wiary. Bo wierzymy, że śmierć nie jest końcem. A pamięć o ofiarach powinna prowadzić nie do nienawiści, lecz do budowania przyszłości opartej na prawdzie i sprawiedliwości.
- Nie chodzi o zapomnienie i nie chodzi o pielęgnowanie nienawiści. Chodzi o pamięć oczyszczoną przez Ewangelię - podsumował abp Józef.
Po zakończeniu Mszy Świętej odbył się uroczysty pochówek szczątków odnalezionych ofiar. Zostały one złożone w sarkofagu w Kaplicy Katyńskiej w kościele garnizonowym.
List od prezydenta Polski Karola Nawrockiego odczytała minister Beata Kempa, doradca prezydenta RP.
- Spełniamy swój chrześcijański obowiązek i złożymy w poświęconym miejscu szczątki naszych bohaterów. W tych trumnach jest cała historia wolnej i niepodległej Polski. Kiedy 86 lat temu podjęto decyzję o ich zgładzeniu, jeden po drugim szli na stracenie. Prawda o tej zbrodni nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. Tak się nie stało. Wtedy zaczęto budować wiele kłamstw. To było kłamstwem założycielskim komunistycznej Polski po roku 1944. A historia prawdziwa trwała w rodzinach, przyjaciołach, najbliższych. To oni byli pierwszymi kustoszami pamięci ofiar zbrodni katyńskiej. Potem zaczęły się pojawiać upamiętnienia w kościołach. Nie możemy o tym zapominać, że przestrzeń Kościoła to była przestrzeń wolności dla Polaków żyjących pod sowieckich butem - przemawiał zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski.
Jak podkreślił, uczestnicy uroczystości Bogu oddają cześć, a ojczyźnie przywracają bohaterów.
- W dalszym ciągu istnieją ludzie, którzy propagują kłamstwo katyńskiej. W putinowskiej Rosji wciąż mówi się o niemieckich sprawcach tej zbrodni. Ta propaganda jest rozsiewana także na Zachodzie. Naszym wspólnym celem jest dbać o to, aby prawda o Katyniu nigdy nie zaginęła - apelował wiceprezes IPN.
- To dla nas szczególna chwila. To znak, że pamięć jest silniejsza niż kłamstwo, a prawda ostatecznie zwycięża. Niech ten sarkofag będzie miejscem modlitwy. Przekazujmy młodemu pokoleniu prawdę - przemawiała Teresa Gwara, prezes Dolnośląskiej Rodziny Katyńskiej.