W parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej we Wrocławiu-Leśnicy wierni licznie zgromadzili się, by pożegnać śp. ks. Jana Sienkiewicza. Kapłan, który przez lata posługiwał w kilku parafiach archidiecezji wrocławskiej, zapisał się w pamięci wiernych jako człowiek głębokiej wiary, dobroci i oddania ludziom.
W uroczystościach pogrzebowych wzięły udział tłumy parafian – tak liczne, że wielu uczestników musiało stać na zewnątrz świątyni. Wspólna modlitwa stała się nie tylko wyrazem wdzięczności za jego kapłańskie życie, ale także refleksją nad wiarą, wspólnotą i nadzieją zmartwychwstania.
Jan Sienkiewicz urodził się 17 czerwca 1971 roku we Wrocławiu. Święcenia kapłańskie przyjął 30 maja 1998 roku, również we Wrocławiu. W swoim kapłańskim życiu posługiwał m.in. jako wikariusz w Strzelinie oraz we Wrocławiu, a przez ostatnie lata był proboszczem parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Moczydnicy Klasztornej. Tam przez trzynaście lat prowadził wspólnotę parafialną, troszcząc się zarówno o życie duchowe wiernych, jak i o powierzone mu świątynie.
Kapłan zmarł 3 marca w 55. roku życia i 28. roku kapłaństwa.
Msza
Msza Święta pogrzebowa odprawiona została w sobotę 7 marca. Liturgii przewodniczył biskup pomocniczy archidiecezji wrocławskiej Maciej Małyga. Na uroczystość przybyli parafianie z wielu miejsc, w których pracował zmarły kapłan. Obecność tak licznej wspólnoty była świadectwem wdzięczności i szacunku dla kapłana, który przez lata towarzyszył wiernym w ich codziennym życiu.
Podczas uroczystości przedstawiciele parafii, w których pracował ks. Sienkiewicz, dzielili się wspomnieniami o jego posłudze. Jednogłośnie podkreślali, że był kapłanem pobożnym, dobrodusznym, pracowitym i otwartym na drugiego człowieka.
Szczególne słowa wdzięczności popłynęły ze strony parafian z Moczydnicy Klasztornej. Przedstawicielka parafii mówiła o nim jako o człowieku troskliwym i prawdomównym. Podkreślała, że służył ludziom radą, wspierał modlitwą i traktował wszystkich z szacunkiem. Nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych, a wszystkie sprawy powierzał Bogu i Maryi. Parafianie wspominali także jego otwartość i dostępność – zawsze można było z nim porozmawiać, poprosić o radę czy modlitwę.
Wspólne działania i prace przy parafii sprawiały, że wierni czuli się prawdziwą duchową wspólnotą. – Powtarzał, że wiara osadzona na prawdzie przynosi łaskę – wspominali.
Parafianie mówili również o jego zaradności, uporze i determinacji w trosce o kościoły, które zostały mu powierzone. Zawsze dbał nie tylko o materialny wymiar parafii, ale przede wszystkim o duchowe dobro wiernych. – Troszczył się o nasze sumienia. To był nieoceniony wyraz troski o spokój ducha każdego z nas – podkreślali.
Mimo bólu po stracie, parafianie dziękowali za lata wspólnej drogi. – Nie jesteśmy gotowi na pożegnanie, ale Bóg sam wybrał czas i miejsce. Chcemy ci podziękować. Byłeś z nami przez 13 lat, służąc Bogu i ludziom. Byłeś ojcem, przewodnikiem i gorliwym duszpasterzem – mówili.
W homilii biskup Maciej Małyga przypomniał, że chrześcijańskie przeżywanie śmierci zawsze dokonuje się w perspektywie nadziei płynącej z krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. – To godzina krzyża. Chcemy być przy naszym Panu, który jest dla nas nadzieją. On zwyciężył śmierć i powstał z martwych. Droga do zmartwychwstania prowadziła przez mękę, a ta droga jest także dla nas nadzieją – mówił biskup.
Hierarcha zachęcał wiernych, aby modlitwa za zmarłego była także okazją do osobistego nawrócenia. – Niech nasza modlitwa będzie okazją do nawrócenia, póki mamy na to czas – podkreślał.
W swojej refleksji odwołał się również do przypowieści o miłosiernym ojcu i synu marnotrawnym, która ukazuje prawdziwe oblicze Boga. Biskup przypomniał historię młodszego syna, który szukał życia w sposób odważny i zdecydowany, lecz gdy roztrwonił swój majątek, jego życie się rozpadło. – Zbudował zamek na piasku. To było życie bez podstaw – mówił kaznodzieja.
Jednocześnie zaznaczył, że momentem prawdziwej przemiany nie była chwila utraty pieniędzy, lecz decyzja o powrocie do ojca. – Kiedy ten młodszy syn umarł? Nie wtedy, gdy wszystko wydał, bo wtedy dopiero odkrył swoją śmierć. On zaczął umierać, gdy powiedział: „daj mi", jakby mówił: "nie mamy ze sobą nic wspólnego". A życie zaczęło się w nim wtedy, gdy postanowił wrócić do ojca – tłumaczył. Powrót syna kończy się obrazem życia w obfitości – radością, śpiewem i tańcem.
Odnosząc przypowieść do życia zmarłego kapłana, biskup wyraził nadzieję, że dla ks. Jana doświadczenie powrotu do Ojca już się dokonało.
– Wobec księdza Jana wierzymy, że to doświadczenie jest już jego. Że był umarły, a ożył. Że śmierć była jego Paschą do Ojca, do domu, w którym nie ma cierpienia i choroby – mówił bp Małyga.
Jednocześnie przypomniał, że dla tych, którzy pozostają na ziemi, słowa Ewangelii mają szczególny wymiar. – Może jesteśmy w drodze między „daj mi" a powrotem. Obyśmy nie byli w śmierci duchowej – przestrzegał.
Biskup zwrócił także uwagę na drugą postać z przypowieści – starszego brata. Jego historia pokazuje, że można żyć blisko ojca, a jednocześnie nie być z nim naprawdę.
– Historia starszego brata to także historia duchowej śmierci. Żył żalem i zazdrością, które ukrywał pod maską pracowitości. Żył obok ojca, ale nie z nim – mówił. Na zakończenie homilii biskup postawił pytanie skierowane do wszystkich zgromadzonych na pogrzebie: – Gdy żegnamy księdza Jana, myślimy, jak wiele mogliśmy jeszcze przeżyć razem. Ale to pytanie jest dla nas, którzy zostajemy: czy będziemy umieli być dla siebie braćmi?
Hierarcha zauważył, że każdy człowiek może nosić w sobie postawę starszego brata – tego, który nie chce wejść do domu i pozostaje na zewnątrz. – Ten moment żalu i modlitwy jest okazją do naszej przemiany – zachęcał bp Maciej.
– Byłeś człowiekiem prostym, życzliwym i wiernym swojemu powołaniu. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy ze sobą, w tej rozmowie było w tobie wiele pokoju i głębokiej wiary. Byłeś przygotowany na spotkanie z Panem. Jako proboszcz w Moczydnicy dałeś się poznać jako dobry duszpasterz i gospodarz. Parafianie cię kochali, bo widzieli w tobie kapłana bliskiego ludziom – przemawiał ks. Piotr Janusz, proboszcz parafii pw. św. Ojca Pio we Wrocławiu, kolega kursowy zmarłego kapłana.
Po zakończeniu Mszy Świętej ciało kapłana zostało odprowadzone na cmentarz parafialny, gdzie odbył się obrzęd pochówku. Wspólnota wiernych żegnała swojego duszpasterza z modlitwą i wdzięcznością.