76-letni pan Izydor i 75-letni pan Ryszard tuż przed Ekstremalną Drogą Krzyżową tryskają humorem. - Uczestniczyłem w dwóch i pół EDK. Może dojdę do końca, może nie. Jak Bóg da. To nie jest aż tak ważne - mówi jeden z seniorów.
Obaj wybrali się na salezjańską EDK, z ponad 53-kilometrową trasą biegnącą z Kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego we Wrocławiu do Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Twardogórze.
Zdjęcia:
– Mam małe gospodarstwo. Żeby dzisiaj iść, musiałem najpierw zająć się gęśmi, kaczkami – opowiada pan Izydor. Podobnie było w ubiegłym roku. Po powrocie z nocnej wędrówki trzeba było je wypuścić, dać jeść. Sam to nawet głodny nie był, nie cierpiał na żadne zakwasy. Gospodarstwo sprawia, że jest człowiekiem aktywnym na co dzień.
– Muszę a to ziemniaki przywieźć, a to owies, słomę, siano. Nie trzeba specjalnych treningów, ale duchowo to się muszę przygotować – tak. Mam ze sobą „tajemniczkę” (obrazek z tajemnicą różańcową, bo pan Izydor należy do Żywego Różańca) – dźwiganie krzyża. Ostatnio nie potrafiłem jednak w drodze odmawiać Różańca, tylko prosiłem: „Panie Boże, abym doszedł”, byłem skupiony na drodze – wspomina.
Przed wędrówką za dużo nie je, ale w jego menu znalazły się m.in. trzy jaja gęsie oraz specjalny napar z kurkumą i innymi dodatkami. Zabrał z sobą czapkę na słońce, bo ostatnio na końcowym odcinku świeciło prosto w oczy. – Idziemy w stronę wschodzącego słońca! – zauważa.
– Idę drugi raz. Czy dojdę? Zobaczymy. Jest to czas na wyciszenie, ale mam też swoje intencje – na każdą stację inną. Każdy odcinek będę pokonywał w jakiejś intencji – mówi pan Mirosław z Twardogóry.
Z tego miasta zawsze przyjeżdża do Wrocławia duża grupa osób, które idąc w EDK, wracają do domu. Wraz z nimi wędruje również proboszcz z salezjańskiej parafii w Twardogórze ks. Tomasz Hawrylewicz SDB.
– Idziemy już po raz piąty – tłumaczy pani Aurelia. Pielgrzymuje ze swoim synem i córką – która zachęciła do drogi wszystkich, wraz z ciocią Jolą. – Niosę swoje intencje i te pozbierane od innych, więc pewnie będzie ciężko – uśmiecha się ciocia. I pokazuje wykonany przez brata krzyż, na którym zapisała daty kolejnych ekstremalnych Dróg Krzyżowych, wraz z informacjami o przebytych kilometrach. – Na co dzień wisi na ścianie nad moją głową – wyjaśnia.
Krzyże mają czasami różne historie. Pan Paweł ma na swoim odblaski otrzymane przy kolejnych EDK. Wcześniej nosił krzyż z brzozy, ale zostawił go po jednej z EDK w kościele na szczycie Ślęży. Został tam wyeksponowany w specjalnie przygotowanym miejscu.
– Po co ruszasz w tę drogę? – pytał ks. Mikołaj Wyczałek SDB, który przewodniczył Mszy św. poprzedzającej wędrówkę. Zaznaczył, że drogą jest nie tylko EDK, ale każdy trud wielkopostnej pokuty, nawrócenia.
– Wróć do Pana, do prawdy, że Bóg jest Bogiem jedynym, że On ma być w centrum. Jednym z elementów nawrócenia jest odrzucenie „bożków” – stwierdził. – Nawrócenie polega na tym, by przywrócić Bogu właściwe miejsce w moim życiu: tron, centrum, miejsce najbardziej wywyższone. Jeśli Bóg ma być moim Królem, Panem, to trzeba nagiąć swoją wolę, myślenie, by były zgodne z tym, co On mi daje w swoim słowie, przykazaniach, nauce Kościoła – mówił.
Zauważył, że trud towarzyszący EDK można przeżywać jako zewnętrzny wyraz tego wysiłku wewnętrznego powracania do Boga – bo nawrócenie to nie taka przecież prosta sprawa. W Twardogórze, po trudach drogi, czeka jednak na pielgrzymów serdeczna gościna – z przygotowanym poczęstunkiem.