W sobotę 11 kwietnia uczestnicy obrad wyrażali swoje opinie na temat poszczególnych części dokumentu – głosując za ich przyjęciem lub nie.
Zobacz też TUTAJ
– Otwiera się przed nami nowa droga i wspólne „chodzenie”. Najważniejsze jest to, żeby jak Piotr i Jan działać w imieniu Nazarejczyka, a nie w swoim. I ta intencja towarzyszy nam od samego początku. W imię Jezusa, dla braci i sióstr, a nie dla osobistego interesu – mówił bp Maciej Małyga we wprowadzeniu do głosowania, nawiązując do uzdrowienia chromego, opisanego w Dziejach Apostolskich.
– Dokument to owoc wspólnotowego rozeznawania wielu osób. Dokument końcowy wygląda inaczej niż dokument roboczy, z którym zaczynaliśmy jesienne sesje plenarne. Dokument roboczy miał tysiąc punktów… Wybieraliśmy to, co przyniesie życie w naszych parafiach i co należy pogłębić – wyjaśniał. Przypomniał 3-letnią historię kształtowania się dokumentu – pośród rozmów, czasem sporów, spotykania się różnych wrażliwości, odkrywania możliwych rozwiązań.
– Dokument ma charakter konstytucji. Wyznacza kierunki, kładzie fundamenty. Nie jest to plan pięcioletni centralnie sterowanej gospodarki. Szczegółowe rozwiązania będą powstawały w kolejnych etapach – mówił. Podkreślił, że dokument pozostawia – w ramach interpretacji zgodnej z nauką Kościoła – przestrzeń do rozeznania na poziomie lokalnej wspólnoty. Unikając wchodzenia w szczegółowe rozwiązania, daje nadzieję, że pozostanie na dłużej aktualny.
– Otwarty charakter dokumentu podkreśla, że synod jest etapem większego procesu, jaki przechodzi diecezja, wymaga kontynuacji, budowania kultury, którą można nazwać synodalną – kontynuował bp Maciej.
Tłumaczył, że dokument nie jest encyklopedią katolicką, ani „breviarium fidei”. Koncentruje się na doświadczeniu wiary, rozeznaniu drogi, wizji „na jutro”, przygotowaniu diecezji do Jubileuszu Odkupienia w 2033 r.
Przed głosowaniem nad każdą kolejną częścią dokumentu zebrani mogli wysłuchać krótkiego wprowadzenia w zagadnienia, których dane rozdziały dotyczyły. W wielu kwestiach wyrażone w oddanych głosach opinie były w dużej mierze zbieżne, w innych – widać było różnice zdań (np. odnośnie dekanalnych rad duszpasterskich czy dekanalnych planów duszpasterskich, zagadnień dotyczących przygotowania do bierzmowania, reorganizacji kurii czy posługi akolitatu).
– Głosowania odzwierciedlają jedność w różnorodności. Wierzymy, że każdy głos jest głosem odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła – stwierdził bp Jacek Kiciński, zachęcając członków plenum do przesyłania jeszcze do sekretariatu synodu uwag, jeśli jakieś części dokumentu budzą wciąż ich wątpliwości.
Obecny w czasie głosowania (tajnego, z wykorzystaniem specjalnie opracowanego systemu) abp Józef Kupny zauważył, że zwykle obawiamy się rzeczy nowych. Warto jednak pamiętać, że zmiany nie nastąpią natychmiast. – To jest proces. Trzeba ludzi przygotować, koordynować zmiany, przekonywać… Do tego potrzeba czasu. Synod będzie żył wtedy, kiedy nie zakończymy go na podpisaniu dokumentów. Wtedy dopiero będziemy musieli się pochylić nad każdym rozdziałem i zastanowić się, jak to wprowadzić dobrze w życie – stwierdził.
Podkreślił, że proces synodalny był możliwy dzięki zaangażowaniu wielu osób; dokonywał się w wolności, bez czekającego „w szufladzie” gotowego zawczasu dokumentu, bez z góry przyjętych rozwiązań. Sam arcybiskup nie uczestniczył w sesjach plenarnych, by nie wpływać w żaden sposób na przebieg dyskusji, ale potem zapoznawać się z ich owocami, wsłuchiwać się w to, co wierni „mają w sercu”. – Dziękuję za głos diecezji w formie tego dokumentu – mówił.
– Jestem zbudowana doświadczeniem wspólnoty, jedności. Mogliśmy spotykać się razem i rozmawiać jako osoby konsekrowane, świeckie, w całej różnorodności. To pokazuje, że zależy nam na tym, co dalej z Kościołem – mówi Bernadetta.
– Cieszyłam się z tego, że mogę tak zwyczajnie porozmawiać z naszymi pasterzami, że są „normalnymi”, po prostu dobrymi ludźmi. Chyba nie zawsze potrafimy to docenić. Mamy też wielu wspaniałych świeckich ludzi, którzy czują się Kościołem, osób konsekrowanych. Gdy się spotykamy, to naprawdę może coś dobrego z tego wyniknąć. Widać też, że w wielu rzeczach się różnimy i to jest ciekawe. Byłoby nudno, gdybyśmy byli tacy sami – uśmiecha się s. Marietta.
– Pamiętam, jak przed jedną z sesji ksiądz arcybiskup mówił o św. Pawle, który zwracał na coś uwagę św. Piotrowi. Dla mnie to było odkrycie, że możemy rozmawiać, możemy się różnić, nie zgadzać, ale pozostawać w komunii. Nie muszę zawsze przekonać kogoś do swojego zdania, ale ważne, by była przestrzeń do powiedzenia czegoś, co może otworzyć komuś „nowe drzwi”. To wypowiedzenie czegoś może pomóc też mi samej zrozumieć pewne sprawy – mówi Marzena.
– Jesteśmy na takim etapie, gdzie trzeba doprecyzować pewne sprawy, które „wyszły” w dotychczasowej drodze synodalnej – choćby zagadnienia związane z dekanatem. Zapewne jego rola, w przestrzeni ściśle duszpasterskiej i nie tylko, będzie rosnąć. Dekanat może przejmować pewne zadania parafii. Wzrasta zakres odpowiedzialności dziekana – zauważa Tomasz. – Wyzwaniem jest kwestia spodziewanego łączenia parafii. Co do interesującego mnie tematu katechezy, sposobu jej prowadzenia w aktualnych warunkach – dobrze, że został podjęty, choć wciąż brak pomysłów, jak zmierzyć się z tą sprawą. Ten problem jest wciąż przed nami.
– Synod to dla mnie nowe doświadczenie. Jestem tu z ramienia diecezjalnej rady duszpasterskiej – udział w jej posiedzeniach też był dla mnie nowością. Do tej pory raczej funkcjonowałem pośród świeckich ludzi. Ożywcze jest doświadczenie współpracy z księżmi, rozmów nie tylko na tematy teologii, sakramentów, ale różnych zadań, funkcjonowania parafii. Sądzę, że dla nich też cenne są takie rozmowy ze świeckimi. Zresztą dostrzec można, że świeccy uczestnicy synodu wyjątkowo rzetelnie zagłębiali się w dokumenty, przygotowywali do spotkań, obrad. Widać, że leży im na sercu dobro Kościoła – podkreśla Tomasz.
25 kwietnia odbędzie się ostatnia sesja plenarna.
Agata Combik /Foto Gość
Najpierw uczestnicy plenum zgromadzili się na Mszy św. w katedrze.
Agata Combik /Foto Gość








