Prof. Arkadiusz Wójs, rektor Politechniki Wrocławskiej, zwrócił uwagę, że Wrocławianie gromadzą się przy tym pomniku dwa razy w roku – w listopadzie, by radośnie celebrować powojenne odrodzenie się polskiej nauki we Wrocławiu, i w lipcu – by pamiętać o tragicznych wydarzeniach we Lwowie.
Zdjęcia:
Przypomniał, że już 2 lipca 1941 r. naziści aresztowali prof. Kazimierza Bartla, polskiego premiera, a wkrótce później grono innych profesorów, ich bliskich i współlokatorów, w sumie ponad 50 osób. 4 lipca zostali rozstrzelani na Wzgórzach Wuleckich (niektórzy profesorowie zginęli nieco później; prof. Bartla zabito 26 lipca).
– Symbolicznie Niemcy zamordowali wówczas akademicki Lwów – ośrodek ważny dla polskiego państwa, ale i dla Europy. To był jeden z najważniejszych ośrodków myśli europejskiej – podkreślił, zauważając że nie jest to aż tak odległa historia. Dodatkowo, współczesne wydarzenia zza naszej wschodniej granicy także przypominają o tym, że spokojne, radosne życie nie jest czymś oczywistym, warto je doceniać.
Głos zabrali także Michał Jaros, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii – podkreślając wagę wymordowania polskich elit, wpisujący się w zamiar likwidacji całego narodu polskiego – oraz Bogdan Kościński, wiceprezes Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich.
– Jako Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich słyszymy w ostatnich tygodniach, że żyjemy przeszłością, grobami, a trzeba żyć przyszłością. Z tym ostatnim każdy się zgodzi – trzeba żyć przyszłością, ale nie możemy zapomnieć o przeszłości. Chodzi o pamięć, o tożsamość – mówił. Podkreślił, że trzeba pamiętać o przodkach. – Ważna jest świadomość że dziadek, babcia, byli ze Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, a może z Wołynia – dodał.
Pod pomnikiem zabrzmiała salwa honorowa, złożono wieńce i znicze. Hołd zamordowanym oddało środowisko naukowe – wraz z rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu ks. prof. Sławomirem Stasiakiem.









