Kapłan zmarł w wieku 59 lat, mając 35 lat kapłaństwa. Święcenia kapłańskie przyjął 18 maja 1991 roku z rąk kard. Henryka Gulbinowicza w archikatedrze pw. św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu. Pracował w Gryfowie Śląskim, w Bystrzycy Kłodzkiej, w Miliczu, we Wrocławiu, w Rościsławicach, w Kiełczowie. W latach 1998 - 2009 był duszpasterzem osób niepełnosprawnych.
I to właśnie osoby z niepełnosprawnością intelektualną licznie stawiły się na pogrzebie ks. Frankowskiego.
Podczas Mszy Świętej pogrzebowej homilię wygłosił ks. Aleksander Radecki. Punktem wyjścia jego rozważań było wezwanie do wsłuchiwania się w słowo Boże i odpowiedzialnego przygotowania się na spotkanie z Chrystusem w dniu sądu.
- Nasza ludzka oporność wciąż znajduje nowe usprawiedliwienia, mimo niewątpliwych dowodów na to, że to właśnie brak słuchania prowadzi nas do zguby - i to na własne życzenie. Dlaczego człowiek nie słucha? Dlaczego nie chce być posłuszny Bogu? Bo nie kocha. Nieposłuszeństwo wobec słowa Bożego, czyli grzech, jest dowodem braku miłości. W imię źle pojmowanej wolności potrafimy trwać w takiej postawie nawet do końca życia - tłumaczył ks. Radecki.
Kaznodzieja przypomniał, że życie każdego człowieka zakończy się sądem Bożym.
- Na końcu naszego życia czeka nas sąd. I na tym sądzie będziemy rozliczani z miłości - bardzo konkretnej miłości. Słyszeliśmy dziś w Ewangelii pytania, które usłyszymy również w dniu Sądu Ostatecznego. Czy dobrze przygotowujemy się do tego najważniejszego egzaminu naszego życia? - pytał ks. Radecki.
Podkreślił, że śmierć drugiego człowieka zawsze stawia przed nami najważniejsze pytania o sens życia i wieczność.
- Są takie momenty, gdy stajemy wobec spraw zasadniczych. Taki właśnie moment przeżywamy dzisiaj. Można udawać, że nie słyszymy, że nie rozumiemy, że to nie o nas i nie do nas. Można wmawiać sobie, że jeszcze mamy czas na sprawy ostateczne. Człowiek jest wolny... tylko często nie wie, do czego tę wolność wykorzystuje. Nierzadko wybiera jedynie „święty spokój” - ostrzegał kapłan.
Jak zaznaczył, odkładanie pytań o życie wieczne jest ogromnym ryzykiem.
- To po prostu sprzeciw wobec zdrowego rozsądku. Gdyby zapytać każdego z nas, czy jesteśmy przygotowani na własną śmierć i gotowi stanąć jutro przed Bogiem, odpowiedź nie byłaby łatwa. Jest przecież tylko jedna niewiadoma - data i godzina naszego odejścia - mówił ks. Aleksander.
Kapłan zwrócił uwagę, że współczesnemu człowiekowi coraz bardziej potrzebna jest pamięć o śmierci. To pomaga zobaczyć właściwą perspektywę ludzkiego życia.
Nawiązując do pierwszego czytania z Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian, przypomniał chrześcijańską nadzieję życia wiecznego.
- Święty Paweł przypomina nam, że jeśli zniszczeje nasz doczesny dom, otrzymamy mieszkanie przygotowane przez Boga, wieczne w niebie. Postępujemy w wierze, umocnieni nadzieją, aby stanąć przed Panem. Chcemy podobać się Bogu, bo wszyscy staniemy przed trybunałem Chrystusa i każdy otrzyma zapłatę za dobro lub zło, którego dokonał za życia - uwrażliwiał ks. Radecki.
Kaznodzieja postawił słuchaczom pytanie, czy naprawdę potrzeba jeszcze kolejnych przypomnień.
- Czy naprawdę warto świadomie odkładać decyzję o wyborze drogi swojego życia - zarówno doczesnego, jak i wiecznego? Bóg jako kochający Ojciec uszanuje nasze wybory. Do nieba pójdą tylko ochotnicy - mówił kapłan.
Następnie wskazał bardzo konkretny rachunek sumienia.
- Mam najprostszy, ale bardzo konkretny wniosek. Kiedy wieczorem stajecie do modlitwy, popatrzcie uważnie na własne ręce. Mogą być czyste, zadbane, wypielęgnowane, ozdobione biżuterią. Ale nie o to chodzi. To właśnie nasze ręce będą kiedyś świadectwem naszego życia. Niebieski „salon piękności” kieruje się zupełnie innymi kryteriami niż ziemskie instytucje - opowiadał kaznodzieja.
Następnie postawił szereg pytań, które mają prowadzić do osobistego rachunku sumienia.
- Co stanie się w dniu sądu, jeśli czyjeś ręce nie będą czyste - czyli wolne od grzechu? Jeśli przez całe lata ktoś odkładał spowiedź i pojednanie z Bogiem? Jeśli te ręce nie wyciągały się do przebaczenia, pojednania i przeprosin? Jeśli nie pomagały potrzebującym? Jeśli nie ocierały łez cierpiącym? Jeśli były otwarte tylko po to, aby brać, a nie dawać? Jeśli nie umiały być ofiarne i bezinteresowne? - pytał ks. Radecki.
W drugiej części homilii wspomniał zmarłego kapłana, którego znał od młodzieńczych lat.
- Tutaj, w tej parafii, w latach 1983–1985 patrzyłem na Piotra jeszcze jako na nastolatka. Widziałem go w gronie ministrantów i na pielgrzymkowych szlakach. Nie byłem jego ojcem duchownym w seminarium, bo gdy on kończył formację i przygotowywał się do święceń, ja dopiero rozpoczynałem swoją posługę wobec alumnów - opowiadał.
Jak podkreślił, bardzo szybko dotarły do niego informacje o niezwykłym zaangażowaniu młodego kapłana.
- Dowiadywałem się, że ten młody ksiądz odkrył swoje powołanie w posłudze osobom z niepełnosprawnością intelektualną, związanym z ruchem „Wiara i Światło”. Realizował to powołanie z wielką pasją. Był także wikariuszem w dwóch parafiach, ale szczególną misją stało się towarzyszenie ludziom, którzy najbardziej potrzebują cierpliwej i bezinteresownej miłości. I on to naprawdę potrafił - oznajmił ks. Radecki.
Kaznodzieja podkreślił, że nie trzeba było sprawdzać, czy ks. Piotr zna uczynki miłosierdzia.
- Ci ludzie i ich bliscy dzisiaj są najlepszym świadectwem jego pasterskiej troski o owczarnię Chrystusa - stwierdził kaznodzieja.
Przypomniał także ostatni etap jego kapłańskiej posługi.
- Bóg nie oszczędził mu czasu cierpienia i choroby. Gdy znalazł się na swoim „wieczerniku” w Domu Księży Emerytów, wydawało się, że odkrywa kolejne zadanie swojego kapłańskiego powołania. Dzięki życzliwości i trosce ks. Pawła Cembrowicza, swojego współbrata z tego samego rocznika święceń, został zaproszony do niezwykle cennej posługi. Znalazł swoje miejsce przy katedralnych konfesjonałach, pośród gorliwych i ofiarnych spowiedników - przypomniał ks. Radecki.
Na zakończenie homilii kapłan przywołał słowa Chrystusa z Ewangelii:
- „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo przygotowane wam od założenia świata”. Panie Jezu, Twój kapłan Piotr przez długie lata potrafił zdobywać Twoje błogosławieństwo. Pozwól mu, jak sam obiecałeś, pozostać na wieki tam, gdzie Ty jesteś - mówił.
Głos zabrał także bp Jacek Kiciński CMF:
- Każdy z nas nosi w swoim sercu kawałek dobroci, którą rozdawał ks. Piotr. Nigdy się nie narzucał. Był kapłanem obecności. On po prostu był. A jak już był, to dawał z siebie wszystko. Całe swoje serce. Zmagał się z cierpieniem. Swoje serce oddał osobom z niepełnosprawnością intelektualną. Do nich był posłany - mówił bp Kiciński.








