Na trasę liczącą 75 km w obie strony wyruszyły 32 osoby. Choć pogoda od samego początku nie rozpieszczała, uczestnicy zgodnie podkreślali, że warto było podjąć wysiłek. - Byliśmy w szoku, że aż tyle osób przyjechało, bo pogoda była fatalna - przyznaje ks. Łukasz Żurawka, wikariusz z parafii w Marcinkowicach. - Na pierwszym etapie bardzo mocno dokuczały nam wiatr i deszcz. Później uciekaliśmy przed opadami podczas postojów w Domaniowie i Wiązowie. W drodze powrotnej zrobiło się słonecznie i ciepło, ale za to cały czas jechaliśmy pod silny wiatr - opowiada Artur Górski, organizator pielgrzymki.
Jak przyznaje, w poprzednich latach uczestników było jeszcze więcej. Tym razem liczba pielgrzymów była nieco mniejsza, ponieważ z powodu prognozowanych upałów organizatorzy w ostatniej chwili przełożyli termin wyjazdu o tydzień. - Część osób zdążyła już wyjechać na wakacje, dlatego frekwencja była trochę niższa niż zwykle - wyjaśnia ks. Łukasz.
Pomysł rowerowych pielgrzymek narodził się z pasji do dwóch rzeczy - wspólnej modlitwy i aktywnego wypoczynku. - Stworzyła się wokół tego bardzo prężna grupa zapaleńców. Planujemy nasze rowerowe eskapady od wczesnej wiosny aż po późną jesień. Zaczynamy od rozgrzewki do Brzegu, a potem jedziemy na koniec roku szkolnego w czerwcu do Jutrzyny. Zawsze jest nas ponad 100 osób, na koniec sierpnia jedziemy na Jasną Górę, a potem - jesienią - do Trzebnicy - opowiada A. Górski.
Organizatorzy chcą pokazać, że nie trzeba być wyczynowym kolarzem, by pokonać takie wyzwania. - Są to trasy dla amatorów, dostępne dla każdego. Chodzi o chęć spędzenia ze sobą czasu, pomodlenia się, ale też o aktywny tryb życia i połączenie religijnego charakteru ze sportem - podkreśla ks. Łukasz.
Jak dodaje, Sanktuarium św. Franciszka w Jutrzynie odkryli kilka lat temu i szybko stało się ono jednym z ulubionych celów rowerowych wypraw. W pielgrzymce uczestniczą przede wszystkim parafianie z Marcinkowic, ale nie tylko. - Są z nami także mieszkańcy Oławy i osoby z całego dekanatu. Przekrój wiekowy jest bardzo szeroki - jadą uczniowie szkół podstawowych, dorośli i seniorzy. Była nawet pani, która miała już 80 lat - uśmiecha się wikariusz z Marcinkowic.
Po dotarciu do Jutrzyny pielgrzymi tradycyjnie uczestniczyli w Mszy św. - Ksiądz kustosz serdecznie nas przywitał i modlił się razem z nami. Po Eucharystii czekał na nas poczęstunek. W tym roku były kiełbaski. Parafianie zawsze bardzo serdecznie nas goszczą i dbają o to, żeby nikt nie wyjechał głodny - mówi pan Artur.
Powrót również ma swój stały element - małą tradycją stały się kawa i lody w Oławie. To już obowiązkowy punkt drogi powrotnej.
Pięknym podsumowaniem tegorocznej pielgrzymki stał się wpis pozostawiony przez jednych z uczestników w księdze pamiątkowej sanktuarium: "Słońce czy deszcz - Bóg z nami zawsze jest". Te proste słowa najlepiej oddały atmosferę całego dnia i przypomniały, że z Bożą pomocą nawet trudna droga prowadzi do celu.
Rowerowa pielgrzymka do Jutrzyny jest pierwszą z trzech organizowanych w ciągu roku przez parafię w Marcinkowicach. - Pod koniec sierpnia jedziemy drugi raz na Jasną Górę w dwa dni, a później jeszcze po raz czwarty do Trzebnicy - zapowiada ks. Łukasz.
Wkrótce rozpoczną się zapisy na wyjazd do Częstochowy. - Potrzebujemy noclegów u sióstr w Kluczborku, dlatego musimy wcześniej znać liczbę uczestników. Szczegółowe informacje pojawią się na facebookowym profilu parafii. Zapisy będą prowadzone przez prosty formularz Google - wyjaśnia.
Organizatorzy zapewniają transport powrotny dla rowerów, natomiast uczestnicy wracają już we własnym zakresie. - Jedziemy w piątek i sobotę. Część osób wraca pociągiem, inni zostają dłużej. Niedziela jest przeznaczona na odpoczynek i regenerację - tłumaczy A. Górski.
Ks. Łukasz przekonuje, że rowerowe pielgrzymki nie są wydarzeniem zarezerwowanym dla doświadczonych cyklistów. - Trzeba mieć trochę zawziętości i chęci. Nie trzeba być zaprawionym kolarzem. Są osoby, które po prostu wsiadły na rower i pojechały. Kilometraż wydaje się duży, ale rozkłada się na cały dzień, z krótszymi i dłuższymi postojami. Nie jedziemy w zawrotnym tempie. To naprawdę inicjatywa dla każdego - przekonuje ks. Żurawka.
Jest jednak kilka obowiązkowych zasad bezpieczeństwa. - Każdy musi mieć kask, sprawne oświetlenie roweru i przynajmniej jedną zapasową dętkę. Narzędzia zawsze ktoś ze sobą wiezie. To wszystko dla bezpieczeństwa - podkreśla duchowny.
Choć tegoroczna pielgrzymka do Jutrzyny wystawiła uczestników na próbę, nikt nie żałował udziału. - Wspólna modlitwa, wysiłek, rozmowy na trasie i radość z osiągnięcia celu po raz kolejny pokazały, że rower może być nie tylko środkiem transportu, ale także drogą do budowania wspólnoty - przyznaje pan Artur.
Organizatorzy i rowerowi zapaleńcy już dziś zapraszają na kolejne wydarzenia. Szczegóły można uzyskać na profilu facebookowym parafii TUTAJ.









