W Narodowym Dniu Pamięci o Polakach - Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej odbyły się uroczyste obchody upamiętniające ofiary zbrodni wołyńskiej. 11 lipca przypada bowiem 83. rocznica tzw. Krwawej Niedzieli, kulminacyjnego momentu ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów.
Jednym z punktów obchodów była Msza Święta odprawiona w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku. Eucharystii przewodniczył ks. Marian Rybczyński SDS z parafii Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w Siekierowicach, który wygłosił poruszającą homilię poświęconą pamięci pomordowanych, obowiązkowi zachowania prawdy historycznej oraz chrześcijańskiemu przebaczeniu.
Już na początku kazania kapłan przypomniał tragiczne wydarzenia z 11 lipca 1943 roku.
- Zginęło około stu tysięcy Polaków. Tego dnia na Wołyniu, współpracując z Niemcami, bandy ukraińskie zaatakowały polskie kościoły, mordując w nieludzki sposób tysiące bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci modlących się w świątyniach oraz wielu ich duszpasterzy - mówił ks. Rybczyński.
Jak podkreślił, wybór niedzieli oraz czasu sprawowania Mszy Świętych nie był przypadkowy.
- Najłatwiej zabić ludzi wtedy, gdy się modlą, gdy są najbardziej bezbronni. Dlatego zaatakowano kościoły. Jednocześnie napadnięto blisko sto, a według niektórych źródeł nawet około 150 polskich miejscowości. Wsie zostały spalone, a ich mieszkańcy wymordowani - przypomniał.
Znaczną część homilii ks. Rybczyński poświęcił świadectwom ocalałych. Przywołał relację kilkuletniego wówczas Jana, który jako dziecko przeżył masakrę w kościele w Porycku.
Kapłan opowiadał o rozpoczętej Mszy Świętej, którą przerwał huk karabinu maszynowego, o ojcu chłopca, który ukrył syna w niszy po figurze Matki Bożej, sam zaś został śmiertelnie postrzelony. Przypomniał także opis rzucanych do wnętrza świątyni granatów, ostrzału uciekających wiernych oraz wysadzenia kościoła po zakończeniu mordu.
- Takich świadectw są setki. Zachowały je archiwa Instytutu Pamięci Narodowej i relacje świadków. Każde z nich pokazuje niewyobrażalne cierpienie ludzi, którzy ginęli tylko dlatego, że byli Polakami - podkreślił kaznodzieja.
Drugim przywołanym świadectwem była historia rodziny kompozytora Krzesimira Dębskiego, którego rodzice przeżyli napad na kościół 11 lipca 1943 roku.
- Moi rodzice byli wtedy nastolatkami. Ukryli się na chórze i tylko cudem ocaleli. Dziadek nie wierzył, że sąsiedzi, którym pomagał jako lekarz, mogą zwrócić się przeciwko niemu. Ostatecznie został zamordowany. To pokazuje, jak niszczycielska była nienawiść - cytował słowa kompozytora kapłan.
Zdaniem ks. Rybczyńskiego przywoływanie tych świadectw nie ma służyć wzbudzaniu nienawiści, lecz oddaniu należnego hołdu ofiarom oraz przekazaniu prawdy kolejnym pokoleniom.
- Zło trzeba nazwać po imieniu, bo tylko prawda prowadzi do sprawiedliwości - mówił.
Kapłan zwrócił uwagę, że przez wiele lat pamięć o ofiarach była marginalizowana.
- Bestialsko zamordowani Polacy wołają do nas z grobów, których często nie ma i których miejsc nie znamy. Przez wiele lat byli wymazywani z historii i polskiej pamięci. Nie możemy dopuścić, aby ich los został przemilczany albo zniekształcony - podkreślił salwatorianin.
Jednym z najważniejszych wątków homilii była kwestia ekshumacji i godnego pochówku ofiar ludobójstwa.
- Nie możemy zrezygnować z prawa do odnalezienia ciał pomordowanych, ich ekshumacji, chrześcijańskiego pogrzebu i oznaczenia miejsc spoczynku imieniem i nazwiskiem. To elementarny obowiązek wynikający z poszanowania godności człowieka - zaznaczył ks. Rybczyński.
Kapłan nawiązał również do osobistych doświadczeń swojej rodziny.
- Sam chciałem pojechać na Kresy, zapalić znicz na grobie swoich bliskich. Usłyszałem od mamy: "Dziecko, gdzie pójdziesz? Gdzie jest to miejsce?". Dla wielu rodzin ten pogrzeb trwa już ponad osiemdziesiąt lat - mówił ze wzruszeniem.
Podkreślił, że prawo do odnalezienia i pochowania swoich bliskich nie powinno być przedmiotem sporów politycznych. Ks. Rybczyński przypomniał również symbolikę lnu, który stał się znakiem pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej.
- Len kwitnie bardzo krótko i przypomina o tysiącach przerwanych ludzkich istnień. Jest także symbolem niewinności ofiar, zwłaszcza dzieci. Jednocześnie od wieków służy do opatrywania ran, dlatego staje się znakiem leczenia ran historycznych, które może dokonać się jedynie w prawdzie i z Bożą pomocą - wyjaśnił.
Kaznodzieja podkreślał, że pamięć o ofiarach nie stoi w sprzeczności z chrześcijańskim przesłaniem pojednania. Nawiązując do trwającej wojny na Ukrainie, zaznaczył, że fundamentem relacji między narodami powinna być Ewangelia.
- Dzisiaj, kiedy na Ukrainie trwa wojna, przypominamy światu, że nie przemoc i nie wojna, ale Ewangelia prowadzi do dobrej współpracy narodów. Jest wspólną wartością wszystkich chrześcijan - mówił.
Na zakończenie homilii wezwał wiernych do modlitwy zarówno za pomordowanych Polaków, jak i za Ukraińców, którzy ratowali swoich polskich sąsiadów.
- Przywołajmy naszych rodaków bestialsko zamordowanych przed 83 laty. Przywołajmy również tych sprawiedliwych Ukraińców, którzy ostrzegali, pomagali i ratowali. Niech zbawcza krew Chrystusa obdarzy ich wszystkich wieczną radością i życiem wiecznym - zakończył homilię kapłan.









