Odpust ku czci 14 Wspomożycieli w kościółku leśnym w Trzebnicy

Malowniczy kościółek rektoralny w Trzebnicy położony pośród starych buków obchodził 12 lipca uroczystość odpustową ku czci 14 Wspomożycieli. Mszy świętej przewodniczył neoprezbiter ks. Eryk Cichocki.

Pośród starych buków, otaczających malowniczy kościółek rektoralny w Trzebnicy, 12 lipca wierni zgromadzili się na uroczystości odpustowej ku czci Czternastu Świętych Wspomożycieli. Sumie odpustowej przewodniczył neoprezbiter ks. Eryk Cichocki, który w homilii zachęcał do spojrzenia na własne serce w świetle przypowieści o siewcy oraz przypomniał, że chrześcijanin nigdy nie jest sam – ani w Kościele, ani w drodze do świętości.

Kaznodzieja rozpoczął od pytania, które – jak podkreślił – każdy powinien postawić sobie osobiście: „Czy Słowo Boże naprawdę zapuszcza we mnie korzeń, czy tylko przez chwilę brzmi w uszach i za moment znika?”.

Nawiązując do przypowieści o siewcy, zwrócił uwagę, że łatwo utożsamiać żyzną glebę z innymi ludźmi, a twardą, skalistą czy zachwaszczoną przypisywać tym, którzy są „gdzieś obok”. Tymczasem Ewangelia mówi o każdym człowieku.

- Wszystkie te gleby są historią o nas samych, o naszym życiu wewnętrznym. W każdym z nas jest trochę skały, trochę cierni i trochę żyznej ziemi. Dopiero otwarcie na łaskę Bożą sprawia, że nasze serce staje się dobrą, żyzną i płodną glebą – nauczał ks. Cichocki.

Przypomniał również słowa proroka Izajasza, że Boże słowo nigdy nie wraca bezowocnie, lecz zawsze działa. Najważniejsze pozostaje jednak pytanie, czy człowiek pozwoli Bogu przemawiać do siebie, przyjmie Jego słowo i wyda owoc.

Centralnym obrazem homilii była opowieść o nasionach jodły. Po oderwaniu się szyszki od drzewa nasiona rozsypały się po zboczu. Większość z nich zaczęła wzrastać razem, choć – jak zauważył kaznodzieja – nie obyło się bez wzajemnych pretensji, ścisku i rywalizacji o światło czy wodę.

Jedno z ziaren postanowiło jednak odejść. Powiedziało: „Nie chcę z wami rosnąć. Będę sam, będę wielki”. Wiatr zaniósł je wysoko na szczyt góry, gdzie rzeczywiście wyrosło w piękną, dostojną jodłę. Tymczasem pozostałe drzewa, choć rosły blisko siebie, ocierały się o siebie, czasem nawet raniły, stworzyły las, który dawał cień, schronienie i życie.

Dopiero burza pokazała, która droga była właściwa. – Drzewa w lesie przetrwały, bo osłaniały się nawzajem. Samotna jodła została złamana. Pozostał po niej jedynie kikut. Historia ta jest obrazem życia chrześcijanina. Można być ziarnem, które chce rosnąć samo – bez wspólnoty, bez Kościoła, bez budowania relacji. Można chcieć być wielkim drzewem, ale na własnych zasadach. Tymczasem Słowo Boże nie tylko chce w nas wzrastać. Ono chce owocować, a owoc najczęściej rodzi się razem z innymi, pośród trudności – mówił ks. Cichocki.

Kaznodzieja przypomniał, że każdy człowiek doświadcza życiowych burz: choroby, utraty pracy, kryzysów małżeńskich, samotności, niezrozumienia czy pomówień.

– Wtedy okazuje się, że nie wystarczy przekonanie: „sam sobie poradzę”. W takich chwilach szczególnie ważna jest obecność Słowa Bożego, które zostało w nas zasiane. Wtedy odkrywamy, że nie jesteśmy sami – jest z nami Pan Bóg i ludzie, których postawił na naszej drodze – uwrażliwiał neoprezbiter.

Dodał, że świętość nigdy nie jest drogą indywidualną i to właśnie z tymi ludźmi, którzy są obok nas, przychodzi nam stawać się świętymi.

Nawiązując do Listu do Hebrajczyków, neoprezbiter przypomniał obraz „wielkiej chmury świadków”.

– Są z nami święci, którzy przeszli już drogę wiary i teraz stoją przed tronem Boga. Wśród nich znajdują się także Czternastu Świętych Wspomożycieli, których dziś szczególnie czcimy – przyznał kaznodzieja.

Podkreślił, że choć żyli przed wiekami, pozostają bliscy współczesnemu człowiekowi. Niebo nie jest daleko. Święci modlą się za nas i wspierają nas w naszych życiowych burzach.

Przypomniał również historię kultu Czternastu Wspomożycieli, którzy przez wieki byli przyzywani szczególnie podczas epidemii, wojen i głodu. Wierni zwracali się do św. Błażeja w chorobach gardła, do św. Erazma w ciężkich cierpieniach, do św. Wita w chorobach układu nerwowego, do św. Katarzyny prosząc o mądrość czy do św. Barbary o łaskę dobrej śmierci.

– Nie dlatego, że sami posiadali jakąś moc, ale dlatego, że Bóg przez ich modlitwę okazywał ludziom swoje miłosierdzie. I dziś nie przestaje tego czynić – podkreślał ks. Cichocki.

Na zakończenie homilii ks. Cichocki przypomniał, że żyzna gleba nie oznacza serca doskonałego.

– Żyzna gleba to serce otwarte na Pana Boga. Wtedy rodzi się plon – może nie zawsze stokrotny, ale taki, który staje się dobrem dla mnie i dla innych – nauczał kapłan.

Podkreślił, że właśnie w taki sposób owocowało życie Czternastu Świętych Wspomożycieli. Oni również doświadczali cierpień, chorób i zmagań, ale pozwolili, aby Ewangelia wydała w nich obfity plon.

Na zakończenie liturgii wierni wspólnie modlili się o wytrwałość w wierze, odwagę w codziennych doświadczeniach oraz ufność, że w drodze do Boga nigdy nie pozostają sami.

– Ten kościół szczególnie przypomina nam, że nie idziemy sami do nieba. Są z nami święci, są z nami Czternastu Świętych Wspomożycieli. Chrystus także dziś wychodzi, by siać ziarno Ewangelii. Nie pozwólmy, aby odszedł z pustymi rękami – zakończył neoprezbiter.

Po Mszy świętej w malowniczym otoczeniu lasu odbyło się przez kościołem wspólne biesiadowanie przy grillu.
Odpust ku czci 14 Wspomożycieli w kościółku leśnym w Trzebnicy Odpust ku czci 14 Wspomożycieli w kościółku leśnym w Trzebnicy Odpust ku czci 14 Wspomożycieli w kościółku leśnym w Trzebnicy
Odpust ku czci 14 Wspomożycieli w kościółku leśnym w Trzebnicy Odpust ku czci 14 Wspomożycieli w kościółku leśnym w Trzebnicy

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.