Proboszcz ks. Adam Prażak powitał uroczyście świętych z rodziny Martin, po czym rozpoczęła się Msza św. z obrzędem błogosławieństwa róż. Przewodniczył jej o. Jarosław Górka OCD.
Zdjęcia:
– Małżeństwo, życie rodzinne to była ich „autostrada do nieba” – mówił o Zelii i Ludwiku, nawiązując do słów św. Karola Acutisa. Przypomniał, że św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza w swoich relikwiach gościła już we Wrocławiu 21 lat temu, ale wówczas w wymiarze fizycznym obecna była tylko ona. Teraz przybyła z rodzicami.
– Tak jakby wskazała na drzewo czy na glebę, z której wyrosła. Róże nie rosną w powietrzu... Ona pokazuje na swoich rodziców – mówił, zauważając wkład całej rodziny w wychowanie przyszłej świętej. Wiadomo, że wielki udział w tym miały zwłaszcza jej starsze siostry. Sercem rodziny była jednak małżeńska miłość rodziców, która zaowocowała „różą”, do jakiej porównać można Teresę. – Ona wskazuje, że aby Polska się ostała, potrzeba pięknych małżeństw, rodzin otwartych na dar potomstwa – stwierdził.
Przypomniał, że Zelia i Ludwik przez długi czas pozostawali niejako w ukryciu. Dopiero w 2008 r. zostali beatyfikowani w Lisieux, a w 2015 r. kanonizowani w Rzymie – jako pierwsza para małżonków wspólnie ogłoszeni świętymi. Ich wspomnienie liturgiczne przypada 12 lipca, w dzień zawarcia sakramentu małżeństwa.
– Co było sekretem ich życia, sposobu wychowania dzieci? Jasny kierunek, cel. Wiedzieli o tym, że celem tym jest niebo i wszystko inne temu podporządkowali – mówił karmelita. Zauważył, że nawet praca zawodowa Ludwika – zegarmistrza – ukazywała upływ czasu, przemijanie, dążenie do wieczności. Może właśnie to mogłoby być owocem spotkania z rodziną Martin – ukierunkowanie wszystkiego na jasny cel: niebo. Wszystko inne ma przecież wartość tylko o tyle, o ile do niego prowadzi.
„Chcę zrodzić wiele dzieci i wychować je dla nieba” – mówiła Zelia. „Moim niebem będzie dobrze czynić na ziemi” – powie później Teresa, zapowiadając zsyłanie z nieba „deszczu róż”. Czy to nie echo słów Zelii? – rozważał o. Górka.
Relikwiarz świętych Zelii i Ludwika.
Agata Combik /Foto Gość
Przypomniał rozmowę Teresy z Celiną, gdy ta pierwsza – już ciężko chora – znajdowała się niemal „w przedpokoju nieba”. Celina czytała jej książkę o szczęśliwości nieba. „Nie to mnie pociąga” – przerwała jej Tereska. „A więc co cię pociąga w niebie?” – dopytywała jej rodzona siostra. „Ach, to miłość. Kochać, być kochaną i powracać na ziemię, by sprawiać, żeby Miłość była kochana” – wyjaśniała. Chodziło jej, dodał kaznodzieja, o „Miłość” dużą literą – którą jest Jezus Chrystus.
Wyjaśniał, że i dziś Teresa przychodzi na ziemię „by Jezus był kochany” – przy czym rozumie to w sposób rewolucyjny. Nie chodzi w tym rozumieniu głównie o to, by „coś robić”, ale by bez reszty powierzyć się Jezusowi, zaufać Mu całkowicie, przyjąć bez zastrzeżeń Jego miłość. Ona przyjeżdża w swoich relikwiach, by nam w tym pomóc. Można prosić ją: „Pomóż mi zaufać Jezusowi, powierzyć się Jego miłości”.
O. Jarosław zachęcił, by nie skupiać się tylko na swoich własnych intencjach, własnych sprawach, które leżą nam na sercu. Przywołał świadectwo s. Joanny Marii – konwerski z Lisieux, która kiedyś, bardzo obciążona pracą, zwróciła się do niedawno zmarłej Teresy: „Siostrzyczko moja, proszę, pomóż mi!”.
Wkrótce przyszła do niej siostra kucharka – bynajmniej nie oferując wsparcia, ale sama prosząc jeszcze o pomoc. Umęczona s. Joanna, po chwili wahania, zgodziła się. Miała napełnić wodą ogromny, ok. 65-litrowy dzban. Musiała w tym celu kilkukrotnie wlewać do niego wodę z pomocą mniejszego naczynia. Wlała ją raz, a gdy podeszła po raz drugi, okazało się że wielki dzban w cudowny sposób był już cały wypełniony. – Cud wydarza się, gdy my otwieramy się na pomoc drugiemu, gdy otwieramy się na miłość. Wtedy nasze dzbany napełniają się – mówił o. Jarosław.*
W organizację czuwania przy relikwiach zaangażowały się z radością karmelitanki Dzieciątka Jezus. – Jest to dla nas ważne wydarzenie, wyróżnienie. Peregrynacja trwa głównie w miejscach, gdzie znajdują się karmelitańskie klasztory, w parafiach, gdzie istnieją rodziny szkaplerzne. W naszej kaplicy zakonnej jest zbyt mało miejsca, relikwie są więc wystawione w kościele parafialnym, gdzie więcej osób może się przy nich zgromadzić. Cieszymy się, że przez cały dzień relikwie są u nas – mówi s. Lucjusza.
Podkreśla, że zgromadzenie żyje na co dzień duchem św. Teresy od Dzieciątka Jezus.
– Nasz charyzmat związany jest z duchem Bożego dziecięctwa, głębokim przeżywaniem prawdy, że Bóg jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi; z zaufaniem, nieustannym zawierzeniem Bogu. Peregrynacja jest okazją, by więcej osób poznało duchowość św. Teresy, ale i dla nas to czas odnowienia życia tym duchem, może ponownego zaglądnięcia do pism Teresy – dodaje.
– Kiedyś, gdy leżała chora, obrywała płatki róż. Do swoich sióstr powiedziała, żeby je pozbierały, okażą się im pomocne – mówi s. Lucjusza, wskazując na zwyczaj błogosławieństwa tych kwiatów.
Atrybutem Teresy są krzyż i róże. Karmelitanka wyjaśnia, że przypominają o jej miłości do Jezusa, o zapowiedzi spuszczania z nieba „deszczu róż” – obrazujących Boże łask. Teresa mówiła, że każdą różę chce dla Jezusa oberwać z płatków – co wyraża miłość ofiarną.
Karmelitanki Dzieciątka Jezus zapraszają do swojego domu przy ul. Zduńskiej 6 we Wrocławiu. Co 1-2 miesiące organizowane są tam dni skupienia dla kobiet. Czasem ktoś odbywa również indywidualny dnia skupienia, często wtedy korzystając np. z „Dziejów duszy” św. Teresy.
W 2025 r. przypadała 100. rocznica kanonizacji św. Teresy. Od tamtego czasu trwa peregrynacji relikwii.
We Wrocławiu relikwie nawiedzą także kaplicę zakonną karmelitanek bosych przy ul. Karłowicza oraz karmelitański kościół przy ul. Ołbińskiej.
Zobacz TUTAJ









