Podkreśla, że każda pielgrzymka ma swój charakter, każda jest inna i niepowtarzalna. – Nie liczę dokładnie, który raz pielgrzymuję, ale to dla mnie ogromna laska. Wiem, że – gdy ktoś „nastroi się” na Pana Boga – to On przyjdzie. Może w najmniej spodziewanym momencie, może w zwykłym spotkaniu z drugim człowiekiem, w nieoczywistym wydarzeniu, w nieoczekiwany sposób. Ale na pewno przyjdzie. Moje doświadczenie – i nie tylko moje – jest takie, że Pana Boga jest łatwiej spotkać na pielgrzymce. To nie tylko droga, wspólnota, radość, ale taka forma rekolekcji, w której ludzie naprawdę doświadczają Boga. Nie umiem powiedzieć, gdzie, jak, ale On przyjdzie – mówi ks. Tomasz.
Zdjęcia z początku drogi:
Zauważa, że tegoroczna pielgrzymka odbywa się wkrótce po zakończeniu synodu archidiecezji wrocławskiej, kiedy zaczyna się czas jego owocowania. Owoce już widać, ale potrzebna jest też gorąca modlitwa.
– Z mojej perspektywy, patrząc też retrospektywnie na pielgrzymkę, mogę powiedzieć, że uczestniczy w niej – jakkolwiek to zabrzmi – „elita Kościoła”, ludzie zaangażowani, którzy są w stanie poświęcić swoje siły czemuś głębszemu. Jako organizator dostrzegam, że pielgrzymka na przestrzeni lat bardzo się zmieniła pozytywnie pod względem jakości. Ludzie podejmują świadomą decyzję, by w niej uczestniczyć; idą w niej jako wspólnota Kościoła – zauważa.
– Hasło „Uczniowie misjonarze”, zgodne z rokiem duszpasterskim, stawia przed nami bardzo wysoko poprzeczkę. To jest piękne: zarazem być „w ławce”, jako uczeń, i „być nauczycielem”. To jest możliwe tylko w Kościele, z Panem Bogiem. My się przyzwyczajamy być albo uczniami, albo nauczycielami. To może być wygodne. Ale żeby być prawdziwie chrześcijaninem, trzeba być i uczniem i misjonarzem – podkreśla.
– Możemy uczyć się tego na pielgrzymce. Pielgrzym jest słuchaczem konferencji, włącza się w modlitwę, korzysta z sakramentów. Wiele dla siebie czerpie. Żeby pielgrzymka funkcjonowała, trzeba zarazem coś z siebie dać, co ma już w sobie element misjonarski. Chodzi również o podjęcie prostej służby – poniesienie znaku grupy, tuby, wykonanie jakiegoś drobnego gestu pomocy bratu czy siostrze. To już jest głoszenie Ewangelii – wyjaśnia.
Nie można chcieć tylko czerpać dla siebie, również w wymiarze duchowym, ani tylko dawać – bez czerpania ze Źródła. Pielgrzymka może być świetną szkołą przyjmowania i dawania – szkołą miłości.









