Po Eucharystii w bierutowskim Kościele pw. św. Katarzyny, której przewodniczył bp Maciej Małyga (zobacz TUTAJ), pielgrzymi otrzymali błogosławieństwo prymicyjne z rąk ks. Bartosza Sikory oraz ks. Kacpra Dawca.
Ks. Bartosz pochodzi z parafii pw. Opatrzności Bożej we Wrocławiu, a od września będzie wikarym w parafii pw. św. Maksymiliana M. Kolbego w Jelczu-Laskowicach; pielgrzymuje w grupie 14. Ks. Kacper, który pielgrzymował w grupie 7, od września będzie wikarym w parafii pw. Opatrzności Bożej we Wrocławiu.
Zdjęcia:
- Dziś wspomnienie Matki Bożej Śnieżnej. Dobrze, że nie ma śniegu, bo w taki upał jak byśmy sobie poradzili z odśnieżaniem? - uśmiechał się ks. Bartosz Mitkiewicz, proboszcz parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP z Bierutowa. Parafianie z wielką gościnnością podjęli pielgrzymów. - Dziękuję mieszkańcom wszystkich miejscowości naszej parafii (jest ich 11), bo wszystkie się angażują w przyjęcie pątników. Przez Bierutów przechodzi kilka pielgrzymek. Ugoszczenie ich to na pewno jest wysiłek, ale też okazja do integracji, mobilizacji. Ludzie szykują produkty, wspólnie gotują, pieką ciasta. "Gość w dom, Bóg w dom!". Dziś jest u nas pielgrzymka wrocławska, jutro będzie głogowska, mieliśmy jakiś czas temu pielgrzymkę rolników z Zielonej Góry, zatrzymują się u nas pielgrzymi rolkowi, w pobliżu przejeżdżają rowerzyści ze Szczecina. Angażują się osoby indywidualne, firmy, instytucje - opowiada.
Wiesław "Kuzyn" Wowk nie pamięta tak ciepłej pielgrzymki, jak tegoroczna. - Nie przypominam sobie zwłaszcza, żeby nocami były 22 stopnie, jak tym razem, podczas noclegu w Oleśnicy. Choć trzeba powiedzieć, że gdy noce są zimne (zdarzały się takie z temperaturą poniżej 10 stopni), to pielgrzymi marzną i się nie wysypiają. Wolimy, żeby było słońce. Na postoju można usiąść, napić się, coś zjeść i nabrać sił, a gdy człowiek jest przemoczony i zmarznięty, jest bardzo trudno - dodaje.
"Kuzyn" przeżywa czas jasnogórskiego wędrowania bardzo pracowicie, ale - zaznacza - to też forma udziału w pielgrzymce. - Mam sporo różnych intencji, swoich i nie tylko. Od 1991 r. jeżdżę w czasie pielgrzymki w "Informacji". Zawsze tłumaczę sobie, że aby ktoś mógł iść, ktoś inny musi podjąć się organizacji. Osoby, które po 5-10 latach "zwykłego" pielgrzymowania wchodzą w strukturę naszych służb, mówią, że udział w pielgrzymce jako jej uczestnik to jest "pikuś" w porównaniu z tym, co się dzieje np. przy pracy w zaopatrzeniu. W służbach czasem przez pół dnia nie ma czasu, by coś zjeść. Służba bywa hardcorowa, trwa od 5.00 do późnego wieczora - dodaje.
Karol Żyromski, główny porządkowy, pamięta bardzo gorące pielgrzymki w przeszłości, jeszcze za czasów "Orzecha". - Wtedy funkcjonowaliśmy bardzo elastycznie, wychodząc na trasę np. o 4.00 czy 3.00 rano - wspomina. - W służbach jesteśmy przyzwyczajeni do różnych warunków. Myślę, że Pan Bóg daje nam siły, żebyśmy mogli służyć innym. Gdybyśmy my padli, kto miałby to robić? - mówi.
Czy mundur nie stanowi dodatkowego utrudnienia na szlaku? - A czy kapłanowi sutanna nie utrudnia pielgrzymowania? To jest nasza służba. Nasze umundurowanie, nasze wyposażenie są potrzebne. Musimy być widoczni dla pielgrzymów, ale też i dla wszystkich użytkowników ruchu - by widzieli, kto pokieruje ruchem, pomoże przejechać - dodaje.
Wielkim zainteresowaniem w czasie upałów cieszą się wodne kurtyny (lub po prostu szlaufy z wodą), w wielu miejscach czekające na pielgrzymów. - Gdy można trochę się obmyć, zmoczyć ubrania, to przynosi choć na chwilę ulgę - zaznacza Ania z grupy 20. - To moja pierwsza pielgrzymka. Należę do Wspólnoty Młodzieżowej "Phileō" we wrocławskiej parafii na Krzykach. Ludzie ze wspólnoty chodzą na pielgrzymki, zachęcili mnie. Długo się nie zastanawiałam. Mama się zgodziła i idę. Dziadkowie prosili, żebym pomodliła się za nich. Jacyś znajomi również przekazali intencje. Nie miałam do tej pory kryzysowych momentów. Łatwiej pewnie się idzie pośród przyjaciół - mówi.
- W czasie pielgrzymki od lat towarzyszą mi słowa: "Panie, do kogo pójdziemy?". To piękne doświadczenie, kiedy w każde wakacje idziemy tą drogą z całym Kościołem - opowiada Malwina Furtan. - Możemy poczuć naszą tożsamość, to, że jesteśmy częścią Ciała Chrystusa. Idziemy wszyscy na Jasną Górę do naszej Mamy, pielgrzymujemy przez całe życie. Ta pielgrzymka jest znakiem naszej duchowej drogi do nieba. Idziemy tam z Maryją - zaznacza.
- Pielgrzymujemy rodzinnie - dodaje. - Nie zawsze wszyscy możemy wyruszyć w komplecie - mąż ma pracę, ktoś bierze udział w zaplanowanych rekolekcjach, ale na weekend będziemy razem. Ja przeżywam tym razem swoją jubileuszową, 20. już pielgrzymkę. Chodziłam najpierw 6 razy z pielgrzymką opolską, potem chodziłam z "Maciejówką", w grupie 3, a teraz z salezjańską dziewiątką (bo dzieci uczą się w "Salezie"). Na pielgrzymce jest wszystko - uwielbienie, cisza i Różaniec, jest czas, gdy Duch Święty dotyka nas przez drugą osobę. Ta dobroć, miłość ze strony innych ludzi są bardzo ważne. W nurt pielgrzymki włączeni są nie tylko ci, którzy idą, ale i gospodarze, osoby goszczące nas. Łączą się z nami też nasze rodziny - mówi.
Podkreśla, że pielgrzymka to coś o wiele większego niż widoczna grupa ludzi, którzy idą drogą.










