Uroczystości rozpoczęły się Mszą św. w Bazylice pw. św. Elżbiety Węgierskiej z asystą Wojska Polskiego i Wojsk Obrony Terytorialnej. Oprócz rodziny kombatantkę żegnali przyjaciele oraz wrocławskie środowiska patriotyczne.
- Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie. Jeżeli żyjemy, żyjemy dla Pana. Jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana - nawiązał w homilii ks. ppłk Maksymilian Jezierski do słów Ewangelii.
- Mjr Wanda Kiałka nie żyła tylko dla siebie. Ona rezygnowała z siebie każdego dnia, żeby żyć dla ojczyzny, żeby żyć dla swoich ukochanych, dla swojego męża Stanisława, dla dzieci, wnuków, dla kochanej Armii Krajowej, później - po latach Workuty - dla Wrocławia. Myślę, że jak tutaj wszyscy jesteśmy, to mamy z panią Wandą piękne wspomnienia - mówił kaznodzieja. Podzielił się również swoimi wspomnieniami związanymi z kombatantką. - Choć gromadzimy się na pożegnaniu, odprowadzamy panią major dzisiaj na wieczną wartę w niebie, to nie smućmy się. Niech na twarzach naszych dzisiaj, pomimo smutku, pojawi się uśmiech, bo ona nas tego uczyła, żeby życie przeżywać z uśmiechem na twarzy. A przecież przeszła przez różne trudne momenty w życiu - mówił zebranym kapelan.
Przypominał, że jako młoda dziewczyna była w Armii Krajowej w Okręgu Wileńskim i tam już nie żyła tylko dla siebie. Jako łączniczka i sanitariuszka niosła wsparcie podczas działań operacji Ostra Brama. Do tego przeżyła śmierć swojego ukochanego brata i dowódcy "Fakira", którzy polegli na jej oczach. - Ale się nie poddała zwątpieniu. W Bogu nieustannie szukała swojej siły i mocy. Dwa razy stawała twarzą w twarz z bezwzględną machiną sowieckiego terroru. Otrzymała wyrok 20 lat katorżniczej pracy w łagrach na Workucie. Pamiętam, kiedy opowiadała tę historię. W jej sercu nie było nienawiści. W jej sercu była miłość - opowiadał ksiądz podpułkownik.
Podawał mjr Kiałkę za wzór osoby, która nie chciała żyć wygodnie, ale chciała żyć pełnią siły od najmłodszych lat. Za życia opowiadała, że to miłość, wiara w Boga i wzajemne wsparcie Polaków pomogły jej przejść przez katorgę łagrów. Podkreślała, że tylko miłością można pokonać zło świata. - Później przyszło wyzwolenie. Po 12 latach katorżniczej pracy wróciła do ukochanej ojczyzny. I zamieszkała tutaj, we Wrocławiu. Tutaj poznała swojego męża Stanisława, również wielkiego bohatera. Człowieka niezłomnego, geniusza konspiracji wileńskiej. Ze Stanisławem przeżyła wiele pięknych chwil, ale ich życie również było naznaczone cierpieniem - opowiadał kapelan. Mówił o tym, jak byli represjonowani, prześladowani za to, że są Polakami. Za to, że są wierni aż do końca i nie idą na współpracę.
- Pani Wanda nie żyła tylko dla siebie i tę lekcję nam pozostawiła. Nie zmarnujmy jej, odróbmy pracę domową. I tak jak ona żyjmy miłością, która pokonuje zło. Tak jak ona uśmiechajmy się do siebie wzajemnie, szanujmy siebie, troszczmy się o dobro wspólne, którym jest nasza ojczyzna Polska, bo ona za tę Polskę walczyła wiernie aż do końca - mówił.
Ceremonia pogrzebowa odbyła się na Cmentarzu św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida we Wrocławiu.
- Mjr Wanda Kiałka miała trzy pseudonimy - Wilia, Marika i Erka. Jeżeli były trzy pseudonimy, to musiały być i trzy życiorysy. Pierwszy z nich to bycie zaprzysiężonym żołnierzem Armii Krajowej, nieśmiertelnej w swojej legendzie armii. Organizacyjnie i bojowo przynależała jako łączniczka i sanitariuszka do Piątej Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, z którą brała udział w operacji Ostra Brama - mówił w trakcie ceremonii prof. Stanisław Ułaszewski, prezes Okręgu Dolnośląskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.
Przedstawił ją jako żołnierza wyklętego i niezłomnego, a także wspomniał, że była ona matką chrzestną podczas uroczystego odsłonięcia Pomnika Żołnierzy Niezłomnych we Wrocławiu. To był "drugi życiorys".
- Trzeci życiorys, najbardziej tragiczny, to pobyt na nieludzkiej ziemi, to Workuta. To 12 lat łagrów, ciężkiej pracy przy wyrębie lasu. Te wszystkie trzy życiorysy splatają się w jeden potężny, szlachetny życiorys, który nazywa się patriotyzm. I za ten patriotyzm, za ten piękny życiorys, za udział w operacji Ostra Brama, która była częścią operacji Burza - szeroko zakrojonej operacji, która niosła pomoc walczącej Warszawie - Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej ma zaszczyt i honor pośmiertnie uhonorować mjr Kiałkę Złotym Krzyżem 80-lecia akcji Burza - ogłosił prezes.









