Piątego dnia pątnicy przeszli trasę z Wierzbicy Górnej do Kluczborka. Po dojściu została odprawiona Msza św. Już na początku kazania bp Jacek zwrócił uwagę na szczególne znaczenie świątyni, do której dotarli pielgrzymi.
ZOBACZ ZDJĘCIA:
- Nieprzypadkowo dzisiaj przychodzimy do Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ktoś może zapytać: "Gdzie jest to Serce? Tego Serca nie widać". To piękny symbol, jakby Jezus chciał powiedzieć: "Ja dałem ci swoje Serce, a ty możesz podarować Mi swoje serce". W tej wolnej przestrzeni jest miejsce dla serca każdego i każdej z nas - mówił.
Porównał Chrystusa do żebraka, który nie domaga się od człowieka wielkich rzeczy, ale z pokorą prosi o miłość. - Można powiedzieć, że ta figura przedstawia Jezusa jako żebraka, który żebrze o naszą miłość. Mówi: "Daj Mi swoją miłość" - opowiadał bp Kiciński.
Ponieważ pielgrzymi uczestniczyli w Mszy św. w pierwszy piątek miesiąca, bp Kiciński przypomniał o nabożeństwie do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz praktyce dziewięciu pierwszych piątków. Z uśmiechem zapytał zgromadzonych, ilu z nich odprawiło dziewięć pierwszych piątków miesiąca, dodając: - Może jest szansa, żeby właśnie dzisiaj rozpocząć.
Przypomniał, że po I Komunii św. wielu wiernych było zachęcanych do tej praktyki, a obietnice związane z kultem Najświętszego Serca Jezusa pozostają aktualne. Nawiązując do objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque, podkreślił, że nabożeństwo do Serca Jezusowego nie jest jedynie elementem pobożności ludowej, ale drogą odnowy wiary. - We Francji to nabożeństwo przeżywa dziś odrodzenie. Poprzez nie wiele osób wraca do wspólnoty wiary i do Kościoła. Warto wracać do tych praktyk, które Kościół przez wieki zachował w swojej tradycji - zaznaczył.
Kaznodzieja przypomniał, że dzień wcześniej pielgrzymi rozważali scenę Przemienienia Pańskiego na górze Tabor. - Wczoraj słyszeliśmy słowa Ojca: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie". A dzisiaj sam Jezus mówi do nas: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech zaprze się samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje" - cytował bp Kiciński. Jak podkreślił, Chrystus nie zaprasza jedynie do naśladowania zewnętrznych gestów, ale do uczestnictwa w swoim życiu. Przywołując słowa Ewangelii: "Cóż za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?", przypomniał również znane zdanie św. Augustyna: "Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie".
Bp Kiciński zauważył, że wezwanie do codziennego dźwigania krzyża staje się zrozumiałe dopiero w perspektywie zmartwychwstania. - Bo kto chciałby brać codzienny krzyż? Kto chciałby iść za Kimś, kto po ludzku poniósł porażkę i został ukrzyżowany? Dopiero w zmartwychwstaniu Jezusa odnajdujemy sens naszego życia. Skoro Chrystus zmartwychwstał, to i my zmartwychwstaniemy - zapowiedział kaznodzieja.
Dlatego - jak podkreślił - wszystkie praktyki religijne, pielgrzymka, pierwsze piątki miesiąca czy nabożeństwo pierwszych sobót, mają jeden cel - pomóc odnowić łaskę wiary i osiągnąć niebo.
Biskup przypomniał, że współczesny świat nie sprzyja dawaniu świadectwa wiary. Nie jest dziś modne nosić krzyż, naśladować Jezusa, a zwłaszcza być Jego świadkiem. Coraz częściej jesteśmy świadkami zatopienia w doczesności niż świadkami żywej wiary. - Krzyżem może być odrzucenie, cierpienie, sytuacje, na które nie mamy wpływu. Bywa także cierpienie duchowe - uwrażliwiał kaznodzieja. Przywołując słowa pieśni wielkopostnej, przypomniał: "W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka. Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie".
Znaczną część homilii bp Kiciński poświęcił refleksji nad doświadczeniem cierpienia. Zauważył, że pierwszą naturalną reakcją człowieka jest lęk przed cierpieniem, wpisany w naturę człowieka. Drugim etapem jest bunt. Pojawia się pytanie: "Dlaczego ja?". Niekiedy mamy żal do Boga, a nawet odchodzimy od Niego, gdy przychodzą cierpienie lub śmierć bliskiej osoby. Kolejnym krokiem jest akceptacja. Godzę się na to. Przyjmuję. Ale bez Chrystusa to cierpienie nie ma sensu. Dopiero wtedy człowiek może usłyszeć zaproszenie Jezusa.
Biskup podkreślił, że pielgrzymka jest szczególnym miejscem, gdzie własny trud można ofiarować za innych. - Ofiarowujemy nasz ból, nasze cierpienie i nasz krzyż w różnych intencjach - mówił bp Kiciński. Zwrócił uwagę, że podczas modlitwy różańcowej coraz częściej pojawiają się prośby o nawrócenie bliskich. Wyjaśnił również różnicę między cierpieniem przeżywanym wyłącznie dla siebie a cierpieniem ofiarowanym. - Jeśli człowiek zatrzyma cierpienie dla siebie i skieruje je ku sobie, ma ono moc niszczącą. A cierpienie ofiarowane ma moc uzdrawiającą - tłumaczył.
Kaznodzieja przypomniał, że krzyż nie jest końcem chrześcijańskiej drogi. - Cierpienie nie kończy się na krzyżu. Zostaje przemienione w zmartwychwstanie, a śmierć jest początkiem nowego, lepszego życia - mówił. Odnosząc się do doświadczenia utraty bliskich, przypomniał, że nasza rozłąka ze zmarłymi jest przejściowa. Spotkamy się z nimi w niebie. Dlatego również cierpienie i trud można ofiarować za zmarłych.
Na zakończenie homilii bp Kiciński przywołał słowa papieża Leona XIV z Mszy inaugurującej jego pontyfikat, wskazując je jako prosty program przeżywania cierpienia. - Najpierw spójrz na Jezusa. Jeśli jest ci źle, popatrz na Niego. Potem przybliż się do Niego. Możesz nawet przytulić krzyż, tak jak św. Jan Paweł II tulił go podczas swojej ostatniej Drogi Krzyżowej. A później przyjmij Jego słowo i żyj nim każdego dnia - proponował.
Jak dodał, chrześcijaństwo nie gloryfikuje cierpienia. - Bóg nigdy nie karze człowieka cierpieniem. Cierpienie samo w sobie nie jest czymś dobrym ani łaską. To my możemy nadać mu sens - sens zbawczy, wynagradzający i ekspiacyjny - tłumaczył.
Po Mszy pielgrzymi udali się na swoje miejsca noclegowe, ale wieczorem wrócili do kościoła na nabożeństwo uwielbienia.











