Szósty dzień pielgrzymowania ma już w sobie coś z drogi, która na dobre zadomowiła się w sercu. Za pielgrzymami kolejne kilometry, zmęczenie, modlitwa, rozmowy i spotkania. Droga z Kluczborka do Borek Wielkich stała się kolejną okazją, by spojrzeć nie tylko na przebytą trasę, ale przede wszystkim na własną drogę wiary.
W Oleśnie pielgrzymi zatrzymali się na Eucharystii. W homilii bp Kiciński nawiązał do istoty chrześcijańskiego życia. Przypomniał pytanie, które pada podczas chrztu dziecka: "O co prosicie Kościół Boży dla swojego dziecka?". Odpowiedź brzmi: o wiarę. - Na chrzcie świętym otrzymujemy łaskę wiary i to jest istota chrztu świętego - mówił. Przypomniał, że chrzest gładzi grzech pierworodny, czyni człowieka dzieckiem Bożym i wprowadza go do wspólnoty ludu Bożego, na drogę prowadzącą ku świętości.
Biskup przywołał sytuację sprzed kilku lat. Przygotowując się do udzielania sakramentu bierzmowania w jednej z parafii, zapytał młodych ministrantów, co powinien powiedzieć młodzieży. Jeden z najmłodszych potraktował pytanie bardzo poważnie. Po chwili zastanowienia odpowiedział: "Niech biskup powie im, że Pan Jezus ich kocha i żeby Go nie zostawiali". Ta prosta odpowiedź szczególnie zapadła biskupowi w pamięć. - To była piękna odpowiedź, dlatego że często po sakramencie bierzmowania wiele osób zrywa więź z Kościołem - zauważył bp Jacek.
Dlatego podczas Mszy w Oleśnie powtórzył pielgrzymom tamte słowa. - Pan Jezus naprawdę nas kocha. I żebyśmy Go nie zostawiali, pomimo trudności, które pojawiają się na drodze naszej wiary - apelował kaznodzieja.
Te słowa szczególnie mocno wybrzmiały w kontekście pielgrzymki. Kilometry, zmęczenie i ból są doświadczeniem, które łatwo odczytać jako obraz codziennego życia. Droga wiary także nie zawsze jest prosta i pełna entuzjazmu.
Biskup przypomniał słowa św. Pawła: "Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus, śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię". - Warto się zastanowić nad tymi słowami - zachęcał. - Śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię, przez Dobrą Nowinę - powtórzył. Jak zauważył, dopiero w świetle zmartwychwstania Jezusa zaczynamy właściwie rozumieć trudne sytuacje, chwile ciemności i bolesne doświadczenia.
- Droga wiary jest najwspanialszą drogą przyjaźni z Jezusem - mówił, przypominając pielgrzymom trzy etapy tej drogi: entuzjazm, ciemność i wierność. Na początku często pojawia się entuzjazm. Są chwile piękne, doświadczenie bliskości Boga, radość modlitwy i wspólnoty. Ale przychodzi również ciemność. - A na drodze wiary najważniejsza jest wierność wobec Pana Boga - opowiadał bp Kiciński.
Przywołał także doświadczenie jubileuszy kapłańskich, małżeńskich czy zakonnych. Kiedy spotyka ludzi, którzy mimo upływu lat wciąż są ze sobą, pyta ich czasem o receptę na szczęście. Praktycznie 90 proc. mówi: wierność. Tak samo jest na drodze wiary.
W tym miejscu homilia zaprowadziła do dzisiejszej Ewangelii. Uczniowie Jezusa okazują się bezradni wobec człowieka zniewolonego przez złego ducha. Nie są w stanie mu pomóc. Dopiero Jezus przejmuje inicjatywę, surowo rozkazuje złemu duchowi i ten opuszcza młodzieńca. W sercach uczniów pojawia się pytanie, dlaczego oni nie potrafili tego zrobić. Dlaczego nie byli w stanie uwolnić młodzieńca? Jezus odpowiada: "Jak długo mam was cierpieć z powodu małej waszej wiary?". I dodaje, że gdyby mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, nic nie byłoby dla nich niemożliwe.
Biskup zatrzymał się przy obrazie ziarna: - Nie chodzi o to, żebyśmy mieli wiarę jak maleńkie ziarnko gorczycy, ale taką wiarę, która drzemie w sile życia tego ziarenka. Tam jest potężna siła życia - tłumaczył. Ziarno, choć niewielkie, wrzucone w ziemię wyrasta w potężne drzewo. - Mieć taką siłę, moc wiary. Wiara na początku zawsze jest czymś małym. Ale ma w sobie potencjał wzrostu. Potrzebuje tylko odpowiedniego środowiska - wyjaśniał bp Kiciński. Wiara potrzebuje środowiska, w którym może się rozwijać i dojrzewać, i nabierać swojej mocy. Dlatego o wiarę trzeba się troszczyć.
Biskup zwrócił uwagę, że podczas pielgrzymki często słyszy intencje modlitewne dotyczące wiary. Ludzie proszą o łaskę wiary, o nawrócenie, o wiarę dla swoich dzieci, synów i córek. - To wszystko świadczy, że dzisiaj mamy problem z wiarą - zauważył. Jednocześnie podkreślił, że człowiek zazwyczaj nie traci wiary nagle. Proces zaczyna się powoli. To doświadczenie duchowego znużenia, obojętności i przyzwyczajenia. Człowiek przestaje się troszczyć o to, co wcześniej było dla niego ważne. Dotyczy to również relacji międzyludzkich. Przyjaźń, małżeństwo czy kapłaństwo nie trwają same z siebie. Potrzebują troski, podobnie jak wiara. - Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego, umacnia na modlitwie i w sakramentach, a rozszerza się przez świadectwo naszego życia - nauczał bp Kiciński. Jeśli zabraknie tej troski, wiara zaczyna obumierać. Biskup podkreślił, że wzrost wiary dokonuje się powoli. To właśnie ze spotkania z Jezusem rodzi się zaufanie. A zaufanie prowadzi do wiary, która pozwala człowiekowi przejść przez najbardziej wymagające doświadczenia. - Człowiek dzięki wierze jest w stanie przetrwać najtrudniejsze sytuacje życiowe. Na pielgrzymce nie brakuje świadectw ludzi, którzy doświadczyli tej prawdy. Czasem ktoś mówi: "Ojcze, gdyby nie wiara, nigdy nie dałbym rady" - opowiadał bp Jacek.
Bywa jednak, że wiara nie daje człowiekowi żadnych spektakularnych emocji. - Czasami ta wiara jest naga jak skała - mówił bp Kiciński. Jak zauważył, bardzo często zatrzymujemy się na emocjonalnym wymiarze wiary. Jest on ważny, pomaga, daje radość. Nie można jednak budować całej relacji z Bogiem wyłącznie na emocjach. - Ktoś mówi: "Chodzę do kościoła, bo tu jest atmosfera". Ale atmosfera to nie wszystko. Nie wszystko to emocje. Na drodze wiary przychodzą bowiem również chwile oczyszczenia, ciszy i ciemności - przyznał kaznodzieja.
Biskup posłużył się obrazem Jezusa śpiącego w łodzi. Uczniowie, widząc wzburzone jezioro, przeżywają lęk i panikę, podczas gdy Jezus śpi. - Pan Bóg tak bardzo ci ufa, że czasem chce przy tobie odpocząć. Dlatego Go nie widzisz - mówił. A kiedy uczniowie budzą Jezusa, słyszą pytanie: "Dlaczego jesteście tak małej wiary?". Na drodze wiary potrzebujemy więc nieustannie uczyć się zaufania. Takiego, jakie miały pokolenia ludzi wierzących - Abraham, Mojżesz i święci, którzy potrafili zawierzyć Bogu także wtedy, gdy nie rozumieli tego, co się dzieje. - Wiara Abrahama, wiara Mojżesza, wiara ojców. To jest coś niesamowitego! - mówił biskup.
Zaufanie Bogu oznacza także zgodę na to, że nie wszystko będzie przebiegało według naszego planu. - Czasami Bóg jest Bogiem zazdrosnym, ale nie w ten sposób, że chce cię odrzeć ze wszystkiego, ale chce ci pokazać, żebyś całkowicie zaufał/zaufała Jemu samemu - nauczał kaznodzieja. Biskup przypomniał, że człowiek często chciałby zatrzymać wszystko dla siebie - swoje plany, zabezpieczenia, relacje, przyszłość. Tymczasem droga wiary wymaga zawierzenia. - Jak oddasz Bogu wszystko, Pan Bóg zwróci to kilkakrotnie pomnożone. Ale najpierw trzeba to oddać! - apelował bp Jacek.
Przywołał w tym kontekście biblijnego młodzieńca, który pytał Jezusa, co ma robić, aby osiągnąć życie wieczne. Usłyszał wezwanie do zachowywania przykazań, ale kiedy zapytał o więcej, Jezus postawił przed nim wymaganie całkowitego ogołocenia i wolności serca. - Uczyń twoje serce wolnym - mówił bp Kiciński.
Jednym z najmocniejszych świadectw przywołanych podczas homilii była historia bł. Elżbiety Róży Czackiej, która towarzyszyła pielgrzymom podczas ubiegłorocznej drogi na Jasną Górę. Jako młoda, 22-letnia dziewczyna nagle straciła wzrok. Doświadczyła bezradności i dramatu, który mógł całkowicie zmienić jej życie. - Na trzy dni zamknęła się w ciemnym mieszkaniu, a później otworzyła drzwi i mówi: "Tak żyć nie można" - opowiadał biskup. To był moment przełomowy. Zamiast zamknąć się w swoim dramacie, otworzyła się na Boga i Jego działanie. Doświadczenie spotkania z Jezusem Chrystusem sprawiło, że otworzyła się na działanie Ducha Świętego. Z tego doświadczenia wyrosło później wielkie i piękne dzieło jej życia. Historia bł. Elżbiety Czackiej pokazuje, że wiara nie oznacza braku cierpienia ani natychmiastowego rozwiązania problemów. Oznacza natomiast zgodę na to, by Bóg działał również w sytuacjach, których sami nie potrafimy rozwiązać.
- Pielgrzymka jest szkołą cierpliwości. Nie można skrócić drogi jednym krokiem. Każdy kolejny odcinek trzeba przejść. Podobnie jest z wiarą - porównał biskup. Bóg nie zawsze odpowiada natychmiast. Nie zawsze działa w sposób, którego oczekujemy. Dlatego potrzeba cierpliwości i wytrwałości.
To jedna z najważniejszych lekcji szóstego dnia pielgrzymki. Droga na Jasną Górę jest konkretna - ma swoje kilometry, postoje, zmęczenie i cel. Ale pod jej powierzchnią toczy się druga droga: droga człowieka do Boga. Na niej również są odcinki łatwe i trudne, światło i ciemność, entuzjazm i zmęczenie.












