Niektórzy w ciszy spoglądają na wieżę sanktuarium, inni modlą się, leżąc na trawie, jest mnóstwo tańca, rozmów, powitań i wspólnych zdjęć.
Główny przewodnik Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej ks. Tomasz Płukarski prezentuje kolejne grupy, poczynając od służb. Do kaplicy Matki Bożej wejdą najpierw ci, którzy w pielgrzymkowej codzienności uwijają się w służbie innym. Kwatermistrzowie, osoby z kuchni, z tzw. budy, „druciki”, służba medyczna, zaopatrzenie, kierowcy, ludzie wykonujący służbę „na zapleczu”, często niewidoczni.
Ks. Tomasz wita pokaźną grupę umundurowanych porządkowych, na czele z br. Karolem Żyromskim. – W tym gronie służbę pełnią różne generacje. Są dziadkowie, ojcowie, wnukowie. Najlepiej o tej następowalności pokoleń świadczą wózki jadące na początku – zauważa.
Pod jasnogórskim szczytem stają biskupi Jacek i Maciej, grono pielgrzymów duchowych. Witane są dzieci, które niedawno przyszły na świat (być może pielgrzymka w 2026 r. była rekordowa pod względem liczby rodzin) i 70-latkowie, przybysze z zagranicy – z Kanady, Ukrainy, Polonia z Niemiec, z Francji, pielgrzymi z Afryki czy Peru.
Jest czas na podziękowania za wsparcie przy naprawie tub, za ważną rozmowę, za gościnę.
– Jesteście nie tylko przyszłością, ale i teraźniejszością Kościoła – podkreśla ks. Tomasz Płukarski, zwracając się do młodzieży. Współtworzy ona – choć nie tylko – największą obecnie grupę pomarańczową, nr 20. W oczy rzucają się zielone parasolki grupy 7, zwanej „seledynkami”, czy pielgrzymi z grupy 22 – z których każdy ma na szyi kartę z fragmentem Pisma św. To grupa Lectio divina, prowadzona przez s. Samuelę, franciszkankę szpitalną,
– Odkryłam w tym roku, że pielgrzymka może być modlitwą serca, modlitwą dziękczynną i błagalną. Dziękowałam za wszystko, co mam. Prosiłam o to, co najlepsze, dla bliskich. Pogoda była, jaka była, ale pielgrzymka była piękna – mówi Małgosia z grupy 5. Pielgrzymują w niej głównie osoby z Oleśnicy i okolic. Grupa – ze względu na przypisywane jej barwy – nazywana bywa „Jagódkami”. – Jagody po drodze się zdarzały. Jedliśmy je nawet jeszcze w dniu wejścia na Jasną Górę – dodaje.
– W tamtym roku o tej porze byłem na Oddziale Intensywnej Terapii, przez 2 miesiące. Nie zniechęciło mnie to jednak do udziału w tegorocznej pielgrzymce. Mam za co dziękować. A pielgrzymuję już od 1983 roku, z dwukrotną tylko przerwą. Najpierw chodziłem z grupą 2, potem z 11, z 25 (już jej nie ma), a teraz z grupą 14, wyruszającą z Góry – mówi brat Ryszard, salwatorianin. Obecnie pełni posługę w Bielsku-Białej, ale pozostaje wierny pielgrzymce wrocławskiej. Powtarza czasem, że jego marzeniem byłoby... umrzeć na pielgrzymce. Byłby wtedy pewnie otoczony modlitwą mnóstwa pątników.
Państwo Żurawscy w tym roku stanęli pod jasnogórskim szczytem we czworo. W pielgrzymowaniu w poprzednich dniach uczestniczyli na miarę możliwości – zwłaszcza malutkich dzieci. – Szliśmy cały dzień z Kluczborka do Borków Wielkich. Z naszymi malcami jest to spore wyzwanie logistyczne – mówi Ada, wchodząca na Jasną Górę wraz z mężem Damianem, córkami Carmen i Łucją. – W tamtym roku byłam tutaj z Łucją, kiedy przebywała jeszcze u mnie pod sercem – dzieli się.
46. Piesza Pielgrzymka Wrocławska pod hasłem „Uczniowie-misjonarze” przeszła do historii. Przyszłoroczna wyruszy nieco inną trasą. Tymczasem na horyzoncie już październikowa pielgrzymka do grobu św. Jadwigi w Trzebnicy.










