Ostatni dzień Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej, spacer już pod jasnogórskie wały, chwila postoju podczas wejścia grup. Pielgrzymi śpiewali, tańczyli, czekali na moment, w którym razem ruszą w stronę sanktuarium. Helena była w grupie 8 od początku pielgrzymki. Bartosz dołączył do niej w Olesnie i odtąd szli razem. Są parą od 2,5 roku. Poznali się w szkole muzycznej, podczas jednej z imprez integracyjnych. Oboje studiują we Wrocławiu. Bartosz obronił inżyniera na Politechnice Wrocławskiej, Helena licencjat na Akademii Muzycznej. Teraz rozpoczyna studia magisterskie.
Ich relacja pogłębiała się jednak nie tylko dzięki wspólnym zainteresowaniom. - Połączyła nas wiara w Boga. Przez jakiś czas byliśmy w duszpasterstwie akademickim Maciejówka - mówi Helena. Oboje wiedzieli już, że ich relacja zmierza w stronę małżeństwa. Zaręczyny nie były więc zaskoczeniem jako decyzja. Zaskoczył ją sposób i miejsce.
- Od jakiegoś czasu mieliśmy z tyłu głowy, że zmierzamy do małżeństwa. Nie wiedziałam tylko, w którym momencie to się wydarzy. Czasami myślałam: „Może to właśnie ten moment?”, ale nie spodziewałam się, że stanie się to w ten sposób i wśród tylu ludzi - przyznaje pątniczka.
Bartosz zresztą próbował wybadać teren. - Wypytywał mnie na pielgrzymce o zaręczyny, o to, gdzie chciałabym się zaręczyć. Ale ja nie miałam żadnych konkretnych wyobrażeń ani wymagań - mówi. Okazało się, że nie trzeba było niczego wymyślać. Wystarczyła droga, wspólnota, Jasna Góra i ludzie, którzy byli obok.
10 sierpnia po południu, przed charakterystyczną wieżą Jasnej Góry nagle Bartosz spojrzał Helenie prosto w oczy. - Zaczął mówić mi bardzo miłe rzeczy. Powiedział, że jesteśmy pewni siebie… - wspomina Helena. I w pewnym momencie uklęknął na jedno kolano, zapytał, czy zostanie jego żoną. Odpowiedź mogła być tylko jedna.
To, co wydarzyło się później, trudno było już utrzymać w tajemnicy. Pielgrzymi stojący wokół zaczęli bić brawo, krzyczeć i śpiewać. Przez głośniki popłynęła wiadomość o zaręczynach.
- Byłam w wielkich emocjach. Ludzie do nas podchodzili, wszystko działo się tak szybko i było tak radośnie - opowiada Helena. Miejsce i okoliczności sprawiły, że zaręczyny stały się częścią pielgrzymkowej wspólnoty.
- Cieszę się, że to wydarzyło się właśnie w tym momencie. Byli przy tym najważniejsi dla mnie ludzie. Tuż przed wejściem do kaplicy Matki Bożej - mówi Helena.
Po chwili pojawiło się coś jeszcze. Modlitwa. Od razu pojawiła się przestrzeń, żeby się za to pomodlić. - I zrobiliśmy to nie tylko my. Modlili się z nami inni pielgrzymi. Czuliśmy się otoczeni duchowym wsparciem - przyznaje 22-latka.
Dla Heleny nie była to pierwsza droga na Jasną Górę. Wręcz przeciwnie. Pierwszy raz poszła 12 lat temu, niedługo po I Komunii Świętej. Mama Heleny była wtedy w ciąży. Tata pomyślał, że skoro sam kiedyś pielgrzymował po swojej I Komunii, może i córka chciałaby spróbować. Spróbowała. I została.
- Bardzo mi się spodobało. Potem co roku chodziliśmy razem, a później także z moją młodszą siostrą - mówi Helena.
Pielgrzymka jest w jej rodzinie czymś więcej niż wakacyjną tradycją. Jej rodzice poznali się właśnie podczas pielgrzymowania. Na pielgrzymce również się związali.
- Cieszę się, że miłość do pielgrzymki wyniosłam z rodziny - przyznaje Helena. Nic więc dziwnego, że moment zaręczyn na Jasnej Górze nabrał dla niej szczególnego znaczenia.
Teraz przed nimi kolejny etap. Narzeczeństwo. - To dla mnie bardzo nowe i świeże - mówi Helena. Nie chodzi jednak tylko o organizację ślubu i wesela. Narzeczona patrzy na ten czas znacznie szerzej.
- Oprócz kwestii organizacyjnych związanych ze ślubem i weselem to czas najważniejszych rozmów, kluczowych dla przyszłości. Nadszedł moment, żeby wszystkie ważne sprawy przegadać. To dla mnie czas, w którym dochodzimy do naprawdę ważnych wniosków i wspólnie planujemy przyszłość - opisuje 22-latka.
Na razie muszą oswoić się z nową rzeczywistością. Helena nie zamierza kończyć swojej pielgrzymkowej historii na dwunastu pielgrzymkach.
- Mam plany, żeby dalej chodzić na pielgrzymki. Będziemy tak planować wakacje, żeby to wydarzenie było uwzględniane - deklaruje. Od tegorocznego wejścia na Jasną Górę będzie jednak patrzyła na tę drogę trochę inaczej. Moment wejścia na Jasną Górę nabrał dla niej nowego znaczenia.
Sama pielgrzymka zaś jest dla niej czymś więcej niż przejściem kilkudziesięciu czy kilkuset kilometrów.
- Tam zobaczysz, jak wygląda Kościół w inny sposób niż na co dzień. To nie jest standardowe wydarzenie. Ludzie z różnych środowisk i parafii tworzą wielką wspólnotę. Dzięki nowym znajomościom pogłębiamy wiarę - opowiada Helena. Tegoroczna droga pokazała jej jeszcze coś. Że czasem człowiek wyrusza w pielgrzymkę z jedną intencją, a wraca z zupełnie nowym rozdziałem życia.
Zaręczyny miały być ich chwilą. Nie planowali, że zainteresują się nimi media. - Nie spodziewaliśmy się rozgłosu. Nie planowaliśmy nawet tego - mówi Helena.
A jednak wiadomość szybko zaczęła żyć własnym życiem. Nic dziwnego. Oświadczyny podczas wejścia pielgrzymów na Jasną Górę, wśród śpiewu, modlitwy i setek osób, to sytuacja, która nie zdarza się często.
Helena ma tylko jedną prośbę do tych, którzy mogli uwiecznić ten moment.
- Jeśli ktoś z grupy nr 9, która stała za nami podczas wejścia na Jasną Górę, nagrał te zaręczyny, bardzo chętnie zobaczyłabym ten film. Można się ze mną skontaktować i podzielić nim prywatnie - prosi 22-latka.
Kilka kroków przed Jasną Górą skończyła się jedna pielgrzymka. Dla Heleny i Bartosza właśnie tam rozpoczęła się kolejna - już wspólna, na poważnie. Tym razem nie prowadzi tylko do sanktuarium. Prowadzi do małżeństwa.








