Ekspozycja "Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej" prezentowana jest w Pawilonie Czterech Kopuł - Muzeum Sztuki Współczesnej (oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu).
Więcej we wrocławskim "Gościu Niedzielnym" nr 33 na niedzielę 16 sierpnia oraz w subskrypcji:
Nawiązuje ona do wielkiej wystawy, która odbyła się w tym samym miejscu w 1926 roku. Jej kuratorzy - Heinz Braun i Erich Wiese - zgromadzili wtedy w przestrzeni wystawienniczej przy Parku Szczytnickim najważniejsze zabytki śląskiej sztuki średniowiecznej. Dla historyków sztuki i nie tylko było to (i wciąż jest) bardzo ważne wydarzenie. Wiele spośród pokazanych wtedy eksponatów po raz ostatni można było publicznie oglądać. Wkrótce potem zostały zniszczone podczas II wojny światowej lub uznane za zaginione. Co więcej, wystawie towarzyszyły badania naukowe, które mają znaczenie do dziś; bezcenny pozostaje katalog tamtej wystawy.
Już wtedy na średniowieczne eksponaty patrzono z perspektywy XX w., umieszczając je w przestrzeni modernistycznej architektury. Kuratorami byli ponadto propagatorzy sztuki współczesnej.
100 lat później Muzeum Narodowe we Wrocławiu nawiązuje do tamtego wydarzenia. Umieszcza znów skarby sztuki w kontekście sztuki współczesnej. Pokazuje je oczyma dzisiejszego człowieka, który żyje zanurzony w kulturze innej niż średniowieczna, ale który może z ciekawością zerknąć w świat sprzed kilku stuleci.
Zdjęcia:
Być może zrozumie go "po swojemu", koncentrując się na grze świateł, na pięknie organowej muzyki, bo jej dźwięki (a także specjalna kompozycja zapachowa) towarzyszą wystawie. Być może pozostanie "na zewnątrz" wobec świata wiary, wobec tajemnic historii zbawienia ukazanych w rzeźbach czy obrazach. Jakiś promyk tamtej kultury, przenikniętej chrześcijaństwem, może jednak dostrzec.
Dla człowieka wierzącego ekspozycja w Pawilonie Czterech Kopuł może stać się szczególnym doświadczeniem. Trudno pozostać obojętnym, stając przed potężnym krucyfiksem w centrum ekspozycji. Umieszczono go w poziomie, a zwiedzający stanąć może oko w oko z Chrystusem, spojrzeć w Jego twarz, zbliżyć się do rany Serca, z której płynie Krew.
Przechodząc pośród tłumu świętych - na gotyckich rzeźbach często pogodnie uśmiechniętych - poczuć się można jak w rodzinie. Atrybuty i drobne szczegóły przedstawień pozwolą przypomnieć sobie losy owych "krewniaków", rozszyfrować przesłanie, jakie niosą. Właśnie tak, jak w rodzinie, gdzie - kiedy znamy się od lat - drobny gest cioci, dziadka czy szwagra, ich ruch ręką i wyraz twarzy niosą czytelny komunikat.
Tu "krewniacy z nieba" stali się gośćmi w przestrzeni pozakościelnej. Twórcy wystawy wchodzą w pewien dialog z nimi i z ich światem, słuchając ich, ale zarazem opowiadając także im o "naszym świecie". W pawilonie obejrzeć można dzieło, które powstało specjalnie z okazji tej ekspozycji - rzeźbę współczesnej artystki Anny Bujak pt. "Sub rosa". Inspirowana jest gotycką katedrą, a powstała z elementów wyobrażających gałązki róży.
Kompozycja podejmuje swoistą rozmowę ze światem średniowiecza. W zamyśle twórczyni ma mówić między innymi o kobiecych aspiracjach dotyczących sztuki, aspiracjach, które przez wieki funkcjonowały właśnie sub rosa - w ukryciu, w tle, może w cieniu gotyckich katedr wznoszonych przez mężczyzn.
Czy tylko przez nich? Gdyby istotnie wejść w dialog ze świętymi z rzeźb i obrazów, pewnie nawiązałaby się ciekawa wymiana zdań. Można by usłyszeć o świecie ducha, gdzie w ukryciu, jak gałązki róży, wyrastają niewidzialne świątynie - miłości, piękna, świętości. O tych wszystkich osobach, które nie przypadkiem ukazywane są z budowlami w dłoniach, jak św. Jadwiga, choć pewnie fizycznie cegieł nie układała. O Sercu Boga, przebitym na krzyżu, w którym ostatecznie są wszystkie odpowiedzi.
"Różana katedra" współczesnej artystki na pewno jest inspirująca. Warto w spotkaniu ze sztuką stawiać szczere pytania. I słuchać.










