Z Namysłowa do Ligoty Książęcej prowadzi droga licząca zaledwie kilkanaście kilometrów, ale dla uczestników jest ona czymś więcej niż tylko trasą do pokonania. To coroczny znak wiary, wspólnoty i zawierzenia Maryi.
Ok. 500 osób wyruszyło 15 sierpnia z Kościoła pw. św. Franciszka z Asyżu i św. Piotra z Alkantary w Namysłowie do sanktuarium maryjnego w Ligocie Książęcej. Jak mówią jej uczestnicy, trudno wyobrazić sobie uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny bez tej wspólnej wędrówki. - Myślę, że mamy piękną tradycję. To już 27. pielgrzymka do naszego lokalnego sanktuarium maryjnego w Ligocie Książęcej - opowiada ks. Bartosz Barczyszyn, proboszcz namysłowskiej parafii i organizator wydarzenia. - Zawsze w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny idziemy z naszymi parafianami i nie tylko. Dołączają do nas pielgrzymi także z innych parafii, z dekanatu, także z Ligoty Książęcej - dodaje.
W tym roku na trasę wyszło ok. 500 osób. Podobna liczba pielgrzymów pojawia się tutaj od lat. Jedyną przerwą była pandemia. Dla proboszcza tak duża frekwencja jest przede wszystkim świadectwem wiary i potrzeby wspólnego przeżywania jej także poza murami kościoła. - Myślę, że jest wiara i jest chęć wyrażania tej wiary właśnie w pielgrzymowaniu. Jest potrzeba oddania Matce Bożej czci. Panu Bogu oczywiście na pierwszym miejscu, ale także Matce Bożej - podkreśla ks. Barczyszyn.
Pielgrzymka staje się także okazją, by w uroczystość Wniebowzięcia spojrzeć na własne życie w perspektywie celu, do którego każdy chrześcijanin zmierza. - Chcemy cieszyć się Jej wniebowzięciem i tym, że idziemy też do nieba przez całe nasze życie. A ta pielgrzymka to taki piękny dodatek do naszej wędrówki przez całe życie - dodaje kapłan.
Trasa do Ligoty Książęcej liczy ok. 16 km. Dla wielu uczestników to dystans wymagający, ale jednocześnie dostępny dla całych rodzin. Po drodze są dwa postoje, a tempo marszu jest spokojne. - Ludzie się znają, co roku chcą chodzić. Idą z nami dzieci. To taka spokojna pielgrzymka - podsumowuje proboszcz.
Jego zdaniem lokalna inicjatywa może być również dobrym przygotowaniem do udziału w większych pielgrzymkach, w tym Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej.
Wśród uczestników są osoby, dla których sierpniowa wędrówka stała się stałym punktem roku. Magda Żurawka-Hurman z Namysłowa przyznaje, że sama nie pamięta już, po raz który uczestniczy w pielgrzymce. Z pewnością jest to jednak "dwudziesty któryś" raz. Dlaczego wciąż idzie? - Po to, żeby doświadczyć dobroci ludzi, miłości i wspólnoty Kościoła. Po to, żeby poczuć trud, żeby zanieść swoje intencje do Maryi. I po to, żeby się zmęczyć - wylicza.
Czy po tylu latach pielgrzymka może się znudzić? - Nie, nigdy! Nie ma 15 sierpnia bez pielgrzymki w naszej parafii. To już jest taka tradycja. Wszystkie plany wakacyjne są dostosowane do 15 sierpnia - mówi z uśmiechem.
Podkreśla, że frekwencja jest tym bardziej znacząca, iż pielgrzymka odbywa się w środku wakacji, gdy wiele osób ma inne możliwości spędzenia wolnego dnia. - Dzisiaj jest gorąco, wiadomo, że będzie upał. Można posiedzieć nad jeziorkiem, mamy przecież wolny dzień, ale my na przykład już posiedzieliśmy nad jeziorkiem. Wczoraj wróciliśmy, żeby dzisiaj pójść na pielgrzymkę - zaznacza M. Żurawka-Hurman.
Jednym z powodów, dla których pielgrzymka od lat przyciąga całe rodziny, jest stosunkowo niewielki dystans. Ok. 16 km pozwala wziąć udział w niej zarówno młodszym, jak i starszym. - Ten dystans jest taki, że każdy sobie poradzi tak naprawdę. I mali, i starsi - zapewnia pani Magda.
Na trasie można spotkać także rodziny z małymi dziećmi. Niektórzy najmłodsi korzystają z wózków czy innych form pomocy, ale i oni stają się częścią wspólnej drogi.









