Za grubymi murami, za ciężkimi drzwiami i za wieloma wyobrażeniami, które przez lata narosły wokół życia seminaryjnego, toczy się zwyczajne, a zarazem niezwykłe życie. Są modlitwa i studia, ale także przyjaźnie, wspólna praca, rozmowy, śmiech, a czasem nawet spory.
ZOBACZ KRÓTKI FILM O SEMINARIUM.
W przeciwieństwie do wielu uczelni, seminarium nie wyznacza jednego sztywnego terminu, w którym kandydat musi zgłosić swoją chęć wstąpienia. - Nie jest tak, że trzeba zgłosić się dokładnie konkretnego dnia, a później już przepadło - wyjaśnia ks. dr Michał Mraczek, rektor MWSD we Wrocławiu. - Seminarium jest żywym organizmem. Nawet podczas wakacji zawsze ktoś tutaj jest. Tak samo zawsze obecny jest któryś z księży przełożonych - dodaje.
Dlatego pierwszy krok jest bardzo prosty. Najłatwiej po prostu napisać mail i umówić się na rozmowę. Zawsze ktoś odpowie. - Można przyjechać, spotkać się twarzą w twarz, rozwiać swoje wątpliwości, dopytać o wszystko. Jest przestrzeń do takiego spotkania - podkreśla rektor.
To właśnie rozmowa często okazuje się kluczowa. Wielu młodych ludzi nosi w sobie pytania i obawy dotyczące seminarium, a osobiste spotkanie pomaga je uporządkować. - Jeśli pojawiają się pytania o seminarium, o stereotypy czy różne wyobrażenia, to jest dobra okazja, żeby je zweryfikować. Spotkanie z jednym z księży może wiele wyjaśnić i wiele stereotypów odczarować - mówi ks. Mraczek.
Rekrutacja wiąże się oczywiście z formalnościami. Kandydaci muszą dostarczyć wymagane dokumenty, w tym świadectwo dojrzałości. Seminarium funkcjonuje również w porządku akademickim. - Alumni są studentami Papieskiego Wydziału Teologicznego, a już niedługo Akademii Katolickiej. Studia kończą się uzyskaniem tytułu magistra i wszystkimi prawami związanymi z tym tytułem. Dlatego pewne wymogi formalne muszą zostać spełnione, podobnie jak na każdej uczelni - wyjaśnia rektor.
Ostateczny termin związany z przyjęciem kandydatów przypada zwykle około połowy września. - Rok formacyjny rozpoczynamy 26 września rekolekcjami. Wcześniej startuje jeszcze etap propedeutyczny, dlatego połowa września jest graniczną datą, która pozwala przeprowadzić całą procedurę i ogłosić decyzje - wyjaśnia ks. Mraczek.
Rektor nie ma wątpliwości, jaka rada jest dziś najważniejsza dla młodych ludzi rozeznających swoje powołanie. - Nie bać się i umówić się na spotkanie. Najważniejsze okazuje się przełamanie lodów. Rozmowa z księdzem przełożonym wiele wyjaśnia i pozwala zrobić kolejny krok. Ale trzeba się na to zdobyć, trzeba przyjechać, spotkać się i porozmawiać. Potem, jak niektórzy mówią, jest z górki - uśmiecha się ks. Mraczek.
Te słowa dobrze rozumieją sami klerycy. Wielu z nich przyznaje, że droga do seminarium zaczęła się właśnie od pokonania własnych obaw. Michał Herman zakończył pierwszy rok formacji. Gdy wspomina swoje początki, mówi przede wszystkim o wspólnocie. - Doświadczam seminarium jako wspólnoty ludzi. Jesteśmy bardzo różni, mamy różne charaktery, ale przede wszystkim łączy nas Pan Jezus. Dzięki Niemu możemy tworzyć naprawdę piękne relacje.Tak samo jest w Kościele. Mimo wielu różnic, które czasami mogą nas dzielić, mimo że czasem się ze sobą nie zgadzamy, to jednak Pan Jezus nas łączy i to jest najważniejsze - przyznaje kleryk.
Przed wstąpieniem do seminarium Michał obawiał się samotności. - Rozumiem ludzi, którzy mają podobny lęk. Natomiast tutaj tego nie ma. Stanowimy wspólnotę i wiele rzeczy robimy razem. To nie pozwala ani się nudzić, ani popadać w samotność - wyjaśnia.
Jednym z najczęstszych stereotypów jest przekonanie, że życie seminaryjne polega niemal wyłącznie na modlitwie. - Oczywiście modlitwy jest sporo - przyznaje M. Herman. - Ale to jest coś, do czego człowiek dojrzewa. Nie przychodzi się tutaj jako ktoś, kto od razu wszystko potrafi. Ja sam cały czas uczę się bardziej modlitewnego stylu życia. Widzę jednak, że to jest piękne i ma sens - opowiada.
Droga do seminarium dojrzewała w nim stopniowo. Ważną rolę odegrała Piesza Pielgrzymka Wrocławska. - Właśnie tam zobaczyłem Kościół jako wspólnotę ludzi wierzących, którzy wzajemnie się wspierają. Czułem, że Pan Bóg chciałby, żebym był księdzem, i poszedłem za tym. Wielu ludzi i wielu księży pomogło mi podjąć tę decyzję. Widzieli we mnie potencjał, nawet gdy sam go jeszcze nie dostrzegałem. Umacniała mnie także wiara ludzi w moim wieku - opisuje M. Herman.
Kacper Barecki niedługo rozpocznie piąty rok formacji, dobrze pamięta moment, gdy sam zmagał się z decyzją o wstąpieniu do seminarium. Choć powołanie odczuwał już wcześniej, nie zdecydował się od razu po maturze. - Jeszcze przez rok studiowałem. Potrzebowałem dodatkowego czasu, żeby się zebrać i zdecydować. Jeśli ktoś myśli o seminarium, potrzebuje odwagi. Ja bardzo jej potrzebowałem i długo się zbierałem, żeby podjąć decyzję - opowiada.
Dlatego jego rada dla kandydatów jest bardzo konkretna. - Życzyłbym odwagi do podjęcia decyzji. Nawet jeśli pojawiają się różne wątpliwości, zawsze można spróbować. Można przyjść, zobaczyć, pobyć tutaj przez jakiś czas. Drzwi się nie zamykają. Jeżeli ktoś odkryje, że to nie jest jego droga, może zrezygnować - mówi K. Barecki.
Także on rozprawia się z jednym z popularnych wyobrażeń o seminarium. - Paradoksalnie zaskoczyło mnie to, że nie ma tutaj aż tak dużo czasu na modlitwę, jak sobie wcześniej wyobrażałem. Czasami wręcz brakuje mi czasu na dodatkową modlitwę i muszę go specjalnie szukać - uśmiecha się wrocławskim alumn.
Tomasz Nowicki zakończył trzeci rok formacji i mówi o sobie, że do seminarium trafił "na skrzydłach Ducha Świętego". - Kacper Barecki, który jest z tej samej parafii, co ja, poszedł rok wcześniej i przetarł szlaki. To bardzo mi pomogło - przyznaje.
Dodaje, że od zawsze był człowiekiem nieśmiałym, raczej zalęknionym. - To przeszkadzało mi nawet wtedy, gdy miałem zostać ministrantem. Potrzebowałem ludzi z Kościoła, którzy pomogli mi się zgłosić i zabrać głos - opisuje.
Pytany o stereotypy dotyczące seminarium, odpowiada z uśmiechem. - Nie chodzimy tutaj cały czas w albach. Nie modlimy się bez przerwy z różańcem w ręku. Nie nosimy w kieszeni wody święconej, żeby co chwilę się nią żegnać - żartuje.
Rzeczywistość wygląda znacznie bardziej zwyczajnie. - Szczególnie w czasie sesji, kiedy jest dużo emocji, klerycy potrafią się pokłócić. To bardzo ludzkie. Nie odprawiamy cały czas Mszy św. Dbamy o dom, o ogród, organizujemy różne wydarzenia, które pomagają budować relacje. Chociażby grille, które o tej porze roku są świetną okazją do wspólnego spędzania czasu - mówi T. Nowicki.
To właśnie codzienność najbardziej zaskoczyła go po przyjściu do seminarium. - Z zewnątrz budynek wydaje się bardzo sztywny. Można odnieść wrażenie, że nic się tam nie dzieje. Tymczasem w środku życie naprawdę tętni, a czasami wręcz wybucha. Dużo się dzieje. To jest niepozorne, bo budynek jest zamknięty. Ale to nasz dom. A w domu zawsze coś się dzieje i zawsze jest coś do zrobienia - tłumaczy kleryk.
Ze wszystkich wypowiedzi wyłania się jeden wspólny obraz. Seminarium nie jest miejscem dla ludzi idealnych ani przestrzenią odciętą od codzienności. To dom, w którym młodzi mężczyźni uczą się rozeznawać swoje powołanie, studiują, modlą się, pracują i żyją we wspólnocie. Dlatego zarówno rektor, jak i klerycy zgodnie zachęcają: jeśli pojawia się choćby pytanie o kapłaństwo, warto zrobić pierwszy krok. Napisać wiadomość. Umówić się na spotkanie. Przyjechać. Porozmawiać. Bo, jak mówią ci, którzy już tę drogę rozpoczęli, właśnie ten pierwszy krok bywa najtrudniejszy. A później często okazuje się, że wiele lęków i stereotypów po prostu znika.








