Wielkie dziękczynienie za jubileusz rozpoczęło się już w sobotę 5 września uwielbieniem w kościele na Piasku. Kulminacją świętowania była niedzielna Msza pod przewodnictwem abp. Kupnego. W kościele zebrały się nie tylko siostry salezjanki, ale także salezjanie współpracownicy, młodzież, dzieci - wychowankowie sióstr, które prowadzą we Wrocławiu szkołę podstawową. Przed Eucharystią s. Joanna Wojciechowska przypomniała historię salezjanek w stolicy Dolnego Śląska.
- To dzień ważny nie tylko dla rodziny salezjańskiej we Wrocławiu, ale także dla Kościoła lokalnego. Wierzymy, że z nadzieją pójdziemy w stronę przyszłości, która zaczyna się już od jutra. Nasz wzrok szczególnie jest skierowany na młodego człowieka. Staramy się poszukiwać ciągle nowych dróg dotarcia do młodych - mówiła salezjanka.
ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ:
W homilii metropolita wrocławski podkreślił, że jubileusz jest nie tylko wspomnieniem minionych lat, ale również wezwaniem do odpowiedzialności za przyszłość. - 80 lat to bardzo dużo czasu dla jednego człowieka, to nieraz całe życie. Ale dla wspólnoty zakonnej 80 lat jest jeszcze czymś więcej. To historia wielu pokoleń, modlitwy wypowiadane przez kolejne siostry, dzieci, młodych ludzi, rodziny i wychowanków. To godziny lekcji, rozmów, katechezy, troski i cichej służby - mówił abp Józef.
Jak podkreślił, 80 lat obecności Córek Maryi Wspomożycielki we Wrocławiu to nie tylko jubileusz zgromadzenia, ale przede wszystkim osiem dekad Bożej obecności pośród ludzi. - Dlatego dzisiaj chcemy przede wszystkim powiedzieć: "Bogu niech będą dzięki" - zaznaczył.
Arcybiskup dziękował za każdą siostrę, która przez te lata odpowiedziała Chrystusowi swoim "tak", za te, które już odeszły do wieczności, a także za te, które dziś tworzą wspólnotę. Wdzięcznością objął również wychowanków, nauczycieli, pracowników, dobroczyńców i przyjaciół zgromadzenia. Szczególne podziękowanie skierował do Maryi Wspomożycielki, która - jak mówił - przez 80 lat prowadziła wspólnotę salezjanek i nadal ją prowadzi.
Abp Kupny zwrócił uwagę, że jubileusz nie może być jedynie wspomnieniem. - Jest również wezwaniem do odpowiedzialności za przyszłość - podkreślił, nawiązując do słów pierwszego czytania: "Ciebie, o synu człowieczy, ustanowiłem stróżem domu Izraela".
Prorok Ezechiel otrzymał od Boga zadanie czuwania i ostrzegania. Stróż dostrzega zagrożenie i nie może milczeć, kiedy widzi niebezpieczeństwo. Jego zadaniem jest ostrzegać po to, aby ocalić. - To bardzo piękny obraz misji wychowawczej - mówił metropolita.
Wyjaśnił, że wychowanie jest właśnie czuwaniem nad młodym człowiekiem, który dopiero poszukuje swojej drogi życia. Dziecko nie widzi jeszcze wszystkiego, co dostrzega dorosły, a młody człowiek nie zawsze zna konsekwencje swoich decyzji i wyborów. - Potrzebuje kogoś, kto stanie przy nim i powie: "Uważaj, nie idź tą drogą, możesz wybrać inaczej. Masz w sobie więcej dobra, niż ci się wydaje". Potrzebuje kogoś, kto mu to powie. I właśnie dlatego wychowawca jest kimś więcej niż nauczycielem - podkreślał kaznodzieja. - Po 80 latach obecności we Wrocławiu, możemy powiedzieć, że Córki Maryi Wspomożycielki były i są takimi stróżami. Strzegą tego, co w młodym człowieku najcenniejsze, i pozwalają temu się rozwijać - zaznaczył.
Hierarcha przypomniał, że historia salezjanek we Wrocławiu wpisuje się w niezwykłą historię miasta. Po wojnie przybywali tu ludzie z różnych stron, zostawiając za sobą domy, groby bliskich i dawne wspomnienia. Musieli budować swoje życie od nowa. - W takim właśnie świecie rozpoczęła się wasza obecność. Przychodziłyście do ludzi potrzebujących zakorzenienia, bezpieczeństwa, wychowania i nadziei. I właśnie dlatego wasza misja była tak ważna - przyznał abp Kupny.
Przez kolejne dziesięciolecia siostry przekazywały następnym pokoleniom fundamentalne przesłanie: "Twoje życie jest darem. Jesteś kochany, jesteś kochana, jesteś ważny. Masz swoją godność i powołanie. Nie bój się przyszłości". - Właśnie to jest Ewangelia. Dawanie tej nadziei, głoszenie jej - zaznaczył arcybiskup.
Nawiązując do słów św. Pawła z Listu do Rzymian: "Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością", abp Kupny stwierdził, że można je uznać za cały program życia salezjańskiego. - Wychowanie bez miłości staje się tresurą, a nauczanie bez miłości staje się wyłącznie przekazywaniem informacji. Miłość jest tutaj najistotniejsza - podkreślił metropolita wrocławski.
Zaznaczył jednak, że miłość, która naprawdę wychowuje, musi również stawiać wymagania. Przypomniał, że św. Jan Bosko doskonale rozumiał tę prawdę. Jego system wychowawczy nie opierał się przede wszystkim na strachu, ale na obecności, bliskości, dobroci i religii. - Właśnie dlatego dzieło ks. Bosko przetrwało. Nie chodziło w nim tylko o stworzenie systemu wychowawczego, ale o spotkanie człowieka z człowiekiem, młodego człowieka z drugim człowiekiem w obecności Boga - nauczał.
Powracając do Pawłowego wezwania, metropolita zwrócił się bezpośrednio do salezjanek. - Niech największym długiem waszego życia będzie miłość. Niech młody człowiek, który spotka was, po latach, nawet jeśli niewiele będzie już pamiętał z lekcji, pamięta dobro, którego od was doświadczył - życzył.
Kolejnym ważnym wątkiem homilii była Ewangelia mówiąca o braterskim upomnieniu. Jezus naucza: "Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy". - To nie przychodzi łatwo, bo dzisiaj łatwiej jest powiedzieć o kimś niż powiedzieć do kogoś w cztery oczy. Zwłaszcza upomnieć. Łatwiej jest napisać komentarz w internecie, siedząc w pokoju i komentując wszystko, niż porozmawiać twarzą w twarz - zauważył abp Kupny. Tymczasem - jak podkreślił - Jezus zachęca do spotkania i rozmowy. - Chrześcijańska miłość nie jest pobłażliwością. Miłość mówi: "Jesteś dla mnie ważny, jesteś dla mnie ważna, dlatego nie pozwolę ci się zagubić". To jest właśnie misja wychowawcza - tłumaczył.
Prawdziwy wychowawca nie tylko chwali, ale potrafi również powiedzieć, że coś nie jest dobre. Nie chodzi jednak o zranienie młodego człowieka, lecz o jego ocalenie i wskazanie mu drogi prowadzącej do dobra. - Wychowanie wymaga odwagi. Trzeba czasem powiedzieć prawdę, nieraz bolesną, ale trzeba również wiedzieć, jak ją powiedzieć. Nie tak, aby zranić ucznia, ale tak, żeby go podnieść - zaznaczył kaznodzieja.
Arcybiskup nawiązał także do końcowych słów Ewangelii: "Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich". Wskazał, że jest to również tajemnica prawdziwej wspólnoty. - Nie wystarczy pracować w jednej szkole czy należeć do jednego zgromadzenia. Wspólnota rodzi się wtedy, kiedy ludzie są zebrani w imię Chrystusa. Dlatego największym skarbem waszego zgromadzenia są siostry zjednoczone wokół Chrystusa - przypomniał abp Kupny.
Zachęcił jednocześnie, by jubileusz stał się okazją do postawienia sobie pytania o miejsce Jezusa w codziennym życiu. - Mamy tyle obowiązków, tyle zajęć, jesteśmy tak rozbiegani. Tyle informacji nas atakuje, tyle biurokracji, tyle tego wszystkiego. Czy mam jeszcze czas na Chrystusa? Czy Chrystus naprawdę jest w centrum mojego życia? - pytał.
W dalszej części homilii metropolita przypomniał, że nie można mówić o Córkach Maryi Wspomożycielki bez Maryi. Przypomniał scenę wesela w Kanie Galilejskiej, kiedy Maryja mówi: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Jak zauważył, Matka Boża nie zatrzymuje człowieka na sobie, ale zawsze wskazuje na swojego Syna. - Ona prowadzi do Jezusa. I właśnie tego potrzebuje dzisiaj młody człowiek. Potrzebuje kogoś, kto pokaże mu Chrystusa - mówił.
Abp Kupny zwrócił się również bezpośrednio do obecnych na uroczystości dzieci i młodzieży. - Dzisiejsza uroczystość jest także waszym świętem. Kościół wierzy w młodych. Wierzy, że macie w sobie ogromny potencjał dobra, że jesteście darem i nadzieją - podkreślił. - Jesteście nadzieją Kościoła wrocławskiego, naszej ojczyzny i całego Kościoła. Ale potrzebujecie przewodników. Potrzebujecie wychowawców i nauczycieli, którzy będą was kochać. A siostry salezjanki właśnie takie są. One was kochają - mówił.
Jubileusz 80-lecia obecności zgromadzenia stał się również okazją do spojrzenia w przyszłość i pytania o to, do czego Chrystus posyła dziś swoje uczennice. - Świat zmienia się w szybkim tempie. Ale jedno się nie zmienia: serce wychowanka nadal potrzebuje miłości. Potrzebuje doświadczenia wspólnoty - zauważył arcybiskup.
Przypomniał, że dziś łatwiej tworzyć wspólnoty w mediach społecznościowych niż budować prawdziwe relacje w klasie, szkole i wśród rówieśników. - Serce wychowanka nadal potrzebuje miłości. Nadal potrzebuje Boga i kogoś, kto mu powie: "Nie jesteś sam". I dlatego wasza misja jest nadal aktualna - zaznaczył.
Na zakończenie homilii metropolita wrocławski raz jeszcze zwrócił się do salezjanek. - Kościół potrzebuje was jako stróżów młodego pokolenia, stróżów wiary młodego pokolenia, stróżów sumienia młodego pokolenia. Ale żeby być stróżem, trzeba samemu czuwać - nauczał. Podkreślił, że nie można przekazywać młodym wiary, jeśli samemu się jej nie pielęgnuje, ani mówić o Bogu bez osobistej relacji z Nim. - Przyszłość i powodzenie waszej misji nie zależą od nowych programów, ale od świętości sióstr, od ich osobistej relacji z Chrystusem - przypomniał.
Arcybiskup zachęcił również do pamięci o wszystkich siostrach, które przez osiem dekad tworzyły obecność Córek Maryi Wspomożycielki we Wrocławiu. Wdzięcznością objął Maryję Wspomożycielkę, Matkę Kościoła, za obecność Jej córek we Wrocławiu, wszystkie dzieła powstałe dzięki ich pracy, dzieci, które zostały przez nie wychowane, oraz młodych ludzi, którym wskazano drogę. - Tyle lat waszej obecności we Wrocławiu to wielki dar. Ale każdy dar jest jednocześnie zadaniem. Dzisiaj Kościół mówi wam: "Bądźcie nadal stróżami. Czuwajcie, strzeżcie młodych. Niech Wrocław będzie miejscem, w którym przez waszą obecność młody człowiek spotka Chrystusa" - zakończył abp Kupny.









