Uroczystości 10-lecia diecezjalnego sanktuarium św. Franciszka w Jutrzynie odbyły się w niedzielę 27 września. Mszy świętej przewodniczył ks. Arkadiusz Kruk, wikariusz biskupi ds. stałej formacji kapłanów, a homilię wygłosił o. Alard Maliszewski OFM, prowincjał wrocławskiej prowincji franciszkanów.
Jubileusz zbiegł się z wyjątkowym czasem dla całej rodziny franciszkańskiej. W 2026 roku przypada bowiem 800. rocznica śmierci św. Franciszka. Jak zauważył franciszkański prowincjał, mimo upływu ośmiu wieków św. Franciszek pozostaje postacią niezwykle aktualną.
– Jak to się dzieje, że Franciszk po 800 latach od śmierci, jest wspominany? I to nie tylko ze względów historycznych, ale ciągle pozostaje dla wielu bardzo aktualny? – pytał podczas homilii.
O. Alard zwrócił uwagę, że ustanowienie sanktuarium w Jutrzynie nie było podyktowane jedynie chęcią upamiętnienia postaci św. Franciszka czy pozyskania środków na remonty i inwestycje. U podstaw tej decyzji stało pragnienie, by franciszkańska duchowość mogła tutaj realnie dotykać życia ludzi.
– Inspiracją była chęć, aby z życia św. Franciszka, z tego, co po nim zostało, zaczerpnąć jak najwięcej. Żeby nie tylko wasza parafia mogła pobierać z tego swoją duchowość, ale żeby także inni ludzie mogli tutaj przybyć i znaleźć coś, co będzie dla ich życia aktualnym – mówił.
Do tej myśli nawiązał również proboszcz Jutrzyny ks. Andrzej Jackiewicz. Podkreślił, że ważną częścią historii sanktuarium jest przyjaźń i współpraca z franciszkanami z wrocławskiej prowincji św. Jadwigi.
– Wielkim darem dla mnie i moich parafian jest prawdziwa przyjaźń z franciszkanami prowincji św. Jadwigi. Będąc na rekolekcjach, przypomniano mi tę dewizę, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Znalazłem pośród braci przyjaciół, którzy nie zostawili mnie samego – mówił proboszcz.
Dziękował franciszkanom za ich obecność, życzliwość i pomoc w rozwijaniu i promowaniu sanktuarium.
W homilii o. Maliszewski przywołał także wydarzenie związane z 800. rocznicą śmierci św. Franciszka. W Asyżu publicznie wystawione zostały jego relikwie. Dla jednych mogło to być wydarzenie niezwykłe, dla innych – budzące pytania o sens oglądania szczątków człowieka, który żył osiem wieków temu.
– Po co wyciągać z sarkofagu, pokazywać ludziom to, co zostało po 800 latach z człowieka? – przywołał pytanie, które usłyszał.
Jednocześnie opowiedział o swoim znajomym, który wraz z rodziną zdecydował się pojechać do Włoch właśnie po to, by zobaczyć relikwie św. Franciszka.
– Powiedział: „To dla mnie naturalne, bo jestem ze św. Franciszkiem tak długo związany. Chcę być po prostu bliżej tego człowieka” – relacjonował.
W tym właśnie, zdaniem franciszkanina, kryje się sens kultu świętych. Nie chodzi o niezwykłość samego przedmiotu, ale o człowieka, którego życie prowadzi do Chrystusa.
– To nie jest ideologia. To nie jest projekt napisany na czyjeś zamówienie. To jest po prostu człowiek, który tak żył – podkreślił prowincjał.
Prowadząc słuchaczy przez historię życia Biedaczyny z Asyżu, o. Alard zatrzymał się przy niedzielnej Ewangelii o dwóch synach. Jeden mówi ojcu „tak”, ale nie wykonuje jego polecenia. Drugi początkowo odmawia, jednak później zmienia decyzję i podejmuje współpracę z ojcem.
W tej przypowieści kaznodzieja dostrzegł także historię św. Franciszka. Franciszek był początkowo zwyczajnym ochrzczonym człowiekiem, który nie angażował się jeszcze w szczególny sposób w życie wiary. W pewnym momencie jednak zaczął odkrywać Bożą wolę i postanowił za nią pójść.
– Ale dla Franciszka to nie był jednorazowy wybór. To nie było tak, że po nawróceniu wszystko było pięknie, jak w bajce, i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Nie. To był dopiero początek – zaznaczył o. Maliszewski.
Przez kolejne lata Franciszek nieustannie zadawał sobie pytanie, czy droga, którą idzie, rzeczywiście jest drogą wskazaną przez Boga. Jednym z najważniejszych sposobów rozeznawania Bożej woli było dla niego posłuszeństwo Kościołowi.
W 1209 roku Franciszek wraz z pierwszymi braćmi udał się do papieża, prosząc o zatwierdzenie sposobu życia, który obrali. Otrzymali zgodę. Wkrótce niewielka wspólnota zaczęła bardzo szybko się rozwijać.
Po ludzku można było mówić o ogromnym sukcesie. Z grupy kilkunastu osób powstała wielka wspólnota. Jednak Franciszek nadal pytał: czy to rzeczywiście jest Boża wola?
– To, że widzę efekty, że tysiące ludzi idą za mną, to jest jedna rzecz. Ale pytanie brzmi: „Panie Boże, czy naprawdę tego chcesz?” – wyjaśniał kaznodzieja.
Najtrudniejszy etap życia św. Franciszka przypadł na czas choroby, cierpienia i wewnętrznych zmagań. O. Alard przypomniał jego pobyt na górze Alwernia w 1224 roku, gdzie Franciszek modlił się i szukał odpowiedzi. Tam otrzymał stygmaty.
– My mówimy o stygmatach, o zewnętrznych znakach ran Chrystusa na rękach, nogach i boku. Ale dla niego to było przede wszystkim potwierdzenie miłości – mówił prowincjał.
Franciszek odkrył, że droga, którą idzie, nie będzie drogą łatwą. Jest jednak drogą właściwą.
– Otrzymuje od Pana Jezusa odpowiedź: jesteś po dobrej drodze. Idziesz dobrą drogą – bolesną, trudną, ale właściwą – tłumaczył.
Dopiero wtedy, jak podkreślił kaznodzieja, Franciszek zaczął inaczej patrzeć na własne cierpienie. Człowiek fizycznie wyniszczony chorobą, znajdujący się blisko śmierci, doświadczał jednocześnie pokoju serca. To właśnie w tym czasie powstała „Pieśń słoneczna” – pełna zachwytu nad Bogiem obecnym w całym stworzeniu.
– Dopiero kiedy zrozumiał, co Bóg chce mu powiedzieć, kiedy przyjął cierpienie i zrozumiał, że ono ma swoją wartość w jego życiu, zaczął wyśpiewywać tę piękną pochwalną pieśń – mówił o. Maliszewski.
Osiemset lat po śmierci św. Franciszka jego przykład pozostaje więc nie tylko wspomnieniem z odległej historii. Jest zaproszeniem do osobistego pytania o relację z Bogiem, o posłuszeństwo, cierpienie, rozeznawanie i gotowość do przyjęcia Jego woli.
W tym kontekście również jubileusz sanktuarium w Jutrzynie ma być czymś więcej niż kolejną rocznicą. – Chcielibyśmy podziękować za tę rocznicę dziesięciu lat tego sanktuarium – mówił franciszkanin. – Starajmy się, żeby to nie był dekret na papierze, ale żeby to było coś żywego w naszym sercu.
Bo sanktuarium ma być miejscem, w którym człowiek nie tylko dowie się czegoś o św. Franciszku, ale będzie mógł spotkać Boga, którego Franciszek szukał przez całe życie.
Podczas uroczystości osoby szczególnie zaangażowane w życie naszej parafii zostały uhonorowane Medalem św. Jadwigi, ustanowionym przez abp. Józefa Kupnego, Metropolitę Wrocławskiego.








