Śmierć za życie

Maciej Rajfur

|

Gość Wrocławski 10/2016

publikacja 03.03.2016 00:15

– Mając kaplicę z tak wspaniałym patronem, zapragnęliśmy pokazać jego historię – mówi Cezary Dec, jeden z wołowskich więźniów.

 Aktorzy nie tylko dobrze poznali losy kapłana, ale także przesłanie, jakie niosą jego życie i ochotnicza śmierć za ojca rodziny Aktorzy nie tylko dobrze poznali losy kapłana, ale także przesłanie, jakie niosą jego życie i ochotnicza śmierć za ojca rodziny
Maciej Rajfur /Foto Gość

Wmiejscu nazywanym przez osadzonych azylem, czyli kaplicy więziennej, wystawiono spektakl. Kilku mężczyzn za kratami postanowiło przedstawić życie i śmierć św. Maksymiliana Kolbego. – Wielu na wolności myśli, że jesteśmy na dnie. To prawda. Przez chwilę byliśmy, ale z dna można się bardzo szybko odbić, i na tym nam zależy. Oprócz pracy chcemy spożytkować czas, którym tu dysponujemy i rozwijać się – mówi jeden z więziennych aktorów Jarosław Juszczak.

Autor scenariusza Cezary Dec podkreśla, że w czasie przygotowań do premiery on i jego koledzy zauważali coraz więcej podobieństw i analogii, które łączą ich z postacią bohaterskiego franciszkanina. – Obóz koncentracyjny jako więzienie. Dalej, ta historia opiera się na śmierci, a tutaj są wśród nas ludzie... na przykład ja... którzy popełnili grzech zabójstwa. Nie chcę się, broń Boże, porównywać ze św. Maksymilianem, ale nasze wyjście na scenę jest jakąś formą odwagi. Bohater tej sztuki także się nią odznaczył. Oczywiście o wiele większą od naszej – wymienia Cezary. W trakcie przygotowań w każdym z aktorów budziło się wiele refleksji. – Z bloku śmierci uczynił świątynię! Faszyści byli przerażeni, że tam się ludzie modlą, śpiewają, wychwalając Boga – opowiadał Janusz Kulmatycki, który zagrał polskiego zakonnika. Z pomocą wychowawczyni po kilku miesiącach udało się stworzyć spektakl logiczny, a zarazem wzruszający. Każdy dołożył swoją cegiełkę, wcześniej poznając losy świętego franciszkanina. – Padły między nami słowa, że duch Maksymiliana Kolbego gdzieś tu krążył i nas wspierał – dodaje C. Dec. Pozytywnie do zapału teatralnej grupy więźniów podchodzi kapelan więzienia ks. Stanisław Małysa, który już ma kolejny pomysł na sztukę. – Nasza kaplica wyzwala miłosierdzie, które jest szczególnym darem w Roku Miłosierdzia. Wierzę, że wymyślicie coś kreatywnego – zwrócił się do osadzonych kapłan.