Kapliczka w każdym podwórku

Maciej Rajfur

|

Gość Wrocławski 32/2018

publikacja 09.08.2018 00:00

Podczas obchodów 74. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego jego uczestnik wspominał 63 dni heroicznej batalii.

▲	– Zryw był zmaganiem o wolną, niepodległą, suwerenną i demokratyczną Polskę – przypominali kombatanci przy pomniku rotmistrza Pileckiego. ▲ – Zryw był zmaganiem o wolną, niepodległą, suwerenną i demokratyczną Polskę – przypominali kombatanci przy pomniku rotmistrza Pileckiego.
zdjęcia Maciej Rajfur /Foto Gość

Uroczysty apel pamięci rozpoczął się przy wrocławskim pomniku rotmistrza Pileckiego chwilę przed godziną 17. Gdy nadeszła godzina W, wszyscy zebrani w milczeniu i przy dźwięku syren oddali hołd powstańcom warszawskim. Najbardziej wzruszającym momentem uroczystości było jednak wystąpienie Stanisława Wołczaskiego ps. Kazimierz.

Walczyli też cywile

Choć Wrocław po stolicy i amerykańskim Chicago był największym skupiskiem powstańców warszawskich po II wojnie światowej, teraz już na palcach można policzyć obecnych na obchodach bohaterów tamtych dni. W tym roku było ich trzech: Bogdan Lipnicki ps. Konrad, Włodzimierz Ruśkiewicz ps. Ryś i Stanisław Wołczaski ps. Kazimierz. – Upamiętniamy dziś heroiczny bój ochotników Polskiego Państwa Podziemnego i, co trzeba podkreślić, także ludności stolicy. Do walki stanęło 37 tys. powstańców i milionowe miasto! Dlatego powstanie, które było obliczone na 3 dni, trwało ponad 2 miesiące – opowiadał S. Wołczaski. Członek Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zaznaczył, że to właśnie mieszkańcy gasili pożary, ewakuowali ludzi z walących się domów, budowali barykady, odgruzowywali zasypanych, opiekowali się sierotami i osobami starszymi, chowali poległych. – A trupów było średnio 2300 dziennie wśród ludności cywilnej – poinformował powstaniec. Przypomniał, że w ciągu powstania zginęło ok. 180 tys. cywilów, z tego 40 tys. od 3 do 5 sierpnia na Woli i Ochocie. – Niemcy wyprowadzali starszych, dzieci, mężczyzn, kobiety i rozstrzeliwali ich. Następnie ciała polewali benzyną i palili. Żeby stanąć do walki z niemieckim najeźdźcą, trzeba było przeżyć 5 lat okupacji: łapanki, rozstrzeliwania na ulicach, wywózki, głodowe racje żywnościowe, limitowane światło – tłumaczył S. Wołczaski. Ale, jak stwierdził, w tym piekle tliło się niewielkie, choć wyraźne światełko. – Nie było podwórka w okupowanej Warszawie, gdzie nie stałaby kapliczka. Dozorca zamykał o godzinie policyjnej bramę i schodzili się mieszkańcy. Modlili się w dwóch intencjach: o przeżycie i o szybki koniec wojny – opowiadał Stanisław Wołczaski. Włodzimierz Ruśkiewicz czasem wraca myślami do tamtych chwil. – Mieszkałem przy ul. Złotej, dokładnie tam, gdzie stoi budynek Pałacu Kultury i Nauki. Walczyłem w ramach Szarych Szeregów, harcerzy – mówił 88-latek, który mimo podeszłego wieku żyje samodzielnie. Dziś cieszy się, że doczekał chwili, kiedy o powstaniu mówi się dużo – chociaż, jak zaznaczył, nie czuje się bohaterem.

Sztafeta pokoleń

Tradycją we Wrocławiu jest nie tylko apel pamięci 1 sierpnia, ale także modlitwa za wszystkich poległych i żyjących powstańców warszawskich. Podczas uroczystej Mszy św. w bazylice garnizonowej ks. płk Henryk Szareyko zaznaczył, że czcimy największy, najbardziej bojowy i bohaterski zryw powstańczy podczas II wojny światowej. – To pokolenie Kolumbów pozostało wierne spuściźnie swoich ojców i dziadów, którzy skutkiem Wielkiej Wojny w 1918 roku szablą, karabinem oraz mądrą myślą polityczną wywalczyli niepodległość dla naszej ojczyzny – mówił ks. płk Szareyko. Podkreślił, że dzisiaj jesteśmy zobowiązani, jako następne pokolenie, do składania nieustannego hołdu pamięci tym, którzy polegli na polu chwały. Dlatego też pamięć o powstaniu warszawskim słusznie ma wymiar ogólnopolski. Kapłan wspomniał także o 150 kapelanach, z których blisko 40 oddało życie w powstańczym boju. – Wchłaniamy różne wspomnienia, być może sięgniemy po publikacje, książki o epopei powstańczej, ale nie zapominajmy o modlitwie. Składamy hołd pamięci i wdzięczności za daninę krwi, heroizm i bohaterstwo – stwierdził ks. płk Szareyko.