Przyjaciele na Górze

Agata Combik

|

Gość Wrocławski 7/2019

dodane 14.02.2019 00:00

Grają na gitarach i robią czapki, poznają Pismo Święte i liturgię, brykają na śniegu i śpiewają psalmy, robią sobie ukradkiem prezenty i balują u Babci Jezusa. Rekolekcje? Zimowisko? Wyjazd Kompanii Jonatana to coś więcej.

▼	Zimowe atrakcje. ▼ Zimowe atrakcje.
archiwum organizatorów

Przede wszystkim – doświadczenie wspólnoty. Ponad 120 osób, począwszy od uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej (nie licząc 5-miesięcznego malucha, który po swojemu uczestniczy w zajęciach) po licealistów, kapłan i grupa dorosłych opiekunów, w tym wielu rodziców – wszyscy razem w czasie ferii spędzają czas na Górze św. Anny. – Nie chodzi nam o wychowywanie dzieci przez robienie jakichś akcji, ale przez proste „bycie razem”, wspólną wędrówkę przez życie, towarzyszenie – mówi Artur Skowron odpowiedzialny za Kompanię Jonatana działającą w parafii NMP Bolesnej we Wrocławiu-Strachocinie.

Struny, włóczka, Biblia

W Domu Pielgrzyma u stóp sanktuarium św. Anny tętni życie. Uczestnicy podzieleni są na grupy wiekowe. W holu spotkać można gromadkę dziewczynek zgłębiających pod okiem prowadzącej warsztaty tajniki loom knitting – robienia kolorowych czapek z włóczki na specjalnych obręczach dziewiarskich. W jednej z sal grupa młodych właśnie „moczy nogi” w Jeziorze Galilejskim. – Wiaterek chłodzi ci twarz, słyszysz śpiew skowronka – mówi… A. Skowron. Po chwili młodzi słyszą głos Filipa przekonującego Natanaela, że właśnie znaleźli Mesjasza. Odnajdują siebie w tej scenie. Wchodzą w głąb Ewangelii. W innej sali ks. Wojciech Jaśkiewicz z Biblią w ręku stoi pośród młodych. Tłumaczy tajemnicę liturgii, w której uobecnia się wszystko, co zapisane jest w Piśmie Świętym. Natalka i Weronika cieszą się z modlitwy uwielbienia i ze… śniegu.

Andrzej, Jasiu i Paweł wspominają o rozmowach, które utkwiły im w pamięci (choćby dotyczących historii Izraela i Biblii, różnic między duchowością chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu). Tymczasem z auli dobiegają dźwięki różnych instrumentów. Kilkanaście osób uczestniczyło w warsztatach z muzykiem Jakubem Tomalakiem, a teraz sami ćwiczą w swoim gronie i prowadzą śpiew dla wszystkich. – Pracę w panem Kubą zaczęliśmy w Kompanii Jonatana już kilka miesięcy temu. Spotykamy się z nim zwykle na warsztatach dwa razy w miesiącu, w soboty, poza tym sami gramy co tydzień. Tu, na Górze św. Anny, mogliśmy więcej czasu poświęcić na doskonalenie umiejętności – tłumaczą Patryk i Weronika.

– Wykonujemy generalnie muzykę uwielbienia. I taką „dającą powera”, i taką prowadzącą do wyciszenia. Graliśmy już na przykład na Dniu Jedności Odnowy w Duchu Świętym we Wrocławiu, na spotkaniu z Marią Vadią czy też podczas modlitwy o uzdrowienie w kościele Świętej Rodziny. Nasza muzyka i śpiew to prawdziwa modlitwa. Zajęcia z profesjonalnym nauczycielem, wykładowcą Akademii Muzycznej w Kaliszu, przynoszą efekty. – Codziennie rano śpiewamy wspólnie jutrznię – dzieci nie mają z tym problemu. Uczymy się także śpiewu chorałowego części stałych Mszy św. Młodzi prowadzą modlitwy uwielbienia – tłumaczy ks. Wojciech. – Dziś na przykład w czasie modlitwy śpiew prowadzili dziewczyna z I klasy liceum i chłopiec z III klasy gimnazjum.

Słowem i gestem

– Jest ciekawie. Niedawno w grupach wymyślaliśmy swoje własne państwa. Trzeba było stworzyć nazwę, hymn, język, flagę, godło, taniec – który potem prezentowaliśmy – mówią Norbert, Adrian, Zosia. – Mieliśmy bal karnawałowy, na którym działało koło fortuny. Na kogo wypadało, na tego czekały różne wyzwania. – Podobają mi się zajęcia z porozumiewania się w grupie – mówi Piotrek. Chłopcy wspominają o różnych zadaniach, dotyczących choćby mowy ciała.

– Jedna osoba pokazuje coś bez słów innej; ta przekazuje to gestami kolejnej, a ta ostatnia ma zgadnąć, o co chodzi. Zwracamy uwagę także na gesty, które mogą być uznane za obraźliwe (jak pokazywanie palcem), na mowę twarzy. Losowaliśmy imiona konkretnych osób, wobec których trzeba było w sekrecie zrobić jakiś dobry uczynek, na przykład podarować drobny prezent, choćby coca-colę. Jeśli ta osoba odgadnie, kim jest ofiarodawca, wygrywa pizzę. Tomasz Kołodziej prowadzi między innymi warsztaty z komunikacji interpersonalnej, dialogu; są też zajęcia dotyczące budowania zespołu, integracji w grupie. Franciszek, na co dzień nauczyciel akademicki, i Anna – katechetka z Miłoszyc zajmują się młodszą grupą dzieci. Pierwszy przyjechał z wlasnym malutkim dzieckiem, Anna – ze swoimi uczniami. Korzystają m.in. z materiałów „Laboratorium wiary” – filmów poświęconych różnym tematom.

– Dotyczą one na przykład modlitwy, Pisma Świętego, spowiedzi, Eucharystii – tłumaczą opiekunowie. – Mówimy o „Tarczy modlitwy” (robiliśmy wtedy tarcze), „Mieczu Słowa Bożego”. Dzieci przygotowują prace plastyczne, uczą się odkrywać w sobie pozytywne cechy (pisały pionowo swoje imię i do każdej literki dopisywały jedną taką cechę). Wczoraj czekało ich zadanie, by niewerbalnie wyrazić wobec kogoś aprobatę czy pocieszenie. Miały też, stając przy mikrofonie, dokończyć zdanie „Msza św. jest dla mnie ważna, bo…”. Dzieci pochodzą z różnych rodzin, czasem są uformowane religijnie, czasem nie. Podczas pracy w grupach wszystkie potrafią się jednak odnaleźć; przełamują opory przed wypowiadaniem się. Liczy się także, a może przede wszystkim, czas „niezagospodarowany” – chwile rodzenia się przyjaźni, rozmów, spacerów – choćby do pobliskiego sklepu.

Mamo, tato, do roboty

– Wśród opiekunów jest dużo rodziców, w tym nauczyciele różnych przedmiotów, katecheci. Zajmują się oczywiście nie tylko swoimi synami i córkami, ale wszystkimi. To ważne. Rodzice wysyłają dzieci na taki wyjazd, ale i sami angażują się w ich religijne wychowanie – podkreśla ks. Wojciech. – Tu działa zasada „Chcesz mieć zewangelizowane dziecko, weź się do roboty” – mówi Sandra Krajewska ze wspólnoty „Źródło łaski”. Przyjechała z trojgiem swoich potomków. – Ja od jakiegoś czasu miałam swoją wspólnotę, wzrastałam w niej. Cztery lata modliłam się o takie miejsce dla moich dzieci. Uważam, że Kompania Jonatana jest wielkim darem dla nich.

Ale i wezwaniem dla mnie. Nie można podchodzić do sprawy na zasadzie: posyłam gdzieś dzieci i mam problem z głowy. Muszę dać coś z siebie. Artur i Aleksandra, koordynatorzy wyjazdu na Górę św. Anny, są przez uczestników traktowani jak duchowi rodzice, nie tylko organizatorzy czy liderzy. Tu wszystkie dzieci „nasze są”. – Te młodsze i nastoletnie różnią się od siebie, ale na przykład na balu karnawałowym świetnie bawią się razem. Nie krępuje też nikogo obecność rodziców. Panuje naprawdę rodzinna atmosfera – mówi ks. Wojciech. – Nie ma tu jakiejś sztucznej bariery między ludźmi w różnym wieku. Podczas rekolekcji wspólnoty dzieci mogą w naturalny sposób czerpać wzór ze starszych – przez bycie razem, rozmowy, udział w różnych wydarzeniach, przyjmowanie pewnych zachowań za swoje. Martyna, żartobliwie nazwana przez kolegów „matką założycielką”, wspomina o rozwoju Kompanii Jonatana.

– Najpierw była nas garstka; wyjeżdżaliśmy na weekendy – krótkie wyjazdy z małą liczba osób. Teraz przyjaciół z Kompanii ciągle przybywa. – Parafia ma być dla młodych gościnnym domem, miejscem, gdzie czują się dobrze, gdzie są u siebie. Tak mówi dokument końcowy synodu poświęconego młodzieży. My to staramy się realizować od pięciu lat – mówią ks. Wojciech i Artur – odpowiedzialny zresztą za ogólnopolski projekt ewangelizacyjny „Młodzi–Młodym”, powołany przez Krajowy Zespół Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym. Kompania Jonatana działa przy ul. Tatarakowej we Wrocławiu przez cały rok. Piątkowe spotkania są otwarte dla wszystkich.•