Nie bój się spojrzeć w tył, by przypomnieć sobie pierwotne pragnienia

Maciej Rajfur Maciej Rajfur

dodane 20.07.2019 20:12

- Kiedy chcemy zainaugurować w swoim życiu odnowę, nie powinniśmy patrzeć w przyszłość, ale warto zadać sobie pytanie: jakie były moje pierwotne pragnienia, które stały u moich początków? - zachęcał o. Tomasz Gałuszka OP podczas uroczystości ku czci bł. Czesława.

Nie bój się spojrzeć w tył, by przypomnieć sobie pierwotne pragnienia O. Tomasz Gałuszka w kościele św. Wojciecha we Wrocławiu. Maciej Rajfur /Foto Gość

Dominikanie uroczyście obchodzili wspomnienie bł. Czesława Odrowąża. Mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska zgromadzili się w dominikańskim kościele św. Wojciecha, by modlić się za jego wstawiennictwem. Grób błogosławionego znajduje się właśnie w świątyni na placu Dominikańskim.

- Pan Jezus, kiedy uczniowie mieli rozpocząć swoją misję głoszenia, zachęcał ich, by spojrzeli do tyłu, cofnęli się, poczytali proroków, przypomnieli sobie dokładnie Jego słowa i gesty, by wrócili do historii, do przeszłości. To dość nietypowe. Ta misja rozpoczyna się bowiem od powrotu - mówił w homilii o. Tomasz Gałuszka OP.

Podkreślił, że Jezus zachęca przed nowym etapem, nową misją, by się obejrzeć i przeanalizować przeszłość, spojrzeć na nią innym wzrokiem, cofnąć się, by się rozpędzić.

- To cecha charakterystyczna każdego apostoła. Prawdziwe głoszenie, prawdziwa reforma i nowe życie rozpoczynają się od tego, że człowiek w całkowicie nowy sposób patrzy na swoją przeszłość - nauczał kaznodzieja.

Prawdziwe nawrócenie polega na tym, że człowiek głosi Chrystusa, który zmartwychwstał najpierw w przeszłości. On tam też zwyciężył.

- Każdy dominikanin w średniowieczu, również bł. Czesław, oraz współcześni mu ojcowie, którzy rozpoczynali swoją przygodę z zakonem, pewnego dnia spojrzeli w przeszłość i zapragnęli czegoś konkretnie nowego - stwierdził o. Gałuszka.

Błogosławiony Czesław, co charakterystyczne dla pierwszego pokolenia dominikanów, był księdzem, kanonikiem z Krakowa, przygotowanym do kariery kościelnej. Miał prowadzić normalne, porządne życie kapłańskie.

- Jednak w XIII wieku pojawia się coś zupełnie nowego i niemieszczącego się w prawie kościelnym, które nie przewidywało istnienia takich zakonników. Z jednej strony żyją jak mnisi z przełożonym, wspólnotą stołu, z ubóstwem, a równocześnie są jak księża, czyli głoszą, nauczają, nawracają i prowadzą pracę duszpasterską - tłumaczył o. Tomasz.

Przypomniał, że św. Dominik sam był wcześniej księdzem, podobnie jak bł. Czesław. W końcu otworzyli oni Ewangelię i zobaczyli, że u Pana Jezusa jest trochę z mnicha i z księdza diecezjalnego, ale tak naprawdę Jezus żył we wspólnocie z Apostołami. Głosili razem dobrą nowinę, żyli w ubóstwie.

I dlatego w XIII wieku powstał zakon dominikański, by być jak najbliżej stylu życia Pana Jezusa. Po spotkaniu Dominika w Rzymie nastąpił u Czesława powrót do wielkiego pierwotnego pragnienia. Rozpoczął wtedy kompletnie nowe życie.

- Kiedy chcemy zainaugurować w swoim życiu odnowę, nie powinniśmy patrzeć w przyszłość, ale warto zadać sobie pytanie: jakie były moje pierwotne pragnienia, które stały u moich początków? Podczas ślubów kapłańskich, przysięgi małżeńskiej, wstąpienia do zakonu. To, co było na początku, jest prawdziwe. Wróćmy zatem do priorytetów, tych najgłębszych pragnień - apelował kaznodzieja.

Należy się zastanowić, co sprawiło, że podjęliśmy tę najważniejszą decyzję w życiu. To pytanie, które stoi u początku każdej reformy każdego z nas, którzy jesteśmy wiele lat po chrzcie świętym, po sakramencie małżeństwa lub po święceniach.

Odnowa w wierze również rozpoczyna się od powrotu, ale do chrztu i od uświadomienia sobie, że każdy z nas został na nowo wtedy stworzony. Każdy z nas jest Bożym dzieckiem, bez względu na to, ile mamy lat. Więcej! Każdy z nas jest także dziedzicem, ale więc może działać z mocą.

- Taki człowiek, który powraca, on ciągle pozostaje młody. W tym kontekście warto przypomnieć o. Joachima Badeniego, który zmarł w 2010 roku w opinii świętości. Umierając w wieku 99 lat, był ciągle młody. Jako wzorzec zakonny wskazywał nam nie doświadczonych i starszych ojców, lecz młodych nowicjuszy, odznaczających się entuzjazmem i gorliwością - wspominał o. Gałuszka.