Nie zatrzymuj się na dziedzińcach

Maciej Rajfur

|

Gość Wrocławski 30/2019

dodane 25.07.2019 00:00

Rekolekcje, spotkania ewangelizacyjne, wyjazdy wspólnot – to wszystko buduje, wzmacnia i pogłębia naszą wiarę. A co się z nią dzieje w tzw. międzyczasie?

◄	Ks. Maciej Dalibor, wicerektor salwatoriańskiego seminarium, mówi o budowaniu silnych fundamentów,  które przetrwają  burzę codzienności. ◄ Ks. Maciej Dalibor, wicerektor salwatoriańskiego seminarium, mówi o budowaniu silnych fundamentów, które przetrwają burzę codzienności.
Maciej Rajfur /FOTO GOŚĆ

Lato to czas na wypoczynek i relaks, ale również okazja, by ożywić swoją chrześcijańską duszę. W archidiecezji wrocławskiej nie brakuje różnego rodzaju wyjazdów formacyjnych, spotkań czy rekolekcji, które mają na celu umocnić naszą relację z Bogiem, może coś odbudować albo dopiero zbudować. Taki rodzaj odpoczynku połączonego z ewangelizacją cieszy się dużą popularnością. Warto w tym kontekście zadać pytanie: co się dzieje z naszą wiarą w tzw. międzyczasie? Czy nie obrasta kurzem? W tej przestrzeni między różnorodnymi wyjazdami rekolekcyjnymi nasza naładowana bateria czasami zaskakująco szybko się rozładowuje.

Kto wytrwa do końca…

Ksiądz Maciej Dalibor SDS w obecności prawie pół tysiąca młodych ludzi na Salwatoriańskim Forum Młodych w Dobroszycach podjął bardzo istotny i powszechny problem w polskim Kościele, a może nie tylko polskim. – Gdzie jest pokolenie waszych rodziców, które jeździło z ks. Blachnickim i kard. Wojtyłą na oazę? Pokolenie, które tak głęboko poznawało wartość sakramentów. Gdzie są teraz ci ludzie w społeczeństwie? Dlaczego ich nie widać? Dlaczego, gdy patrzymy na przestrzeni kilkudziesięciu lat, wiara nam tak szybko ucieka? – pytał wicerektor i prefekt w Wyższym Seminarium Duchownym Salwatorianów w Bagnie. Kiedy uczestniczymy w różnego rodzaju rekolekcjach i spotkaniach ewangelizacyjnych, dajemy wyraźne świadectwo miłości do Boga poprzez śpiew, taniec, postawę. Potem, gdy przychodzi czas codzienności, ten entuzjazm nagle ulatuje. A rozjeżdżamy się przecież do domów z pięknymi ideałami, pomysłami, nastawieni pozytywnie. „Będę czytał Pismo Święte”, „Będę porządnie przygotowywał się do Eucharystii”, „Będę się regularnie spowiadał i przyjmował Komunię Świętą” – bojowe myśli kotłują się w naszej głowie, by po chwili po prostu zniknąć. – Gdzie to się gubi tak szybko po powrocie do szarego życia? Święty Paweł Apostoł zachęca nas w swoich listach, pisząc: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia” – cytuje ks. Maciej Dalibor, mówiąc o wytrwałości. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, bo jak? Dlatego salwatorianin nie zatrzymuje się na cytacie. Proponuje spojrzeć na wiarę w taki sposób, który zmobilizuje nas do codziennego jej budowania, a nie odpuszczania.

Zajrzyj najgłębiej, jak się da

W Piśmie Świętym ponad 100 razy pojawia się stwierdzenie, że człowiek modli się sercem. Kontakt z Bogiem nie jest jedynie sprawą umysłu, lecz także wnętrza. Bo serce wiąże się nie tylko z uczuciami czy emocjami. – To mieszkanie, gdzie przebywam sam. Miejsce prawdy, nieuchwytne dla rozumu i dla innych ludzi. Może tam do mnie zajrzeć jedynie Pan Bóg. W sercu zapadają decyzje. Tam dochodzi do spotkania z samym sobą i z Panem Bogiem – wyjaśnia wicerektor salwatoriańskiego seminarium. Zachęca jednocześnie, by wejść w siebie, spotkać się z samym sobą. Zacząć szukać wiary w sobie, nie na zewnątrz. – Co się stanie, gdy wrócisz do parafii, w której starszy, 75-letni kapłan będzie odprawiał Mszę św.? Zagra na niej nie po twojej myśli jeszcze starszy od księdza organista, a w ławkach zobaczysz jedynie cztery starsze kobiety? Jeśli w życiu zatrzymasz się na tym, co zewnętrzne, nie zachowasz wiary. Warto zajrzeć do serca, bo tam dokonuje się zmiana. W swojej codzienności możesz też, tak jak na rekolekcjach i wyjazdach ewangelizacyjnych, doświadczać obecności Pana Boga. Przeżywać tak samo mocne jakościowo spotkanie, ale jedynie wtedy, gdy skupisz się na wnętrzu, gdy pójdziesz do głębi – opisuje ks. Dalibor. Dlatego tak ważne okazuje się postawienie sobie celu – wytrwania w wierze do końca życia. Nie do następnych świąt, rekolekcji czy spotkania wspólnoty. – Chyba zbyt łatwo przychodzi nam zostawić wiarę na boku, kiedy do głosu dochodzą inne atrakcje. Wygodnie jest pielęgnować relację z Bogiem, kiedy wszyscy wokół mnie idą sznureczkiem do kościoła o tej samej porze w ramach jakiegoś wydarzenia. – Tylko co potem, gdy wrócę do domu i zderzę się z rzeczywistością, która już nie będzie tak na wskroś chrześcijańska? A życiowa gra toczy się przecież o życie wieczne. Musimy ustawić sobie ustrzeżenie wiary jako priorytet naszego istnienia na ziemi – analizuje prefekt.

Czas wejść do środka

Wiara to nie emocje, nie głęboka teologia i nawet nie najpiękniejsza liturgia. To są tylko i aż jej części składowe. Niezwykle ważne, potrzebne, jednak same w sobie nie wyczerpują relacji z Bogiem. Ksiądz Dalibor sięga po porównanie z książki „Świątynia. Wprowadzenie do kontemplacji” autorstwa Moniki i Marcina Gajdów. Tam wiara zostaje zobrazowana formą świątyni jerozolimskiej – ogromnej i jedynej świątyni judaizmu. W jej centrum znajdowała się Arka Przymierza – znak obecności Boga. Izraelici mieli pewność, że tam mieszkał Jahwe i przebywał wśród nich. Cała budowla składała się z wielu dziedzińców. Ale do tego ostatniego z tablicami 10 przykazań wchodził tylko raz w roku jeden człowiek – arcykapłan. Od głównego wejścia do świątyni kolejne dziedzińce filtrowały ludzi, którzy mogli przejść dalej. Najbardziej zewnętrzny był dziedziniec pogan. Tam mógł zajrzeć każdy. Właśnie stamtąd Pan Jezus wyrzucał przekupniów, mówiąc, że dom Jego Ojca ma być domem modlitwy. – „I takim zewnętrznym dziedzińcem jest nasze ciało. Każdy może mnie zobaczyć w tym fizycznym wymiarze. Jednych dopuszczam bliżej, innych dalej. Ciało jest najbardziej zewnętrznym znakiem i ma pomagać w naszym kontakcie z Panem Bogiem. Daje też konkretne znaki, np. smutek będzie łzawił, a wstyd będzie się czerwienił, choć wiemy, że można się doskonale kamuflować” – przywołuje ks. Maciej tekst książki. Drugi w kolejności to dziedziniec kobiet, gdzie przebywali wszyscy, którzy wyznawali tę samą wiarę w Boga Izraela. To symbol świata emocji i uczuć, który w kontakcie z Panem Bogiem bywa niezwykle istotny. Nie można go pominąć, ale jeszcze nie oznacza bezpośredniego dojścia do miejsca najświętszego, bo pełnia wiary nie równa się emocjom. – Zauważmy, że każdy następny dziedziniec gromadzi coraz mniejszą grupę osób – podkreśla salwatorianin.

Nie zatrzymuj się

Przejdźmy dalej, teraz do świątynnego dziedzińca mężczyzn, który oznacza sferę myśli. – Czasem skupiamy się na tym, do czego doszliśmy rozumem. Nie powinienem jednak wiary sprowadzać tylko do płaszczyzny intelektualnej. Mogę być np. świetnym teologiem, ale z samą suchą wiedzą nie dojdę do Boga. Nadal czegoś brakuje – zwraca uwagę salwatorianin. W końcu wchodzimy do dziedzińca kapłańskiego, który pełni funkcję metafory moich decyzji i praktyk, poświęcania się konkretnym wartościom. Tam bowiem składano ofiary, sprawowano kult. – Mówimy o miejscu przeznaczonym na religijność, ale ono też nie wypełnia do końca naszej wiary, nie jest istotą rzeczy. W samych przepisach bowiem nie spotkasz Pana Boga, co pokazują postacie faryzeuszów – stwierdza ks. Dalibor. By wytrwać do końca, nie mogę zatrzymać się jedynie na kulcie, bo droga w świątyni jerozolimskiej prowadziła dalej. Przez dziedziniec kapłański do samego centrum – miejsca najświętszego, gdzie przebywał sam Bóg. A zatem: spotkanie z Najwyższym prowadzi przez ciało, emocje, uczucia, myśli, decyzje i praktyki religijne, ale gdzie ostatecznie? – Do serca. Jeżeli nie przejdę przez te wszystkie dziedzińce, nie spotkam się z Bogiem żywym i prawdziwym, będę się jedynie o Niego ocierał. Jego odkryjemy i spotkamy tylko na poziomie serca, bo tam dokonuje się zmiana. Tam On mieszka. W tym najbardziej intymnym ludzkim sanktuarium. Należy jednak pamiętać, że trasa wiedzie przez wszystkie dziedzińce. Nie ma innej opcji – podsumowuje salwatorianin.