Do Taizé z Krościenka, La Salette, na trasie do Santiago, samotnie i z rodziną

Agata Combik

dodane 27.07.2019 21:28

Wspomnienia z czasów, gdy do Taizé jechało się z Polski kilka dni autostopem, opowieści z pielgrzymich szlaków prowadzących przez to miejsce czy z rodzinnych wyjazdów - w Taizé jest czas na niekończące się rozmowy.

Do Taizé z Krościenka, La Salette, na trasie do Santiago, samotnie i z rodziną Pan Bogdan z Taizé jest związany od lat 80. ubiegłego wieku. Agata Combik /Foto Gość

Bogdan pochodzący z Oleśnicy:

Z Taizé jestem związany od dawna – po raz pierwszy w Europejskim Spotkaniu Młodych uczestniczyłem w 1985 r. w Kolonii. Dowiedzieliśmy się wtedy na rekolekcjach oazowych w Krościenku, że takie spotkanie jest organizowane i zapytaliśmy księdza, który przyjechał z Niemiec, czy nie zaprosiłby nas. Tak się stało. Potem uczestniczyliśmy w spotkaniach europejskich w Barcelonie, Rzymie, Paryżu. W tym czasie pojechaliśmy do samego Taizé. Jeździło się tam wtedy autostopem, najczęściej z Berlina; Polacy nie mieli pieniędzy, by inaczej podróżować. Zwykle po drodze nocowaliśmy u jakichś znajomych poznanych w Taizé. Taka podróż trwała czasem kilka dni, była pełna przygód. Pamiętam, że byłem kiedyś w Taizé ładnych parę tygodni.

Kiedy odbywało się ESM w Polsce w 1989 r., studiowałem we Wrocławiu; zostałem wraz z innymi poproszony przez braci o pomoc w przygotowaniach. Od września pracowaliśmy wraz z braćmi przy organizacji – mierząc się z różnymi problemami. To było wkrótce po stanie wojennym. Były problemy z infrastrukturą, z organizacją masowego rozdawania jedzenia (między innymi z wieczkami do puszek otwieranych ręcznie; jak wspominał brat Wojtek, wieczka takie dotarły na ostatnią chwilę w ciężarówce z Francji). Nie było łączności telefonicznej komórkowej, choć już były komputery w użyciu.

Ludzie wtedy bardzo mocno angażowali się w przygotowania. Panowała wielka radość z tego, że ESM się u nas odbędzie. Dla wielu osób z krajów zachodnich możliwość przyjazdu tutaj to była nowość. Cieszę się, że również w tym roku znowu ESM odbywa się we Wrocławiu. Łatwo tu dotrzeć i ze Wschodu, i z Zachodu, z południa Europy. W tym tygodniu wiele osób z Niemiec jest obecnych w Taizé – mam nadzieję, że przyjadą też do Wrocławia, mają blisko.

Bartosz:

Idę do Santiago de Compostela szlakiem, który prowadzi przez Taizé. Wyruszyłem 22 maja z Polski, ze Żnina – spod drzwi własnego domu. Do celu mam zamiar dotrzeć 8 września; idę średnio 35 km dziennie, ale zdarzały mi się dni, kiedy pokonywałem nawet 50 km. Do Santiago idę pierwszy raz, ale czterokrotnie pielgrzymowałem w grupie na Jasną Górę. Zwolniłem się akurat z pracy – bardzo ciekawej, ale pochłaniającej strasznie dużo czasu i wysiłku. Zanim nie podejmę kolejnej, mam czas na taką samotną wędrówkę. A Taizé przypomina mi... zorganizowane przez kapucynów spotkanie w Serpelicach nad Bugiem, przy granicy białoruskiej. To było spotkanie dla młodych z modlitwą, dzieleniem się w grupach.

Alina Żurek z Dobrzykowic:

Przyjechałam tu z mężem (który bywał wielokrotnie w Taizé już wcześniej, w czasach studenckich, przed założeniem rodziny) i czwórką dzieci. Jako rodzina jesteśmy tu już siódmy raz. Bardzo nam się podoba pobyt przygotowany przez braci i wolontariuszy dla rodzin. Przewidziany jest czas na pobycie małżonków ze sobą, a także z innymi małżonkami oraz czas na to, by być bliżej siebie w rodzinach.

Tym razem po raz pierwszy jesteśmy z małżonkami w grupie polskiej. Poprzednio byliśmy z osobami z innych krajów, mając możliwość rozmowy o tym, z jakimi wyzwaniami mierzą się rodziny za granicą, jak rozwiązują różne problemy.

Przed południem, podczas spotkań małżeńskich, dziećmi opiekują się wolontariusze. Organizują im zabawy w międzynarodowym towarzystwie; w razie potrzeby dziecko ma zapewnionego tłumacza. Wielkim zainteresowaniem najmłodszych cieszą się popołudniowe przedstawienia teatralne związane z tematem tygodnia – w tym wypadku z wyjściem narodu izraelskiego do Ziemi Obiecanej, historią Mojżesza.

Nasze starsze dzieci przebywają w Taizé z młodzieżą; zostały oddelegowane do opieki nad dziećmi – w tych grupach wiekowych, w których nie ma ich rodzeństwa.

kl. Mariusz, saletyn:

Chcę przeżyć pobyt w Taizé jako czas modlitwy, rodzaj duchowego wyzwania; jestem tu ze swoimi znajomymi, z młodzieżą – i to też jest ważne, żeby pobyć wśród przyjaciół. Byłem już raz na krótko w Taizé, kiedy podczas postulatu przebywałem we Francji w La Salette – miejscu mającym dla saletynów kluczowe znaczenie. Ta droga dla mnie zaczęła się od kontaktu z Duszpasterstwem Akademickim „Wawrzyny”. Uczestniczyłem w seminarium odnowy wiary, przeżywałem swoje pierwsze świadome nawrócenie. W którymś momencie zdecydowałem się na wyjazd na ewangelizację nadmorską do Koszalina. Poczułem, że – choć nie wiem, dlaczego – muszę tam jechać. Poznałem tam saletynów, miesiąc później byłem już w postulacie. A Taizé z tamtego czasu zapamiętałem jako miejsce pełne młodych ludzi, którzy mimo podziałów potrafią modlić się razem.