Z pantofelkami Matki Bożej

Agata Combik

|

Gość Wrocławski 32/2019

dodane 08.08.2019 00:00

– Cieszę się z każdej rośliny, przyroda to cudowny Boży dar – mówi wrocławianin Jarosław Gruszka. 15 sierpnia natura, wraz z tradycyjnymi bukietami, wkracza w liturgię kolorowo i pachnąco.

▲	Pan Jarosław z jednym ze swoich wonnych dzieł. ▲ Pan Jarosław z jednym ze swoich wonnych dzieł.
Archiwum prywatne

Pan Jarosław, podobnie jak jego ojciec i pradziad, łączy zawód lekarza z pasją przyrodniczą. Zapał do odkrywania bogactwa ziół i tradycji z nimi związanych, wplecionych także w obchody 15 sierpnia, zbudził się w nim wraz z przeprowadzką na obrzeża miasta.

Zieleń w rodowodzie

– Byłem wychowywany w wielkim szacunku do przyrody, głównie przez tatę, który zabierał mnie na spacery na peryferie Wrocławia – często w okolice Wojnowa, gdzie potem zresztą zamieszkałem – mówi.

– Dziadek taty, a mój pradziad Antoni Ślączka, lekarz w Krośnie, miał zwyczaj zabierania swoich wnuków do ogrodu, na łąkę. Pokazywał im różne rośliny i uczył nazw, zarówno po łacinie, jak i po polsku. Mój dziadek Michał Gruszka był nauczycielem przyrody. Z zesłania na Syberię jako największy skarb przywiózł nasiona, choć w naszym klimacie rośliny stamtąd nie przetrwały. Jego lekcje przyrody dla uczniów przedwojennego gimnazjum w Krośnie odbywały się na łące, na polu. Mama z kolei nauczyła pana Jarosława wprowadzania do domu tataraku na Zielone Święta. – Wysyłała mnie na ul. Jemiołową we Wrocławiu, gdzie stały panie sprzedające tatarak. Wsadzało się go potem za „święte obrazy”. Praktykuję to do dziś – opowiada. J. Gruszka wspomina jeszcze ukochaną babcię Zosię o duszy artystki i „sercu pełnym kwiatów”. – Kiedyś przez pół dnia chodziła wokół bukietu, który wykonywała, i zastanawiała się, czego w nim brakuje. W końcu wieczorem doszła do wniosku, że w konkretnym miejscu brak jednego żółtego tulipana. Moja mama została po niego wysłana do ogrodu. Babcia, miłośniczka piękna, była w końcu usatysfakcjonowana – śmieje się pan Jarosław. Mieszkanie w centrum miasta nie sprzyjało poznaniu tradycji związanych z 15 sierpnia. – Kiedy w 1992 r. zamieszkałem na Wojnowie i po raz pierwszy poszedłem tu w uroczystość Wniebowzięcia NMP na Mszę św., byłem zadziwiony – praktycznie każda pani w kościele miała dorodny bukiet z ogrodowych kwiatów – mówi. To był impuls. Zielona pasja, odziedziczona po przodkach, doszła do głosu. Bukiety państwa Gruszków, bujne i starannie skomponowane, budzą odtąd prawdziwy zachwyt.

Czy będzie stał?

– Wplatam w nie to, co przyroda w danym roku daje, zależnie od pogody, rozwoju roślin. Zbieram kilka kłosów zboża, rośliny z nadodrzańskich wałów, łąk. Można tam znaleźć dziurawiec, krwawnik, ozdobne trawy, turzyce, głóg, oczywiście nawłoć, z której robiłem kiedyś bujne bukiety dla mamy (jest też dobra na nerki, przygotowuję z niej ocet). Wykorzystuję swój ogród – kwiaty (jak słonecznik, hortensja), takie rośliny jak kalina, mięta, szałwia. Poleciłbym oczywiście do bukietu jarzębinę, a także jakieś jabłuszko – tłumaczy pan Jarosław. – Robię to wszystko z wielkiego zamiłowania do tradycji. 24 lata mieszkania w centrum miasta pozwoliło mi doświadczyć, że w wielu miejscach ona zamiera. Jakiś czas temu zdecydował się na pogłębione studia dotyczące kompozycji sierpniowych wiązanek. – Dowiedziałem się, że dawniej bukiet na 15 sierpnia to był prawie snop. Potem zaczęto robić jego mniejsze wersje, ale uważano, że powinien być na tyle masywny, by postawiony np. na posadzce kościoła stał pionowo. Mówiono, że prawdziwy bukiet wiejski można postawić, a miejskiego nie – opowiada. Wyjaśnia, że rośliny z bukietu były potem praktycznie wykorzystywane: ziarno ze zboża było siane do ziemi – była to pierwsza garść nowego zasiewu, spożywano warzywa i owoce z wiązanki, a z ziół przyrządzano napar. Poświęcony bukiet, jak wierzono, zapewniał Boże błogosławieństwo, ochronę przed złem. Jako lekarz lubi poznawać lecznicze działanie ziół i wprowadzać je, w miarę możliwości, do terapii. Inspiracją są dla niego osoby zajmujące się – zawodowo i z zamiłowania – ziołami, a także bukietami. Wśród nich jest na przykład botanik Łukasz Łuczaj, wykładowca akademicki i pasjonat, który tworzy kolekcję zdjęć bukietów przygotowywanych na 15 sierpnia, prowadzi warsztaty poświęcone jadalnym roślinom, jest specjalistą od kwietnych łąk. Pan Jarosław sporo nauczył się też od Stefanii Korżawskiej, znawczyni ziół. „Jakże Pan Bóg cudownie je haftował, malował!” – mówi pani Stefania w wywiadzie dla TV Trwam, wspominając także ich maryjne odniesienia, widoczne choćby w ludowych nazwach, jak pantofelki czy paluszki Matki Bożej. W uroczystość Wniebowzięcia bogactwo ziół wplata się w pachnący hymn dziękczynienia za Jej życie.