Pielgrzym musi się zgubić

Agata Combik

|

Gość Wrocławski 40/2019

publikacja 03.10.2019 00:00

Droga zaczyna się na progu twojego domu – słyszą ci, którzy wpadli w sieć obsypanych muszlami szlaków. Niektórzy wchodzą w nurt płynący do Santiago dopiero w Hiszpanii, inni cenią sobie pierwsze kroki za owym progiem – choćby w samym Wrocławiu.

▲	Uczestnicy parlamentu w katedrze wrocławskiej. ▲ Uczestnicy parlamentu w katedrze wrocławskiej.
Agata Combik /FOTO GOŚĆ

W Stolicy Dolnego Śląska debatował we wrześniu VI Parlament Jakubowy, gromadzący przedstawicieli różnych polskich instytucji, bractw i stowarzyszeń związanych z drogami św. Jakuba. Choć zajmował się „polskim caminowaniem”, nie brakło mocnego hiszpańskiego akcentu: otwarcia wystawy fotograficznej „Camino de Santiago: Współczesne doświadczenie pielgrzymowania”. Została ona przygotowana przez Autonomię Galicji (Xunta de Galicia), a można ją oglądać do 26 października w Centrum Duszpasterstwa Archidiecezji Wrocławskiej przy ul. Katedralnej 4.

Jakub i przyjaciele

Zdjęcia Manuela Valcarcela ukazują czar dalekich dróg na zachodzie Europy. Widzimy szlak biegnący zielonym tunelem na Drodze Angielskiej, średniowieczny most czy pielgrzyma idącego nocą oprószoną śniegiem Drogą Zimową. Jego trasa zbiega się na horyzoncie ze smugą Drogi Mlecznej widocznej na ciemnym niebie. Wędrówka do „Composteli” – na „pole gwiazd” – ma przecież nie tylko ziemską, ale i niebieską stronę. Emil Mendyk, prezes stowarzyszenia Przyjaciele Dróg św. Jakuba w Polsce, zauważa, że obecnie rośnie liczba polskich pielgrzymów właśnie tam – w dalekiej Hiszpanii, natomiast na polskich drogach św. Jakuba ta liczba najpierw się ustabilizowała, a od ok. 2012 r. nawet spada. Oczywiście mówimy o liczbie tych, których da się w jakiś sposób zarejestrować – wielu zapewne wymyka się wszelkim obliczeniom. Czy to źle, że nie możemy się pochwalić na polskich szlakach gigantycznymi statystykami? Niekoniecznie. – Na drogach św. Jakuba nie chodzi o masowość – mówi E. Mendyk. – Polskie Camino w tym momencie daje większe szanse na przeżycie nutki nieprzewidywalności w drodze. Ona jest wręcz na tym szlaku niezbędna. To podstawowa różnica między „caminowaniem” a dużymi pielgrzymkami. W naszych rozmowach podczas parlamentu wyraźnie to wybrzmiało: pielgrzym musi się zgubić. W Polsce, gdzie tradycja Camino (we współczesnym wydaniu) ma tylko ok. 15 lat, ma na to o wiele większą szansę niż w Hiszpanii. Wspomina, że jedno z postanowień członków parlamentu to… zachowanie wstrzemięźliwości, jeśli chodzi o tworzenie nowych dróg św. Jakuba w Polsce. – Te miejsca, które mają poświadczone ślady pielgrzymowania w kontekście historycznym, są już włączone w Camino. Każdy nowy szlak może spowodować, że cała idea rozmieni się na drobne, rozwodni. Kto wie, czy nie zdecydujemy się nawet na zredukowanie liczby polskich dróg – mówi. – Chcielibyśmy się skupić na wzmocnieniu istniejących szlaków, zwłaszcza trzech głównych, które (dzięki temu, że Polska przystąpiła do Poszerzonego Porozumienia Częściowego w sprawie Europejskich Szlaków Kulturowych Rady Europy) zyskały status Europejskich Szlaków Kulturowych. Są to Pomorska Droga św. Jakuba, szlak prowadzący z Ogrodnik przez Olsztyn, Poznań, Głogów do Zgorzelca i Droga św. Jakuba Via Regia – od Lwowa do Zgorzelca (biegnąca m.in. przez Wrocław).

Tuż za drzwiami

Andrzej Kofluk, który ma za sobą pieszą wędrówkę z Wrocławia do Santiago oraz rowerową wyprawę do grobu św. Jakuba i z powrotem, pytany o ulubiony fragment polskiego Camino mówi o trasie leżącej jeszcze w granicach Wrocławia, na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bystrzycy. – Jest to grobla za mostem Marszowickim, jakby „na zapleczu” zamku w Leśnicy – wyjaśnia. – Droga św. Jakuba biegnie tam w stronę Wojnowic. Mój ulubiony odcinek, taki „na długość Różańca”, odkryłem, spacerując ze swoim psem Hektorem. To miejsce wyjątkowo sprzyja wyciszeniu. Otwierają się stamtąd widoki na pola, pasące się konie, rozlewiska Bystrzycy – opowiada. Wrocławski pielgrzym (i przewodnik turystyczny) ceni również fragment szlaku między Trestnem a Wrocławiem – przemierza go często „pod prąd”, do Trestna, choćby w drodze na odpust 8 grudnia. Wspomina rozmaite spotkania na dolnośląskich drogach – z pewnym Węgrem uzależnionym od Camino czy z… Chińczykiem napotkanym za Legnicą. Uczestnikom Parlamentu pokazywał niektóre miejsca we Wrocławiu związane ze św. Jakubem i jego drogami – począwszy od małej niebieskiej tabliczki z żółtą muszlą, która znajduje się we wnętrzu katedry, tuż przy głównym wejściu. Pobłogosławił ją wraz z dziesięcioma innymi Benedykt XVI podczas pielgrzymki w Krakowie. Umieszczona przy chrzcielnicy upamiętniającej 1000. rocznicę chrztu Polski przypomina, że wydarzenia 966 r. włączyły nas w chrześcijańskie dziedzictwo – także w sieć pielgrzymich dróg. – Szlak jakubowy wchodzi do Wrocławia od strony Trestna, wychodzi w okolicach Marszowic. Rozdwaja się w okolicach Starego Miasta. Białe muszle prowadzą przez Ostrów Tumski, żółte koło kościoła św. Wojciecha. Łączą się na ul. Kurzy Targ – wyjaśnia A. Kofluk. I wspomina o rzadko zauważanej ulicy Ducha Świętego znajdującej się obok Hali Targowej. – Nazwa pochodzi od kościoła i od szpitala pw. Ducha Świętego. Założony jeszcze za czasów Henryka Brodatego prawdopodobnie służył także jakubowym pielgrzymom. Był rodzajem schroniska, takiej średniowiecznej „albergi” – tłumaczy. Przypomina, że pod dzisiejszym placem Nowy Targ podczas prac archeologicznych odkryto sporo pielgrzymich plakietek z okresu średniowiecza – w tym muszelki św. Jakuba. Apostoł patronuje obecnej greckokatolickiej katedrze (pw. św. Wincentego i św. Jakuba) oraz kościołowi na Psim Polu – św. Jakuba i św. Krzysztofa. Jego figurę zobaczyć można na cerkwi prawosławnej na Piasku.

Dla polskiego Camino

– Ważnym przedsięwzięciem, które w tej chwili realizujemy dzięki dotacji z MSZ, jest pełna digitalizacja polskiej Drogi św. Jakuba – mówi Emil Mendyk. – Będziemy proponować etapy dzienne – przy czym każdy taki etap zostanie opisany, wyposażony w zdjęcia, ślady GPS, listę miejsc noclegowych. W wersji polskiej te opisy będą dostępne na naszej stronie: camino.net.pl, a w wersjach francuskiej, angielskiej i niemieckiej – na stronie camino-europe.eu. Ważną kwestią jest ogólnopolski paszport pielgrzyma, tzw. credential. – W tej chwili w Santiago akceptowany jest hiszpański, a także paszport polskiej Drogi Pomorskiej. Chcemy na bazie tego drugiego stworzyć wspólny paszport ogólnopolski, z którym będzie można wędrować i w Polsce, i w Hiszpanii – wyjaśnia E. Mendyk. Obrady Parlamentu Jakubowego dotyczyły między innymi planów na Jakubowy Rok na polskich drogach. Poruszyły sprawę poprawy i zestandaryzowania oznakowania. Wśród propozycji na 2021 r. pojawiła się idea specjalnej sztafety, która wyruszyłaby do Santiago z samego Lwowa. Nawiązywałaby do pomysłu zrealizowanego z okazji poprzedniego Roku Jubileuszowego, w 2010 r. W katedrze w Strasburgu zostały wówczas poświęcone kije pątnicze, które następnie wyruszyły w sztafecie ze wszystkich krajów Unii Europejskiej, by spotkać się w Santiago. Tym razem być może zamiast kijów niesiony byłby inny przedmiot. Przywędrowałby ze Lwowa – obecnie najdalej na wschód położonego punktu na Camino – do Santiago, pokonawszy ok. 4200 km. W tegorocznej sesji parlamentu wzięli udział między innymi przedstawiciele Bractwa św. Jakuba przy sanktuarium Bożego Grobu w Przeworsku czy parafii św. Jakuba w Brzesku, gdzie znajduje się najmłodsze w Polsce sanktuarium św. Jakuba i gdzie za rok zbierze się Parlament Jakubowy. Goszcząc w archidiecezji wrocławskiej, mieli okazję poznać „nasze” sanktuarium św. Jakuba – w Małujowicach. Grażyna i Tomasz Witoszkinowie, którzy na Parlament Jakubowy przyjechali z Bytomia, reprezentują Górnośląski Klub Przyjaciół Camino z Zabrza. Opowiadają o wspólnych grupowych przejściach oraz o indywidualnych wyprawach. – Na polskich drogach można naprawdę zakosztować samotnej wędrówki – mówią. Wspominają o jasnych i ciemniejszych stronach polskiego Camino – choćby mniejszej liczby miejsc noclegowych. Dodają, że czasem spotkać się można z wielką serdecznością, czasem z brakiem otwartości na pielgrzymów. Na pewno jednak wędrowanie po Polsce wymaga większej samodzielności. – Tak czy inaczej uważamy, że polskie szlaki są najpiękniejsze – twierdzą. Pielgrzymują tylko nimi. Ale wychodząc z domu, zawsze powtarzają: „idziemy do Santiago”. Nawet jeśli dochodzą do Krakowa, Zgorzelca czy Wrocławia, wiedzą, że meta jest właśnie tam.