Zupa z dyni, czyli jak odpowiadać na Halloween

Maciej Rajfur Maciej Rajfur

publikacja 28.10.2019 11:14

Czy powinniśmy reagować z perspektywy katolika na coraz popularniejsze na świecie Halloween? Doradza ks. dr Aleksander Radecki.

Zupa z dyni, czyli jak odpowiadać na Halloween Dynia? Jeśli tak, to najlepiej na talerzu. Maciej Rajfur /Foto Gość

Od lat 90. ubiegłego stulecia „święto” Halloween (ang. all hallows eve – wigilia wszystkich świętych) wdziera się do polskiej tradycji niczym pożar do lasu.

Od kilku lat Polacy mają na to także odpowiedź: Korowody i Bale Wszystkich Świętych. Organizowane są one także w archidiecezji wrocławskiej, nie tylko stolicy Dolnego Śląska, ale także w Oławie, Miliczu, Marcinkowicach, Bagnie, czy w Wołowie. Cieszą się sporą popularnością, o czym świadczą choćby relacje zdjęciowe "Gościa Wrocławskiego" z poprzednich lat

W tym roku zapowiada się m.in. duża impreza w Wołowie, gdzie 31 października wystąpi bp Antoni Długosz, znany z programu telewizyjnego "Ziarno" oraz Magda Anioł.

- Czy rzeczywiście powinniśmy skapitulować i oddać pole pladze pogańskich zwyczajów, które mają zawładnąć rodakami od najmłodszych lat? - pyta w kontekście Halloween ks. dr Aleksander Radecki, ceniony wrocławski duszpasterz.

Jego zdaniem warto, a w przypadku katolików należy wręcz wiedzieć, co kryje się za pozornie niewinną zabawą, którą w Stanach Zjednoczonych traktuje się jako najpopularniejsze święto obok Bożego Narodzenia.

- Maskarada, którą organizuje się z godnym podziwu uporem, każe dzieci ubierać w straszliwe maski i stroje i uczy zabawy "cukierek albo psikus". Gdy ktoś nie chce im dać cukierka, otrzymuje od dzieci w zamian psikusa - opowiada ks. Radecki.

Głównym symbolem tego Halloween jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami. Inne popularne motywy to: duchy, demony, zombie, wampiry, czarownice, trupie czaszki, nietoperze, czarne koty itd. Młodzież, oprócz organizowania domowych imprez, często odwiedza tzw. straszne farmy, czyli zaadaptowane na ten cel duże przestrzenie, gdzie tworzone są specjalne scenerie, wyglądające niczym wystrój planu filmów grozy.

Tam, jak uważa kapłan, już bardzo łatwo można przekroczyć granice przyzwoitości, zdrowego rozsądku, kultury i moralności.

- Dodajmy do tego „inwentarza” wróżby, czary i zabobony, spreparowane na tę „świąteczną” okoliczność. Na takiej masowej i modnej maskaradzie można najzwyczajniej zarobić - dodaje ks. Aleksander.

I pyta, czy rzeczywiście takie formy zabawy chcemy oferować naszemu pokoleniu jako… wartość? Jeśli temat Halloween nie pojawi się w rozmowach rodziców z dziećmi i zbagatelizujemy go podczas lekcji religii czy przy wszelkich bezpośrednich spotkaniach, ta moda może przynieść nieobliczalne straty..

- Młodzi ludzie mają ogromne trudności w opieraniu się współczesnym pokusom. Dlatego potrzebują wsparcia dojrzałych chrześcijan i uzasadnienia negatywnej oceny świętowania „dyni z przyległościami”. Wystarczy postawić nam wszystkim jedno zasadnicze pytanie: co na to Pan Bóg? Wierzący człowiek natychmiast odwoła się do pierwszego przykazania Dekalogu, a adwokatom pogaństwa odpowie jasno i zdecydowanie: trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi (zob. Dz 4, 19) - tłumaczy duszpasterz.

Jednak na tym odrzuceniu amerykańskiego „świątecznego prezentu” nie można poprzestać: potrzebna jest prawdziwie chrześcijańska, piękna propozycja. Stanowią ją między innymi Korowody Świętych (ang. Holy Wins) oraz Bale Wszystkich Świętych

- Na szczęście taka tradycja od kilkunastu lat powoli powstaje w naszej ojczyźnie i warto się do niej całym sercem przyłączyć - zachęca ks. Radecki.

Jego zdaniem, gdyby imiona polskich dzieci czerpano ze spisu świętych, i gdyby - dawnym zwyczajem - Żywoty Świętych były lekturą w polskich domach, sprawa wydawałaby się oczywista: dążenie do świętości stałoby się naszym autentycznym pragnieniem i programem życia. 

- A dynia? Nie wolno nią gardzić, bo można z niej sporządzić wiele smakowitych - także świątecznych potraw, bez konieczności przerabiania tego warzywa na straszliwe maszkary - podsumowuje z charakterystycznym dla siebie humorem kapłan.