Logistyka w służbie relacjom

Karol Białkowski

|

Gość Wrocławski 44/2019

dodane 31.10.2019 00:00

Pod koniec roku do Wrocławia przyjedzie kilkanaście tysięcy młodych z całego kontynentu. Mieszkać będą u rodzin, ale gdzie zmieszczą się na modlitwach i posiłkach?

Brat Bernard zaznacza, że na ESM młodzi przybywają, by spotkać się ze sobą nawzajem, ale też dzielić się swoim życiem z gospodarzami. Brat Bernard zaznacza, że na ESM młodzi przybywają, by spotkać się ze sobą nawzajem, ale też dzielić się swoim życiem z gospodarzami.
Karol Białkowski /Foto Gość

Oprócz duchowych przygotowań i zapewnienia młodym uczestnikom ESM zakwaterowania ważna jest infrastruktura spotkania. Wiele miast – gospodarzy z poprzednich lat dysponuje wielkimi halami wystawowymi, które przez kilka dni służą młodzieży jako miejsca modlitw, ale również dystrybucji i spożywania posiłków. Tymczasem w stolicy Dolnego Śląska takich centrów nie ma.

– Nie wiemy, jak wielu młodych przybędzie, by wziąć udział w spotkaniu. Musimy być przygotowani na sporą rozpiętość liczbową, od 10 do 20 tys. Dlatego dla nas jest to też „pielgrzymka zaufania” – mówi brat Bernard, który jest jednym z odpowiedzialnych za sprawy logistyczne oraz transportowe. Podkreśla, że na pewno pierwsza modlitwa dnia będzie się odbywać w kościołach parafii goszczących młodzież. – Właśnie spotykamy się z księżmi i młodymi, aby pomóc im je przygotować – dodaje. Następnie uczestnicy ESM będą zjeżdżać do centrum miasta, aby w jednym z 10 kościołów wziąć udział w modlitwie południowej. Po warsztatach życie przeniesie się na Pola Marsowe. – Będą tam dystrybuowane posiłki, ale znajdzie się tam również miejsce, by pielgrzymi mogli spokojnie zjeść – zaznacza. Aby było to możliwe, zostaną rozstawione ogromne namioty. Takie rozwiązanie pozwoli na niezależność od warunków atmosferycznych na zewnątrz. – Wiemy, że w ostatnich latach zimy nie były tu bardzo ostre, ale ja pamiętam spotkanie we Wrocławiu sprzed 25 lat, które przygotowywałem jako wolontariusz. Wtedy było bardzo zimno i spadło sporo śniegu. Pamiętam, że Portugalczycy i Włosi nie mieli wystarczająco ciepłej odzieży. Uratowali ich ludzie z parafii, którzy dali im odpowiednie ubrania – wspomina. Po kolacji uczestnicy przeniosą się do Hali Stulecia. To właśnie ona stanie się centralnym miejscem wieczornej modlitwy z rozważaniami brata Aloisa, przeora wspólnoty z Taizé. – Liczymy, że zarówno w południe, jak i w wieczornych spotkaniach będzie brało udział wielu mieszkańców Wrocławia – mówi. Brat Bernard ma też świadomość, że Hala Stulecia nie pomieści kilkunastu tysięcy osób. Na to bracia też są przygotowani. Wokół zostaną rozstawione kolejne duże namioty, które staną się miejscami modlitw; będą też odpowiednio udekorowane i ogrzewane. – Mamy nadzieję, że miejsca wystarczy dla wszystkich – dodaje. Organizacja każdego takiego spotkania jest ogromnym wyzwaniem. Bracia z Taizé mają oczywiście doświadczenie z ubiegłych lat, ale zawsze pojawia się coś nowego. – W tym roku takim wyzwaniem jest transport z i do parafii poza miastem. – Każdy uczestnik otrzyma po przyjeździe do Wrocławia bilet na transport publiczny. Są jednak miejsca, do których dojazd jest utrudniony. Jesteśmy w trakcie rozmów z miejskim firmami przewozowymi, by zamówić specjalne autobusy czy pociągi, które dotrą do tych parafii. Dzięki temu będą mogły się one stać częścią ESM. Brat Bernard jest przekonany, że uda się pokonać wszelkie problemy i wrocławskie spotkanie będzie zorganizowane bardzo dobrze. – To jest możliwe wtedy, gdy wielu ludzi – miejscowych i przyjezdnych – chce poświęcić swój czas, podzielić się nim. To dotyczy również uczestników, którzy chcą pomagać w realizacji różnych zadań. Zawsze zgłasza się wielu, którzy pomagają w bardzo prostych rzeczach – dystrybucji jedzenia, zbieraniu śmieci czy kierowaniu ruchem pielgrzymów – tłumaczy. Zaznacza, że główną ideą ESM jest dzielenie się doświadczeniami pomiędzy uczestnikami z różnych części kontynentu, ale również budowanie relacji między gośćmi a gospodarzami. – To jest zawsze zaskakujące, jak zawiązuje się głęboka wspólnota. To są zaledwie 4 noce, 5 dni, a w tym czasie buduje się bardzo mocna więź. Często gdy przychodzi czas pożegnania, pojawia się wiele łez – puentuje.