75 lat po Jałcie. Na co mogliśmy wtedy liczyć?

Maciej Rajfur Maciej Rajfur

dodane 28.02.2020 11:11

Z okazji 75. rocznicy konferencji w Jałcie we Wrocławiu odbyła się debata analizująca ustalony wówczas nowy porządek pokojowego świata. Czy Polska mogła znaleźć się w innej sytuacji po II wojnie światowej?

75 lat po Jałcie. Na co mogliśmy wtedy liczyć? Od lewej: moderator Marek Stefan, dr Mirosław Habowski, prof. Włodzimierz Suleja i prof. Krzysztof Kawalec. Maciej Rajfur /Foto Gość

Do dyskusji pod hasłem "Wobec Jałty. Europa Środkowo-Wschodnia w wielkiej grze mocarstw alianckich" przystąpili: Włodzimierz Suleja (Instytut Pamięci Narodowej), prof. Krzysztof Kawalec (Instytut Pamięci Narodowej) oraz dr Mirosław Habowski (Instytut Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego).

- Na pewno podczas konferencji w Jałcie powszechnie wiadomo było wówczas, że wojna zmierza do końca, porażka Niemiec jest nieunikniona  a rozstrzygniecie militarne to tylko kwestia czasu. Najważniejsze wtedy było zatem porządkowanie sytuacji po zakończeniu wojennych zmagań, czyli  podział świata o charakterze politycznym - referował prof. W. Suleja. 

Oczekiwania i założenia wielkiej trójki, czyli Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii były rozbieżne. Zachodowi, a szczególnie Amerykanom, chodziło o doprowadzenie do zwycięstwa jak najmniejszym kosztem.

- Na Krymie w lutym 1945 roku wielka trójka starała się o stworzenie pozorów. Obiecano Polakom np. wolne wybory, jednak tak naprawdę stawką, o którą toczyła się gra od czasów konferencji w Teheranie nie było to, jakie będziemy mieli granice, ale czy w ogóle przetrwamy na arenie międzynarodowej jako osobny twór - stwierdził prod. K. Kawalec.

Militarnie negocjacyjna pozycja państw zachodnich wobec Związku Radzieckiego znacznie osłabła z powodu polityki oszczędzania ludzi.

- Mocarstwa zachodnie zwróciły się bowiem do Stalina o przyspieszenie działań wojennych. Chodziło o przełamanie obrony niemieckiej na liny rzeki Wisły i pójście w kierunku Berlina. Zachód chciał oszczędzać swoich żołnierzy i dlatego w Jałcie startował z pozycji petenta. Stalin wypełnił zlecenie, a że ludzi miał mnóstwo, to pełnili oni rolę mięsa armatniego, a później paliwa politycznego w rozmowach - wyjaśniał prof. Kawalec.

To sytuacja militarna miała największy wpływ na warunki pokoju, które ustalono w Jałcie, mówiąc brutalnie, butami żołnierzy, a nie zabiegami dyplomatycznymi.

- Amerykanie i Europejczycy pokój rozumieli inaczej. Stalin oraz Churchill myśleli kategoriami realizmu politycznego. A Stany Zjednoczone  snuły wizję tworzenia organizacji zbiorowego bezpieczeństwa. To powodowało, że Franklin Roosvelt musiał zabiegać o względy Stalina. W efekcie Amerykanie nie podzielali obaw Wielkiej Brytanii o zbyt daleko idące poszerzenie wpływów sowieckich. Natomiast ZSRR patrzył w kategoriach realizmu: jak najdalej przesunąć się na zachód, zająć jak największe terytoria i podporządkować je sobie - mówił dr Habowski.

Jak wobec takiej rozwoju wydarzeń wyglądał wątek polski oraz postawa polskiego rządu emigracyjnego w Londynie wobec postanowień w konferencji w Jałcie?

- Trzeba sobie jasno powiedzieć - rząd emigracyjny nie miał kompletnie żadnych narzędzi, by moc dokonywać korekty decyzji jałtańskich. To było poza jego możliwościami. Pozostawał werbalny protest, jakiś apel do sumienia świata, tworzenie idealistycznych tekstów, ale to nie miało żadnego realnego przełożenia - oświadczył prof. Suleja.

Wszystkie postulaty brzmiały ładnie np. wolne wybory w Polsce, ale w praktyce było oczywiste, że będzie decydował ten, którego wojska staną na ziemiach polskich. O naszym losie zagrano bez nas.

- Jako naród i kraj od pierwszych dni byliśmy zaangażowani w działania przeciwko Niemcom, przeżyliśmy także podwójną agresję we wrześniu 1939 roku. I w tym kontekście fakt, że u końca wojny mogliśmy czuć się niemal jak na jej początku był niczym innym jak złośliwym chichotem historii - podsumował prof. Suleja.

- Myślę, że złudzenia Polaków skończyły się już po wizycie Stanisława Mikołajczyka w Moskwie. Zdawano sobie sprawę, że siła i możliwości Sowietów są coraz większe. Od 1941 roku w miarę upływu czasu Stalin stawał się coraz bardziej nieustępliwy - dodał prof. Kawalec.

Prelegenci przyznali, że ocena sytuacji, analiza bilansu zysków i strat po latach jest o wiele łatwiejsza, ponieważ historycy znają szereg dokumentów i późniejszy rozwój wydarzeń.

- Nie ma jednoznacznych rozstrzygnięć i postrzegania tamtej rzeczywistości - skwitował prod. Suleja.