Element wywrotowy

Maciej Rajfur

|

Gość Wrocławski 9/2021

publikacja 04.03.2021 00:00

Ojciec Bogusław Śmierciak, sercanin biały z Wrocławia, wspomina swoją młodość. Może dziś ta historia zmobilizuje kogoś z młodego pokolenia do świadomego i autentycznego wyznawania wiary.

▲	– Tato mnie uczył, żeby zawsze być człowiekiem słownym. I taki mam charakter. Jak mawia klasyk filmowy: „U mnie słowo droższe pieniędzy” – kwituje z uśmiechem zakonnik. ▲ – Tato mnie uczył, żeby zawsze być człowiekiem słownym. I taki mam charakter. Jak mawia klasyk filmowy: „U mnie słowo droższe pieniędzy” – kwituje z uśmiechem zakonnik.
Maciej Rajfur /Foto Gość

Młodzi katolicy często boją się dziś pokazywać swoją postawą, kim są, a idąc za tłumem, wpisują się w popularne nurty i nieraz, niestety, porzucają religijną tożsamość.

Przy zgaszonym świetle

W burzliwym czasie stanu wojennego, a wkrótce minie już 40 lat od tamtych wydarzeń, młody Bogusław Śmierciak trafił do wojska. Nieco wcześniej w zakładzie pracy działał w Solidarności, bo nigdy nie uległ wszechobecnej propagandzie komunistycznej i nie wstydził się swojej wiary. Zawsze czuł bliskość Boga i Maryi. Modlił się i włos mu z głowy nie spadł, choć naprawdę podczas jego blisko 2-letniej służby wojskowej bywało ciężko. – Pamiętam pierwszą noc w jednostce. Trzeba było spać w zbiorowej sali. Nie znałem tam wtedy nikogo. Czekałem więc, kiedy zgaśnie światło, bo czułem pragnienie i wewnętrzne zobowiązanie do modlitwy. Kiedy w końcu w sali zrobiło się ciemno, pomyślałem, że jeszcze trochę poczekam, aż koledzy zasną. Aż w końcu dźwignąłem się na koi i zacząłem się modlić, a potem słyszę, jak kolejni zaczynają robić to samo. Nie mieliśmy w sobie odwagi, by modlić się publicznie. Później już nie było z tym problemu, nawet przy świetle i na kolanach przy łóżku. Ale na starcie zabrakło mi jednak tej wewnętrznej odwagi. Przejmowałem się trochę, jak mnie inni odbiorą. Uznałem to wówczas za porażkę, pewnego rodzaju tchórzostwo, ale też uczyłem się na błędach – wspomina o. Bogusław, od 33 lat zakonnik w Zgromadzeniu Najświętszych Serc Jezusa i Maryi oraz Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu Ołtarza.

Nie siedział ani dnia

W jednostce wmawiano żołnierzom, że Solidarność chce obalić ustrój socjalistyczny. Młody Bogusław nie bał się mówić, że to polityka i gospodarka z Edwardem Gierkiem na czele doprowadziły socjalistyczny kraj do upadku. Otwarcie też przyznawał się do swojej wiary i Kościoła. Pośród 220 mundurowych był chyba tym, który najgłośniej wyrażał swe antysystemowe poglądy, co oczywiście nie mogło się podobać dowódcom. Był więc często wzywany na długie rozmowy polityczne, gdzie usiłowano go skłonić do zmiany stanowiska. W końcu wysunięto propozycję, aby stanął na czele Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej w jednostce. – Na spotkaniu oficjalnie przy wszystkich poprosiłem o skreślenie mojej kandydatury, wyrażając otwarcie swoją niechęć wobec tej organizacji. Wtedy wstał zdenerwowany pułkownik i stwierdził, że takie oto wywrotowe elementy blokują w naszym kraju wóz socjalizmu i nie pozwalają go pchać do przodu. Kandydaturę skreślono, ale od tego momentu mieli mnie na oku, bo za bardzo mąciłem im w propagandowym przekazie – pamięta sercanin. Dziwi się, że za te różne bunty nie siedział ani dnia za kratami, podczas gdy jeden z kolegów trafił aż na dwa miesiące do celi więziennej za drobną pyskówkę.

Do kościoła przez płot

Pomimo oficjalnego zakazu o. Bogusław wraz z kolegami w niedzielę przeskakiwał przez płot jednostki, żeby pójść na Mszę św. do kościoła. Raz przed świątynią zobaczył dowódcę z żoną. – Moi koledzy gdzieś się zaraz rozpierzchli, a ja tymczasem grzecznie się przywitałem: „Dzień dobry państwu”. Do jednostki jednak wracałem z duszą na ramieniu, myśląc że będzie zadyma. Dopiero na drugi dzień spotkałem oficera w dyżurce. Przywołał mnie: „Masz szczęście, że byłeś na Mszy św., bo jakbyś poszedł na jakąś lewiznę, to już byś siedział. Ale powiedz mi, dlaczego do mnie nie przyszedłeś po przepustkę? Dałbym ci” – opowiada sercanin. Nigdy nie chciał być taki, jak wszyscy. Nikogo nie potępiał, ale sam nie wpasowywał się dla świętego spokoju w klimat, rezygnując ze swoich zasad. Jeśli do służby wojskowej nie podchodziłby wtedy z dystansem i na wesoło, to pewnie by nie przetrwał. Wiele razy bowiem dostał po głowie.– Mówiłem sobie: „Jestem dzieckiem Bożym, więc tym bardziej muszę się dobrze zachowywać. Wiem bowiem, kim jest mój Ojciec”. Dziś młodzi ludzie często nie odnajdują celu życia, nie radzą sobie z problemami. Jeśli coś im się nie podoba, to zamiast to naprawiać, odwracają się na pięcie i odchodzą. Stąd chyba między innymi teraz taka plaga rozwodów i problemów w rodzinach – analizuje sercanin. Jego zdaniem współcześnie brakuje odpowiedzialności za drugiego człowieka. Gdy Bóg powołuje, warto odpowiedzieć Mu „tak”, lecz w chwilach trudnych nie można zdezerterować.