Zwycięstwo przychodzi przez Nią

Agata Combik

|

Gość Wrocławski 25/2021

publikacja 24.06.2021 00:00

Z Matką Jezusa pokonują nałogi, doświadczają uzdrowienia, znajdują drogę życia. Przez Polskę przetacza się fala rekolekcji prowadzących do oddania się Chrystusowi przez ręce Maryi. Niedawno organizowała je Odnowa w Duchu Świętym Archidiecezji Wrocławskiej.

Zwycięstwo przychodzi przez Nią "Wszystko postawiłem na Maryję" - stwierdził kard. Stefan Wyszyński. Może ten czas zawierzania się Jej przez tysiące Polaków to najlepsze przygotowanie do jego beatyfikacji? Agata Combik /Foto Gość

Rekolekcje Oddanie 33 to droga 33-dniowego przygotowania do zawierzenia się Maryi według formuły zaproponowanej przez św. Ludwika Grignion de Montfort. W ramach wydarzenia zaproponowanego przez wrocławską Odnowę każdego dnia można było usłyszeć świadectwa ludzi, którzy doświadczyli w swoim życiu potęgi wstawiennictwa Maryi.

Zmiażdżona głowa węża

Tomasz Węgrzyn od prawie czterech lat działa w Odnowie w Duchu Świętym, od półtora roku razem z żoną koordynuje dzieło Rodzin w Duchu Świętym Archidiecezji Wrocławskiej, prowadzi także kanał na YouTube „Żywy Bóg”. Wcześniej przez kilkanaście lat tkwił w świecie mroku. Imprezowanie, „gangsterskie” towarzystwo, narkotyki, alkohol. Związek z obecną żoną, Kasią, i narodziny synka rozpoczęły drogę przemiany. Odstawienie twardych narkotyków, próba zmiany stylu życia… Walka, pełna upadków, była zacięta. W końcu przyszło modlitewne spotkanie z udziałem Carvera Alana Amesa we Wrocławiu, decyzja pary o sakramencie małżeństwa i spowiedź Tomka – która okazała się potężnym doświadczeniem Bożego działania.

– Nawróciłem się, ale – choć Bóg uzdrowił mnie z wielu rzeczy – pozostało uzależnienie od marihuany – wspomina. W końcu postanowił zwrócić się o wstawiennictwo do Maryi. – Poszedłem do naszego kościoła, a jestem z parafii pw. św. Klemensa Dworzaka, gdzie znajduje się obraz Matki Bożej Pocieszenia – mówi. – Tam modliłem się Różańcem razem z całą swoją rodziną i prosiłem, żeby Maryja wstawiała się u swojego Syna i zabrała mi to uzależnienie.

Zakończenie 33-dniowej drogi w kościele  pw. NMP Bolesnej we Wrocławiu-Strachocinie.   Zakończenie 33-dniowej drogi w kościele pw. NMP Bolesnej we Wrocławiu-Strachocinie.
Agata Combik /Foto Gość

Kiedy wyszedł z kościoła, był zupełnie wolny, choć nie uczestniczył w żadnej terapii. Nie doświadczył też syndromu odstawienia. Pozostało jednak coś jeszcze: nałóg tytoniowy. – Prawie dwa lata po nawróceniu cały czas paliłem. Próbowałem rzucić to, ale nie dawałem rady – wspomina Tomasz. Przełom nastąpił znów dzięki Niej. – Byliśmy na rodzinnym wakacyjnym wyjeździe, którego głównym punktem była wizyta w Medjugorju. Szedłem na górę objawień, niosąc intencję, by Maryja uprosiła mi łaskę uwolnienia od papierosów. Gdy wchodziłem, toczyła się straszna walka w mojej głowie. Miałem myśli, że nie, że lubię palić, że sobie ten nałóg zostawię…

Kiedy jednak doszedł na szczyt, gdzie ludzie trwają w ciszy na modlitwie, poczuł, że to jest moment prośby o wolność. – Zostawiłem paczkę papierosów razem z zapalniczką i powiedziałem: „Maryjo, proszę Cię, zabierz to uzależnienie, wyproś u Syna, żeby mnie uzdrowił, żeby to zabrał, bo ja już nie chcę tego” – mówi. – Zszedłem z góry i przestałem palić po 25 czy 26 latach nałogu, gdy dochodziłem już prawie do dwóch paczek dziennie. Pamiętam, jak wiele razy próbowałem rzucić to, stosowałem jakieś kuracje i inne rzeczy, przechodziłem męczarnie, upadałem… Dopiero teraz przyszło zwycięstwo, w jednej chwili.

Tomek powtarza: prawdziwe jest zdanie z Księgi Rodzaju, że to przez Niewiastę, przez Jej potomstwo zmiażdżona zostaje głowa węża. Ona – najbliższa Synowi, zwycięzcy szatana – prowadzi do zwycięstwa. – Jeśli jest w twoim życiu jakaś sprawa, może jakieś uzależnienie, może grzech, cokolwiek, z czym sobie nie radzisz, to zawierz to Maryi, poproś Ją, by Ona w tej sprawie wstawiała się do swego Syna. Doświadczysz zwycięstwa.

Jestem Jego własnością

Aleksandra Krajewska wspomina, jak 11 lat temu została zaproszona na Mszę św. do kościoła we Wrocławiu-Strachocinie. Była tu pierwszy raz w życiu. Przyjechała wcześniej i stwierdziwszy, że ma sporo czasu, postanowiła przystąpić do spowiedzi. Usłyszała w konfesjonale słowa: „Aleksandro, ty wiesz, że twoje dzieci są darem od Boga”.

– Uświadomiłam sobie wtedy dwie sprawy. Pierwsza to fakt, że ksiądz, który mnie nie znał, zwrócił się do mnie po imieniu. Zrozumiałam, że spotkałam się w konfesjonale nie z kapłanem, ale z samym Jezusem Chrystusem – mówi. – Wtedy, 13 czerwca 2010 r., Bóg zawołał do mnie po imieniu, upomniał się, dotknął mojego serca, ale i objawił mi drugą bardzo ważną prawdę: że wszystko, co mam, jest Jego darem.

Aleksandra doświadczyła tego bardzo mocno choćby podczas porodu swoich dzieci. Była to ciąża bliźniacza, zagrożona. – W trakcie porodu lekarze powiedzieli, że jedno dziecko straciłam, że jego serce przestało bić – opowiada i wspomina, że wtedy zwróciła się do Maryi. – Powiedziałam Jej, że nie ma we mnie tyle siły co w Niej, nie jestem w stanie patrzeć – tak jak Ona patrzyła – na śmierć Syna. Nie jestem w stanie przeżyć śmierci swojego dziecka. Miałam taki obraz, że stoimy obie pod krzyżem, wpatrujemy się w Jezusa Chrystusa. Zaczęłam odmawiać modlitwę „Zdrowaś, Maryjo” – mówi.

Wielokrotnie ją powtarzała z żywą wiarą, modląc się w duchu. Pamięta, że ogarnął ją niesamowity pokój. – W pewnym momencie lekarze powiedzieli: „Wrócił”. Usłyszałam, jak zaczyna bić serduszko syna, coraz mocniej, coraz bardziej miarowo. Poród szybko się zakończył – wspomina. – Na drugi dzień, gdy stałam przy inkubatorach swoich dzieci, przyszedł ordynator oddziału i powiedział, że coś takiego w jego karierze zawodowej jeszcze się nie wydarzyło. Stwierdził, że nie wie, czy jestem osobą wierzącą, czy nie, ale jeśli tak, to powinnam podziękować Maryi, powinnam pojechać do Częstochowy. To był cud. Bóg mi dał niesamowity dar. Takie kolejne prezenty to narodziny pierwszego syna, 19 lat temu, wspomniane narodziny bliźniaków przed 15 laty, pamiętna spowiedź 13 czerwca 2010 r., ale i wydarzenie, jakie miało miejsce 10 lat później – gdy 13 czerwca 2020 r. przyszła na świat córeczka Oli, Marysia.

– Sytuacja znów była trudna. Marysia urodziła się w zamartwicy, tętno zaczęło spadać, miała pępowinę okręconą wokół szyi – opowiada jej mama. – W trakcie akcji porodowej zaczęłam nucić w sercu pieśń: „Maryjo, Matko mojego wezwania, chcę i pragnę, idąc za Twym słowem, czynić wszystko, co powie mi Jezus”. Cokolwiek by się stało, pragnęłam powiedzieć: fiat, tak. Stał się kolejny cud. Marysia urodziła się zdrowa, do dzisiaj wspaniale się rozwija, jest cudownym dzieckiem.

Ola budzi się codziennie z poczuciem, że została obdarowana. – Dziękuję każdego dnia za męża, dzieci, za życie, dobra doczesne, wspólnotę, za przyjaciół, za to, co dzieje się tu i teraz – mówi. – On pragnie dla nas szczęścia, życia w obfitości. Bo jesteśmy Jego własnością.

Bóg Jej zaufał

Podczas rekolekcji można było usłyszeć o przeżywaniu z Maryją chwil po śmierci swojej mamy, o odkrywaniu z Nią drogi powołania, o zerwaniu z różnymi zniewoleniami, o powracaniu do Kościoła po latach dystansu, o mocy Różańca, o wychodzeniu z rozpaczy, o mnóstwie małych znaków Bożej miłości docierających czasem przez różnych ludzi – choćby dzięki sąsiadce, która podarowała komuś znienacka medalik z wizerunkiem Niepokalanej.

– Biorąc do ręki ten medalik, naprawdę odczułam uchwycenie za dłoń. Ktoś mnie uchwycił za dłoń i powiedział: „Jestem. Nie zapomniałem o tobie” – opowiada obdarowana. Tomasz Kołodziej ze wspólnoty Kompania Jonatana swoje rekolekcje oddania się Jezusowi poprzez Maryję odbywał ze wspólnotą Źródło z Jelcza-Laskowic trzy lata temu. Po swoim oddaniu się odkrył na nowo słowa ze sceny zwiastowania: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus”. Zachwycił się bliskością, jaka zaistniała między Maryją a Bogiem, tym, że Bóg stał się Jej Synem; zdecydował się na takie uzależnienie się od Niej, jakiego doświadcza dziecko w łonie matki.

– Powierza swój los jednej kobiecie. Tak wielki Bóg, potężny Stwórca potrafi oddać pełnię władzy nad sobą człowiekowi. Jak bardzo Maryja musi Mu być bliska, oddana, wspaniała… – mówi, zauważając, że przy zwiastowaniu Maryja słyszy nawet, że ma nadać imię samemu Bogu. Choć nie będziemy nosić Go w sobie jak Ona, słowa anioła odnoszą się także do nas. – Możemy codziennie rodzić w sobie Boże słowo… On chce, abyśmy dokonywali poczęcia wielkich Bożych rzeczy w sobie. Wszystkie rzeczy w naszym życiu, które są wolą Bożą, powodują, że poczyna się w nas Jezus Chrystus. Przemieniamy się w Niego… Powierzając się całkowicie Maryi, biorąc z Niej przykład, mówiąc Bogu: „Oto ja, twój sługa, niech mi się stanie według słowa Twego”, mogę poczynać w sobie Jezusa Chrystusa, mogę różnym sprawom nadawać sens Boży. Mogę w ten sposób dla Boga i z Maryją zmieniać świat na lepsze.

„Wszystko postawiłem na Maryję” – stwierdził kard. Stefan Wyszyński. Może ten czas zawierzania się Jej przez tysiące Polaków to najlepsze przygotowanie do jego beatyfikacji? „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, przyjdzie przez Maryję” – mówił jego poprzednik, prymas August Hlond. To dzieje się w społeczeństwach, ale i w życiu konkretnych osób.