Wypełniany testament

Karol Białkowski

|

Gość Wrocławski 38/2021

publikacja 23.09.2021 00:00

W tym roku mija 150 lat od śmierci bł. Edmunda Bojanowskiego, człowieka przez kilka lat związanego z Wrocławiem. Jego duchową spuściznę realizują siostry ze Zgromadzenia Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej oraz świeccy tworzący wspólnoty przy domach zakonnych.

Siostry M. Anita i M. Laureta przy relikwiach założyciela w kaplicy w domu generalnym  przy ul. Czarnoleskiej  we Wrocławiu. Siostry M. Anita i M. Laureta przy relikwiach założyciela w kaplicy w domu generalnym przy ul. Czarnoleskiej we Wrocławiu.
Karol Białkowski /Foto Gość

Postać bł. Edmunda jest fascynująca. Nawet dziś może budzić zdumienie to, że młody świecki mężczyzna założył żeńskie zgromadzenie zakonne. To tylko jeden z wielu niezwykłych faktów z jego życia. Nie jest jednak przesadą stwierdzenie, że człowiek świecki, który urodził się w 1814 r., swoim zaangażowaniem wyprzedził o ponad wiek Sobór Watykański II.

Zarażał wrażliwością

Błogosławiony Edmund pochodził z rodziny bardzo zaangażowanej patriotycznie. Jego ojciec za udział w powstaniu listopadowym został odznaczony krzyżem wojskowym. Edmund też chciał stanąć do walki, ale jego bliscy przekonali go, by ze względu na swe słabe zdrowie nie angażował się. Z czasem jednak dojrzewał do tego, że warto skupić się na pracy organicznej.

Wrocławski etap życia błogosławionego to lata 1832–1836. W tym czasie rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Wrocławskim. Tutaj pogłębiał i rozwijał swoje literackie i historyczne pasje, zawiązywał przyjaźnie i przeżył dramat śmierci obojga rodziców. Gdy wyjechał na dalsze studia do Berlina, wydawało się, że kariera znanego literata i tłumacza stoi przed nim otworem. Został jednak zmuszony do przerwania nauki i powrotu do rodzinnej Wielkopolski. Stał się tam apostołem wiejskiego ludu.

Jego życiowym powołaniem okazało się stworzenie ochronek wiejskich, które stawały się miejscem wychowania, opieki i chrześcijańskiej formacji. Ich prowadzeniem miało zająć się „bractwo ochroniarek” złożone z dobrowolnie zgłaszających się dziewcząt. Początkowo pełniły one opiekę nad dziećmi oraz wśród chorych bez zobowiązań religijnych. Według zamysłu Bojanowskiego dziewczyny pracowały również w polu u właścicieli wsi, co dawało im pewne utrzymanie, a jednocześnie powodowało pozytywne ich oddziaływanie moralne na innych pracujących.

Ochronek i ochroniarek było coraz więcej, a Edmund jako opiekun, nauczyciel i kierownik duchowy dziewcząt zaczął się zastanawiać nad formalnym kształtem tego nowatorskiego pomysłu. Uznał, że „najpewniejsza jest droga tradycji kościelnej”. Taki był początek Zgromadzenia Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej, którego powstanie datuje się na 3 maja 1850 roku.

Działanie z Duchem

Siostry służebniczki kontynuują dzieło swojego założyciela już ponad 170 lat. Przyznają, że przez ten czas zmieniały się ich stroje, ale nie zmieniło się to, co wewnętrzne, istotne – charyzmat. Na terenie archidiecezji wrocławskiej zgromadzenie ma trzy placówki, wszystkie we Wrocławiu. Przy dwóch z nich – na Sępolnie (przy parafii pw. Świętej Rodziny) i na Muchoborze Wielkim (przy parafii pw. św. Michała Archanioła) prowadzone są ochronki – czyli, mówiąc językiem współczesnym: przedszkola. – Poza tym pracujemy w szkołach, parafiach, domach opieki. Podejmujemy też inne posługi związane z naszym charyzmatem. Ożywione duchem wiary pragniemy być żywym znakiem ewangelicznej miłości. Gdy umierał E. Bojanowski, zostawił nam testament, zalecając życie w prostocie i wzajemnej miłości. A na koniec dodał: „A reszty Duch Święty was nauczy”. To wezwanie, byśmy były otwarte na Jego natchnienia – wyjaśnia siostra M. Anita.

Siostry zwracają uwagę, że przy ich zgromadzeniu działa też Stowarzyszenie „Rodzina bł. Edmunda Bojanowskiego”. – To miejsce dla osób świeckich, które z nami współpracują. W tej grupie jest formacja duchowa oparta na Ewangelii, z której wynika konkretne działanie. Staramy się o to, by myśl bł. Edmunda przełożyć na współczesność oraz żyć, służąc – wyjaśnia siostra M. Laureta. Podkreśla przy tym, że osoby zainteresowane mogą przyjść na spotkanie, przyjrzeć się i rozeznać, czy ta droga jest właśnie dla nich. – Nie trzeba być członkiem stowarzyszenia, można pozostać sympatykiem – dodaje, zapraszając do włączenia się do wspólnoty.