Żywy Kościół za kratami

Agata Combik

|

Gość Wrocławski 27/2022

publikacja 07.07.2022 00:00

Nie chodzi bynajmniej o klauzurowe siostry zakonne. Swoje spotkania z Bogiem za grubymi murami przeżywają także ludzie, których życie biegło bardzo krętymi drogami.

Dawid przyjął chrzest, pierwszą Komunię św. i bierzmowanie. Dawid przyjął chrzest, pierwszą Komunię św. i bierzmowanie.
Agata Combik /Foto Gość

Biskup Jacek Kiciński 28 czerwca przewodniczył uroczystej Mszy św. w kaplicy więziennej w Wołowie. Podczas Eucharystii czternastu mężczyzn osadzonych w tutejszym Zakładzie Karnym przyjęło sakramenty. Jedna osoba została ochrzczona, dwie – łącznie z nowo ochrzczonym – przyjęły po raz pierwszy Komunię św., wszyscy zostali bierzmowani. – Bóg jest wierny miłości. Człowiek może zrezygnować z Niego, z drugiego człowieka, ale Bóg nigdy z nas nie zrezygnuje, walczy o nas do końca – mówił biskup Jacek.

Zdarza się, że właśnie tu, za kratami, Stwórca w tej rozgrywce odnosi zwycięstwo.

Witajcie w domu

Dawid, odświętnie ubrany, z przejęciem czekał na moment, gdy strumień chrzcielnej wody spłynie na jego głowę. Od chrzestnego otrzymał grubą, solidną świecę, którą zapalono od paschału. To w tej kaplicy zaczęła się jego droga do Chrystusa. Zaczął tu przychodzić, rozmawiać z ks. Stanisławem Małysą – proboszczem parafii pw. św. Wawrzyńca w Wołowie i kapelanem więziennym. – Były to naprawdę głębokie rozmowy. Zacząłem czytać Pismo Święte i świadomie zdecydowałem, że chcę być chrześcijaninem. Przedtem miałem jakiś wewnętrzny kontakt z Bogiem, pragnienie przynależności do wspólnoty Kościoła – wyjaśnia mężczyzna. W więzieniu ma spędzić jeszcze pięć i pół roku. – Widzę przed sobą perspektywę. Jeśli ten czas nie pójdzie na marne, nie wrócę tu – mówi, dodając, że uzyskał już zatrudnienie. Na razie w obrębie Zakładu Karnego (który współpracuje z firmą produkującą m.in. wiązki AGD), ale, co ważne, może wychodzić poza celę.

– Podjąłem decyzję o przystąpieniu do bierzmowania w dużej mierze pod wpływem dziewczyny, z którą mam stały kontakt. Planujemy wziąć ślub w 2025 r. – tłumaczy Robert, obok którego stoi narzeczona, wyraźnie wzruszona.

– Ja podjąłem decyzję sam z siebie. Zrodziła się w głębi duszy – wyjaśnia Karol. – Podczas odbywania wyroku, przede wszystkim dzięki ks. Stanisławowi, przejrzałem na oczy, otworzyłem się przed Panem Jezusem – mówi Bartek. Jest pewien, że sakrament bierzmowania wiele wnosi do jego życia już teraz, ale wiele też zmieni po wyjściu na wolność.

– Czy byłam zdziwiona, że przystępuje do bierzmowania? Spodziewałam się, że to prędzej czy później nastąpi, ale nie sądziłam, że w tym miejscu. Myślę, że wszystko zmierza ku dobremu. W ZK brat ma spędzić jeszcze półtora roku, prawie dwa ma za sobą. Teraz już z górki – dodaje Jowita, siostra Bartka, która ma stały kontakt z bratem – telefoniczny i w miarę możności podczas widzeń.

– Kościół to rodzina – powtarzał bp Jacek. Tego popołudnia zyskał nowego domownika i kolejne osoby obdarzone darami Ducha Świętego. – Jesteście jak czternastu apostołów – mówił. Fakt, dzięki takim osobom kolejni osadzeni zaglądają do więziennej kaplicy.

Święty Maksymilian nie próżnuje

– We wrześniu rozpoczynają się przygotowania do przyjęcia sakramentów. Kto chce, może się zgłosić – mówi ks. Stanisław Małysa. – Zwykle bierzmowanie odbywa się w okresie Bożego Narodzenia. Epidemia przerwała jednak nasz rytm. Przygotowanie do tej uroczystości trwało prawie dwa lata. Część osób w międzyczasie opuściła Zakład Karny, część została przeniesiona do innej jednostki, niektórzy z różnych przyczyn się wycofali.

Kluczowym miejscem na tej drodze jest kaplica, której głównym patronem jest św. Maksymilian Maria Kolbe – święty więzień, który towarzyszy osadzonym. – Jego wizerunek wymalowany na ścianie przy ołtarzu głównym to dzieło więźniów. Oni także wyrzeźbili między innymi wielki krzyż, który podarowali bp. Jackowi na koniec uroczystej Mszy św. Jest tu dużo utalentowanych osób – podkreśla ks. Stanisław.

– W kaplicy towarzyszą nam relikwie wielu świętych – św. Maksymiliana, błogosławionych męczenników franciszkańskich z Pariacoto, św. Matki Teresy z Kalkuty, ojca Pio i wielu innych – opowiada Janusz, stały bywalec kaplicy o najdłuższym stażu wśród więźniów – człowiek, który za kratami przeżył głębokie spotkanie z Bogiem.

W kaplicy odprawiana jest Msza św. w każdy piątek, a także dwie – już niedzielne – Eucharystie w sobotę. Dodatkowe okazje do modlitwy są na Wielkanoc czy w Boże Narodzenie – kiedy odbywa się także wspólne kolędowanie. – Śpiewają wtedy, ile sił w płucach – mówi kapelan. – W każdej z sobotnich liturgii bierze udział ok. 60 osób. W sumie więc ok. 120 więźniów uczestniczy w niedzielnej Eucharystii. Mamy katechezy, odprawiamy w piątek Godzinę Miłosierdzia Bożego. Po Mszy św. jest wystawienie Najświętszego Sakramentu, Koronka do Bożego Miłosierdzia, którą odmawiają osadzeni. W maju modlimy się Litanią Loretańską, w czerwcu Litanią do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Mówię czasem: „Przyjdzie do ciebie syn czy córka i spyta, jak się modli Litanią Loretańską, a ty jak osioł będziesz stał i będziesz się wstydził? Kiedy wytłumaczysz swojemu dziecku takie rzeczy, będziesz w jego oczach najcudowniejszym ojcem”.

Klucz do serca

Wielu więźniów w Wołowie nosi na ramionach ciężar bardzo poważnych przestępstw, często mają do odbycia długie wyroki – nawet dożywotnie. – W takich sytuacjach, żeby jakoś funkcjonować, człowiek musi wypracować swój wewnętrzny system wartości, przyjąć, że więzienie jest teraz jego domem, tu toczy się jego życie – opowiada kapelan. Wspomina, jak jeden z więźniów z takim właśnie wyrokiem zwrócił się do Boga po tym, jak umarła jego matka. – Przyszedł wtedy do kaplicy, by się wyspowiadać. Od tego czasu jest co tydzień, modli się. Mówię mu: „Rodzice do ciebie tu nie wrócą, ale ty do nich przyjdziesz. Zrób wszystko, byś był godny spotkania z nimi. Wiele przez ciebie cierpieli”.

Osadzeni często noszą w sercu głęboki żal z powodu tego, jak potoczyły się ich losy. Czasem ktoś mówi: „Moje życie do tej pory było jednym wielkim złem. Teraz chcę się odbić, zacząć na nowo, wyjść z tego bagna”.

Od wielu lat mieszkańcom Zakładu Karnego w Wołowie towarzyszą członkowie wspólnoty Koinonia Jan Chrzciciel. – Podczas epidemii był zakaz widzeń, utrudnione kontakty. Od wiosny jednak wszystko powraca do normy. Jest bardzo dużo osób zainteresowanych życiem duchowym, koinonią – opowiada Janusz, który został członkiem wspólnoty. – Niektórzy opuścili już to miejsce, ale utrzymują kontakt telefoniczny, korespondencyjny, dają świadectwo tego, jak zmieniło się ich życie, wspierają nas.

Do grupy, której patronuje św. Jan Chrzciciel, dołączają ludzie po dwóch stronach krat. Należący do niej Marek Wojdon od lat odwiedza więźniów. Wspomina, że przed 20 laty dyrekcja pozwoliła członkom Koinonii przebywającym w więzieniu spotykać się dwa razy w tygodniu – Rozpoczęły się spotkania w tzw. domu modlitwy – wypełnione uwielbieniem, dzieleniem się słowem Bożym – mówi. – Gromadzili się sami w swoim gronie. Przyjeżdżaliśmy do nich i zapraszaliśmy na organizowane w ZK spotkania formacyjne. W niedziele odbywały się otwarte spotkania uwielbieniowe. Teraz, po epidemii, wszystko stopniowo się odbudowuje.

Marek podkreśla, że ogromną funkcję spełnia świadectwo jednych więźniów wobec drugich, ich dzielenie się wiarą, radością bycia we wspólnocie. – Po wyjściu z więzienia życie weryfikuje wszystko – dodaje. – Wtedy okazuje się to, jak ktoś sobie radzi przy pojawiających się problemach. Zwykle – choć to się zmienia w Polsce – podstawowym problemem jest brak pracy. Taki stan odbiera nadzieję, sprawia, że łatwo wejść na drogę przestępstwa. Zdarzało się, że po opuszczeniu zakładu karnego ludzie dołączali do naszej wspólnoty, uczestniczyli w spotkaniach. Przychodzili czasem członkowie ich rodzin, bo słyszeli od swoich, że jesteśmy z nimi w tym więzieniu.

Na czerwcowej uroczystości obecny był także ks. Paweł Badyna, duszpasterz wspólnoty Koinonia Jan Chrzciciel. Wspomina, że raz odwiedził Zakład Karny w Chełmie, do którego przychodzą członkowie tej wspólnoty. Teraz od czasu do czasu będzie gościł u wołowskich więźniów. Ich krąg przyjaciół znów się poszerzy.

– Każdy z nas na jeziorze swojego życia miewa burzę – mówił bp Jacek w czasie Mszy św., zachęcając, by ratunku szukać w Jezusie. – Jest wiele sytuacji po ludzku bez wyjścia, Bóg ma jednak klucz do każdego serca.•