• facebook
  • rss
  • Prawdziwe 
skarby Kościoła

    Ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 23/2012

    dodane 07.06.2012 00:00

    Dzień modlitw o uświęcenie kapłanów. Coraz więcej proboszczów, którzy posługiwali w dolnośląskich miastach, ma własne ulice. Nierzadko są to główne arterie komunikacyjne, a decyzję o tym, by stały się kapłańskim zaułkiem, radni często podejmowali jednogłośnie. 


    Mieliśmy szczęście do dobrych kapłanów – mówili mieszkańcy Milicza, Oławy, Oleśnicy, Trzebnicy i Bielawy, z którymi rozmawialiśmy. Ich akurat nie dziwi, że radni tych miast podjęli w przeszłości decyzje, by skwerom, placom czy ulicom nadać imiona księży proboszczów posługujących w miejscowych parafiach. 


    Służyć to za mało

    
– Jesteśmy władzą świecką i jako taka dbamy o wszystkich mieszkańców naszego miasta – tłumaczy Andrzej Hordyj, wiceburmistrz Bielawy. Radni tego miasta postanowili, że nowa drogą łącząca miejską obwodnicę z pl. św. Faustyny Kowalskiej będzie nosiła imię ks. Romana Biskupa, niegdyś proboszcza par. pw. Wniebowzięcia NMP, brata posługującego w naszej diecezji ks. Mariana Biskupa, dyrektora Wydziału Duszpasterskiego Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej. – To nie jest tak, że każdy proboszcz powinien mieć swoją ulicę. Niektórzy z nich krótko posługują w mieście. Czasem z różnych względów ich możliwości działania są ograniczone. Jeśli chodzi o ks. Romana Biskupa, mogę powiedzieć, że przez swoją osobowość i podejmowane inicjatywy zapisał się wspaniale nie tylko w historii parafii, ale także w historii naszej miejscowości – podkreśla burmistrz. 
Podobnego zdania jest Leszek Stróżyk, przewodniczący Rady Miejskiej, z którego inicjatywy wszczęto procedurę nadania imienia ks. R. Biskupa bielawskiej ulicy.

    – Zapamiętałem go jako człowieka mądrego, o niespożytej energii, który zapałem i entuzjazmem inspirował mieszkańców do pracy na rzecz innych – mówi, podkreślając: potrafił skupiać wokół siebie ludzi, w czasie stanu wojennego utworzył duszpasterstwo ludzi pracy, jednoczące i wspierające wielu bielawian, łącznie z późniejszym burmistrzem Emilianem Kupcem oraz osobami pracującymi w miejscowych zakładach. – Doszliśmy do wniosku, że pamięć o takiej postaci nie może zaginąć – puentuje. 
Bielawa to kolejne dolnośląskie miasto, które w ten sposób upamiętniło jednego ze swoich proboszczów. W naszej diecezji ulice, place lub skwery noszą już imiona: ks. Franciszka Sudoła w Oleśnicy, ks. Eugeniusza Waresiaka w Miliczu, ks. Antoniego Kiełbasy i ks. Wawrzyńca Bochenka w Trzebnicy oraz księży: Jana Janowskiego i Franciszka Kutrowskiego w Oławie. – Co musi się stać, żeby od aplikaty, czyli skierowania do parafii, które dostaje każdy kapłan od swojego biskupa, w pewnym momencie mieszkańcy danej miejscowości powiedzieli: „To jest nasz ksiądz”? – pyta ks. prof. Waldemar Irek, rektor i wykładowca teologii pastoralnej na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu i odpowiada:

    – Duszpasterz nie może być urzędnikiem. To musi być ktoś, kto tym ludziom towarzyszy od rana do wieczora, jest jednym z nich, nie wywyższa się. Powiedzieć „służy im” – to za mało. On musi tych ludzi po prostu kochać. 
Wspomina przy tym oławskich kapłanów, których imionami nazwano ulice w tym, oddalonym niespełna 20 km od Wrocławia, mieście. – Ksiądz Kutrowski przechodził przez Oławę, uśmiechając się do wszystkich. Nigdy nie zwracał się do ludzi per „pan” lub „pani”. Mówił: „mamo” i „tato”, a do każdego dziecka zwracał się: „żabciu” i zawsze miał w kieszeni cukierki 
– mówi ksiądz rektor, podkreślając, że z ust dawnego proboszcza swojej rodzinnej miejscowości nie słyszał nigdy słów krytyki. – Z tego, co wiem, miał problemy z ówczesną władzą. Chodziło o Sodalicję Mariańską, którą założył, jednak nic na ten temat nie mówił. I to nie dlatego, że się bał, ale on po prostu taki był: dla wszystkich życzliwy i dobry, przyjmował życie jako Boży dar, który trzeba pięknie wykorzystywać – zaznacza. 
To ks. F. Kutrowski zaprosił dziewięcioletniego wówczas Waldemara Irka do służenia przy ołtarzu. Rektor wspomina także, że był świadkiem ostatnich dni jego życia. – Był po wylewie. Potrafił wypowiedzieć jedynie: „Zdrowaś Maryjo”. Później powoli dochodził do siebie, jednak nigdy już nie zdobył umiejętności dobrego i płynnego mówienia. Umiał wypowiedzieć słowa konsekracji i piękne było to, że pomimo choroby ówczesny metropolita kard. H. Gulbinowicz nie zwolnił go z parafii, ale pozwolił służyć do końca. Do każdej Mszy św. dokładnie się przygotowywał. Całe popołudnia ćwiczył czytanie Ewangelii, by o 6.00 móc sprawować Eucharystię. Raz nie przyszedł na Mszę św. Znaleziono go pod kościołem z lekcjonarzem w ręku – opowiada z przejęciem. Jego imieniem nazwano jedną z większych ulic w mieście. – Zasłużył sobie na takie upamiętnienie – oławianie nie mają wątpliwości


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół