• facebook
  • rss
  • Od krzesła się zaczęło

    Ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:00

    Zabytki. Uratowanie wiele lat temu przed zniszczeniem tronu z kościoła w Żórawinie, na którym w 1997 r. zasiadł Jan Paweł II, to jego pierwszy sukces w pracy na rzecz ochrony zabytków. Dziś Młodszy Ekspert Służby Celnej Mariusz Lange ma ich na koncie znacznie więcej, a mimo to jego praca nigdy nie zostanie zakończona.

    Proszę rzucić okiem – mówi pan Mariusz, pokazując kilka zadrukowanych kartek. Bez problemu można rozpoznać, że chodzi o strony jednego z portali aukcyjnych. – Ktoś chce sprzedać barokowe kraty za łączną sumę 21 tys. zł. Czy nie powinniśmy się tym zainteresować? – pyta retorycznie. – Dla mnie jest to sygnał do działania, bo współcześnie takich elementów się nie produkuje. Trzeba ustalić, skąd pochodzą, zapytać konserwatora zabytków lub policję, czy w okolicznych klasztorach lub pałacach coś takiego nie zginęło – wyjaśnia.

    Zwraca przy tym uwagę, że są pewne grupy przedmiotów, np. kultu religijnego, o których można powiedzieć, że nie powinny znajdować się w handlu. – Ich pojawienie się w otwartej sprzedaży zobowiązuje mnie do sprawdzenia we wszystkich bazach, czy nie zostały skradzione, a nawet jeśli tam nie figurują, do podjęcia czynności, które pozwolą wykluczyć to, iż sprzedający nie wszedł w ich posiadanie nielegalnie. Na ewentualnym ujawnieniu i powiadomieniu odpowiednich służb właściwie kończy się moja rola.

    W oczekiwaniu na autobus

    To było w czasach studenckich – wspomina historię uratowania słynnego tronu z kościoła w Żórawinie M. Lange. – Wybraliśmy się na wycieczkę do Lubiąża. Zwiedziliśmy klasztor, a ponieważ mieliśmy jeszcze trochę wolnego czasu do odjazdu autobusu, poszliśmy do pobliskiego parku. Kilkaset metrów od pałacu znaleźliśmy składowiska drewna, najprawdopodobniej opałowego. To były fragmenty stropów, okiennic, różnych desek – opowiada, dodając, że w oczy młodym pasjonatom sztuki rzuciły się fragmenty fotela, który wyróżniał się jakością wykonania. Przeszukując skład, szybko odnaleźli oparcie, siedzisko, nogi i wszystkie elementy – jak się później okazało – pochodzącego z ok. 1600 r., wykonanego w technice inkrustacji, czyli łączenia różnych rodzajów drewna, tronu. Złożyli zabytkowy mebel, pozostawiając go przy wejściu głównym do klasztoru, gdzie wówczas znajdowała się składnica Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Po kilku latach pan Mariusz poznał dalsze losy uratowanego tronu. – Naszym wykładowcą był Ryszard Hołownia, który w tamtym czasie pracował w Lubiążu. W poniedziałek przyszedł do pracy i zobaczył piękny mebel. Kazał go zabezpieczyć i przy najbliższej okazji poddać konserwacji. Fotel odzyskał nowe życie i dawną świetność, a kiedy 15 lat temu na wrocławskim lotnisku wylądował Jan Paweł II, przybywając na Kongres Eucharystyczny, właśnie to krzesło przeznaczono dla papieża. Dziś znajduje się ono w Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu i traktowane jest jak niezwykła pamiątka. Ma też stosowną tabliczkę, upamiętniającą wizytę Papieża Polaka we Wrocławiu. To były początki troski o ochronę zabytków, jeśli nie liczyć wcześniejszej historii, która wydarzyła się w Starych Bogaczowicach. Pan Mariusz razem ze swoją przyszłą żoną, a wówczas koleżanką ze studiów, pojechał tam, by pomóc w zbieraniu materiałów do pracy na temat znajdującej się w tym miejscu barokowej kaplicy. – Wykonałem wiele fotografii, jednak moją uwagę przykuła oryginalna rzeźba Pięknej Madonny. Pomimo tego, że miałem fotografować architekturę, zrobiłem kilka zdjęć tej rzeźbie – wspomina. Praca została oddana i oceniona. Kilka lat później do drzwi ich mieszkania zadzwonił student historii sztuki, który pisał pracę semestralną na temat wystroju rzeźbiarskiego kaplicy w Starych Bogaczowicach. – Okazało się, że Madonny już tam nie było. Została skradziona, a sytuacja była o tyle przykra, że nikt, łącznie z konserwatorem zabytków, nie miał zdjęć tej rzeźby. Przekazałem zrobione fotografie z prośbą o oddanie ich później konserwatorowi – mówi.

    Technika nam sprzyja

    Dziś Mariusz Lange jako koordynator ds. ochrony zabytków Izby Celnej we Wrocławiu nadal troszczy się szczególnie o dolnośląskie zabytki. W ciągu ostatnich lat jego obowiązki i podejmowane działania uległy ogromnym przemianom. Kiedyś, gdy istniały posterunki graniczne, a internet nie był rozwinięty, praca osób takich jak on wyglądała zupełnie inaczej. – Wzywano nas w charakterze konsultanta, kiedy np. pogranicznicy mieli wątpliwości co do rzeczy przewożonych przez granicę – wyjaśnia. Wspomina przy tym odkrycie dwunastu barokowych waz z piaskowca wywożonych z Polski do Niemiec. Przemytnicy pokryli zabytkowe przedmioty betonem, przekonani, że nikt nie zwróci uwagi na deklarowaną współczesną produkcję. – Pasy, którymi umocowali ładunek, przetarły jednak niezbyt profesjonalnie położoną warstwę wierzchnią i celnik zorientował się, że pod betonem widać piaskowiec. Dziś jest inaczej.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół