• facebook
  • rss
  • Złe czasy dla świadków

    Ks. Rafał Kowalski

    dodane 07.02.2013 11:35

    Wczoraj w czasie nieoficjalnego spotkania na stadionie doszło do zawodów w biegu na 100 m pomiędzy prezydentami USA i Polski…

    Dowcip z brodą opisuje bieg na 100 m, w którym mieli wystartować prezydenci dwóch krajów. Fakty były następujące: wspólny start, bieg i zwycięstwo prezydenta USA. Następnego dnia w gazetach ukazać miał się artykuł następującej treści: „Wczoraj w czasie nieoficjalnego spotkania na stadionie doszło do zawodów w biegu na 100 m pomiędzy prezydentami USA i Polski. Nasz prezydent po niezwykle zaciętej walce zajął zaszczytne drugie miejsce. Amerykanin był przedostatni”.

    Ostatnio głośno było znowu o Dolnym Śląsku w kontekście słynnej wyprawy w Bieszczady, zorganizowanej przez wrocławską szkołę przetrwania. Nie było mnie tam, więc trudno mi roztrząsać o winie kogokolwiek i nie o tym dziś chciałem. Do zastanowienia skłania mnie zupełnie inna kwestia, a mianowicie przez kilka dni słyszałem i czytałem o bliskim zagrożeniu utratą życia i poważnych odmrożeniach, których miało nabawić się kilku nastolatków, uczestniczących w feralnym wyjeździe. Tymczasem sami zainteresowani i ich rodzice (a tym chyba najbardziej powinno zależeć na ukaraniu ludzi, którzy chcieliby skrzywdzić ich pociechy) mówili zupełnie coś innego niż większość komentatorów. Można było odnieść wrażenie, że dziennikarze relacjonują całkowicie inną wyprawę.

    Natychmiast myśl pobiegła ku, jakże słynnej, rzekomej aferze w katolickiej szkole (także dolnośląskiej). Do skandalu miało dojść w czasie integracyjnego wyjazdu i otrzęsin, a zdjęcia z tego wydarzenia obiegły nie tylko nasz kraj. Komentatorzy medialni prześcigali się w opiniach, jak wielką krzywdę uczyniono młodemu pokoleniu, podczas gdy bezpośredni świadkowie i uczestnicy wyjazdu (rodzice oraz uczniowie) przedstawiali tę sytuację w zupełnie innym świetle.

    I jak powiedziałem, nie mam zamiaru rozstrzygać o winie i niewinności kogokolwiek. O tym niech zdecydują odpowiednie organy. Coraz bardziej zastanawiam się jednak, czy dziennikarze, w pogoni za sensacją i kolejnymi newsami, nie przyjmują przypadkiem postawy podobnej do Hegla i kiedy mówi się im: „Naoczni świadkowie wydarzeń, które relacjonujecie, mówią coś radykalnie innego niż piszecie czy pokazujecie”, odpowiadają: „Tym gorzej dla świadków”?


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół